Rzucić okiem do kubka z kawą

Pewnie większość z Państwa zajmujących się giełdami lub inwestowaniem doświadcza czasami odczucia, iż żyjemy w zupełnie odmiennym świecie niż reszta społeczeństwa. W istocie próby samodzielnego inwestowania powodują, iż zaczyna się dostrzegać powiązania w gospodarce, których się nie dostrzegało wcześniej lub takie, które są oczywiste dla specjalistów, ale zupełnie obce przeciętnemu konsumentowi zarabiającemu na etacie – czytaj nie brudzącego się budżetowaniem, sprzedażą i kosztem płac indeksowanych inflacją itp. Czasami wychodzą z tego zabawne sytuacje, czasami dość przerażające a czasami prowadzą do pytań, których wcześniej się nie zadawało.

Odbyłem w ostatnim czasie rozmowę z osobą, która z giełdami nie ma nic wspólnego, ale dociera do niej związany z nimi szum. Z racji swoich poglądów i zwyczajnej niechęci do maklerów – jak nazywa wszystkich, którzy mają jakikolwiek związek z giełdami – próbowała mnie przekonać, iż cały obecny kryzys jest w istocie kryzysem telewizyjnym, wywołanym przez władzę pieniądza nad mediami. Pogląd wcale nie tak rzadki wśród ludzi o pewnej orientacji ideologicznej. Dość długi i emocjonalny wywód skończyła zdaniem, iż to ?przez takich, jak ty spekulantów to wszystko”. Po czym dodała, iż ?z realnym życiem ludzi nie macie żadnego związku”.

Najpierw zastanawiałem się, na jakim funduszu stracił mój partner do kawy. Później próbowałem jakoś tam pokazywać powiązania pomiędzy kredytem, możliwościami produkcyjnymi firm i konsumpcją indywidualną, ale szło mi bardzo słabo, bo należało szukać raczej emocjonalnych argumentów niż racjonalnych, które w świecie partnera rozmowy nie istniały. Wracając do domu myślałem o tym, jak w przyszłości bronić maklerów jednocześnie pokazując wagę biur maklerskich, banków oraz giełd dla obiegu gospodarczego i nie dać się wpędzić w ton pobłażania, w który zwykle wpadają ludzie czujący – często fałszywie – iż wiedzą więcej niż druga strona sporu.

Z pomocą przyszedł mi przedstawiciel ONZ a dokładniej szef Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) – Jacques Diouf – który w tym tygodniu powiedział, iż kryzys na rynku międzybankowym stawia pod znakiem zapytania program ograniczenia o połowę światowego głodu do 2015 roku (jest jeden z celów tzw. Millennium Development Goals – Milenijne Cele Rozwoju). Jego zdaniem spadki cen na rynkach towarowych – mówił to nieco innym językiem – doprowadzą do spadku inwestycji i co za tym idzie stworzą napięcia na rynkach żywnościowych. Już teraz jego zdaniem konsekwencją obecnego kryzysu jest poszerzenie liczby ludzi głodujących na świecie o 40 mln.

Szef FAO w tym samym wystąpieniu powiedział, iż dalsze ograniczenia inwestycji w produkcję żywności i rosnąca popularność biopaliw spowoduje wzrost liczby głodujących do blisko 1 mld ludzi. Najgorsze jednak dopiero ma nadejść, gdyż do 2050 liczba osób na świecie wzrośnie do 9 mld (dziś około 6,75 mld) a to połączone z liczbą głodujących i niedożywionych oznacza, iż produkcja żywności musiałaby zostać podwojona, by na świecie nie było głodu. Uważniejsi czytelnicy analiz dostrzegą w jego tezach klasyczny opis cyklu na rynkach towarowych, w ramach którego wzrost cen prowadzi do spadku konsumpcji, spadek konsumpcji do spadku cen a spadek cen do spadku produkcji, która znów prowadzi do wzrostu cen.

Jak na blog dla spekulantów i inwestorów przystało pozwolę sobie Państwu zadać pytanie, czy na tych liczbach da się zarobić i czy może inwestowanie na rynkach rolnych nie będzie w przyszłości równie atrakcyjnym polem do gry, jak powszechnie wymieniane w wielu analizach rynki metali przemysłowych i surowców energetycznych? Czy obecny spadek cen wielu produktów rolnych nie jest dobrą okazją do zdywersyfikowania portfela o towary, które w najbliższych 20 latach mają szansę stać się jednym z najbardziej pożądanych na światowych rynkach?

Może przyszłość świata inwestycyjnego nie należy wcale do coraz bardziej skomplikowanych instrumentów, których – jak widać po polskim przypadku z opcjami i amerykańskim kryzysie pochodnych opartych o pożyczki hipoteczne – nie rozumieją nawet osoby, które powinny to rozumieć. Może jednak wrócimy do produktów, które większość z nas jest wstanie pojąć, bo styka się z nimi niemal codziennie. Kawa, kakao, żyto, kukurydza czy wreszcie bawełna to coś, co rozumiemy wszyscy, ale nie chcemy dostrzegać w nich inwestycji, bo większości z nas traktuje owe dobra, jako zalegające na sklepowych półkach. W efekcie nie dostrzegamy napięć na tych rynkach. Próbujemy natomiast zrozumieć modele biznesowe producentów laserów, leków czy skrajnie wyspecjalizowanych maszyn.

Kończąc już tym razem nieco dłuższą notkę przypomniało mi się zdanie, które – chyba – w pierwszej swojej książce o surowcach, albo w jakimś wywiadzie napisał/powiedział Jim Rogers. Jego zdaniem rynek bawełny rozumie każdy, bo każdy ma koszulkę bawełnianą a biznesu, w jakim operuje np. IBM nie rozumie nawet sam prezes IBM. W istocie poziom skomplikowania pewnych branż przekracza możliwości wielu z nas, ale produkcje i popyt oraz podaż na rynku zbóż zrozumiemy stosunkowo łatwo.  Zachęcam zatem do chwil refleksji. Kiedy następnym razem spojrzycie państwo do kubka z kawą, lub będziecie wciągali na plecy bawełniany t-shirt zastanówcie się, czy nie da się na tym zarobić.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

4 Komentarzy

  1. jacko

    Czy są jakieś dobre polskojęzyczne pozycje na temat rynków towarowych? (do poczytania przy dobrej kawie 🙂

  2. astanczak

    Przykro to mówić, ale nie ma. Akademicy piszą na wysokim poziomie abstrakcji i językiem wykładowym a nie praktycznym – ale też takie się przed nimi stawia zadania – i raczej umieszczają rynki towarowe w szerszym obrazie wymiany międzynarodowej czy handlu międzynarodowego. Handlu się z tego nauczyć nie sposób. Pozostaje samokształcenie i własne poszukiwania.

  3. kruz

    (…) Pewnie większość z Państwa zajmujących się giełdami lub inwestowaniem doświadcza czasami odczucia, iż żyjemy w zupełnie odmiennym świecie niż reszta społeczeństwa. W istocie próby samodzielnego inwestowania powodują, iż zaczyna się dostrzegać powiązania w gospodarce, których się nie dostrzegało wcześniej lub takie, które są oczywiste dla specjalistów, ale zupełnie obce przeciętnemu konsumentowi zarabiającemu na etacie – czytaj nie brudzącego się budżetowaniem, sprzedażą i kosztem płac indeksowanych inflacją itp. (…)

    Widze ze nie tylko ja mam takie wrazenie.
    Ale faktycznie, nabiera sie nowego spojrzenia 🙂

    Ale czasem nawet ludzie z branzy finansowej nie maja tego “spojrzenia” 🙂

  4. mirek

    Tak sobie myślę, że ów “bawełniany t-shirt” doprowadzi do ostrej jazdy mas grających na kontraktach na bawełnę i żadna bawełniana edukacja im nie pomoże lecz {znowu} systemowe podejście do gry, lecz dla wielu będzie wówczas za późno. Nowy smar na tryby spekulacji… no i dobrze…ale bez namawiania pod pozorem nowych możliwości “bliższych ciału”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *