MAMY WINNEGO !!! – BANKI przy wykorzystaniu wyrafinowanych instrumentów pochodnych NISZCZĄ POLSKIE FIRMY.
Spodziewam się już wkrótce takich tytułów w polskiej prasie (również finansowej). Wstęp już mieliśmy w Pulsie Biznesu, który w ostatnich miesiącach żałuje chyba, że nie jest Faktem lub Super Expressem i wycelowanym pistoletem straszy swoich Czytelników (jak wynika z komentarzy na stronach pb.pl – czytelnicy są wkurzeni, że traktuje się ich jak idiotów) – „Opcje to pistolet w rękach banków”.
Dziennikarze z PB powinni wypożyczyć z Faktu wieloryba, który niegdyś grasował w Wiśle, bo z całą pewnością kolaborował z bankami w produkowaniu zabójczych opcji.
Problem ze zrozumieniem instrumentu jakim są opcje jest ogromny. Nie dość, że mamy dwa ich rodzaje – w uproszczeniu – pozwalające zarabiać albo na spadku albo na wzroście ceny. To jeszcze każdą z tych opcji możemy wykorzystać na dwa sposoby – kupując lub sprzedając (wystawiając). W efekcie sprzedaż opcji sprzedaży (put) oznacza, że istnieje szansa zarobienia na wzroście ceny. Nawet dla dojrzałych uczestników rynku akcji lub kontraktów terminowych jest to skomplikowane (a przynajmniej kontraintuicyjne). Na szczęście wielu dziennikarzy posiada fantastyczną zdolność tłumaczenia innym rzeczy, których sami nie rozumieją.
Najważniejszym problemem, z którym mamy do czynienia przy okazji obecnego zamieszania z opcjami wykorzystywanymi przez część polskich firm to fakt pomieszania spekulacji opcjami z wykorzystaniem ich do zabezpieczenia. Częściowo z nieświadomości, częściowo z chciwości, a częściowo z niezrozumienia, niektóre firmy weszły w mniej lub bardziej złożone strategie opcyjne. Teraz tracą pieniądze.Z dużym prawdopodobieństwem można uznać, że problemem było traktowanie przez firmy przedstawicieli banków „oferujacych struktury opcyjne”, jako własnych doradców. Tymczasem przedstawiciele banków sprzedawali to co klient chciał. A, że czasem klienta się podprowadzało na odpowiedni trop… To już inna sprawa. Wina jest po obu stronach. Jeśli idę do sklepu i chcę kupić drogi sprzęt komputerowy, to ekspedient „doradzi mi odpowiednio”. W większości przypadków, będzie dopasowywał swoją ofertę do moich potrzeb. Mi będzie się wydawało, że on mi doradza, choć faktycznie sam podejmę decyzję. A gdy dodatkowo ekspedient ma na plakietce napis „doradca klienta”, to dodatkowo poczuje się lepiej.
Jeśli klient nie chciał zapłacić premii za kupno opcji (faktycznie bez ryzyka, poza utratą tej zapłaconej kwoty), doradca z banku mógł mu zaproponować sfinansowanie zakupu tej premii wystawianiem innej opcji. I pewnie tak to wyglądało. Gdy rynek zachowywał się pozornie przewidywalnie obaj mogli dojść do wniosku, że poza zabezpieczeniem można spróbować dodatkowo „przyciąć” na wystawieniu opcji, żeby zgarnąć premię. Być może nawet pracownik banku coś tam mówił o ryzyku, ale pewnie niezbyt przekonywująco. No i w efekcie mamy sytuacje, w których liczba wystawionych opcji była kilkukrotnie wyższa niż opcji kupionych, czyli OCZYWISTA transakcja spekulacyjna. Dająca naiwnym złudzenie zabezpieczenia.
Trudno powiedzieć, jak cała sprawa się zakończy. Jedno jest pewne jest to kolejny krok w edukacji naszego rynku. Miejmy tylko nadzieję, że nagonka na „te okrutne opcje” nie doprowadzi do tego, że firmy zaczną rezygnować z zabezpieczenia, bo przecież „opcje (i inne pochodne) są takie niebezpieczne”. Winnym jak zawsze jest ludzka chciwość i głupota, a nie sam instrument.
***
Czasem w książkach pojawiają się fragmenty, które bardziej szczegółowo próbują wyjaśnić pewne kwestie, a które nie muszą być czytane jeśli Czytelnik uważa je za zbyt skomplikowane. Spróbuję przy wykorzystaniu arkusza opcyjnego dostępnego dla klientów DM BOŚ pokazać na czym polegał słynny „korytarz opcyjny” oferowany przez banki. Jako podstawę wykorzystam nie poziomy waluty tylko poziomy indeksu WIG20 (co nie ma większego znaczenia, chodzi o zasadę).
Najpierw odrobina reklamy ze stron jednego z banków:
zero kosztów
Gwarantujemy zerokosztowy charakter strategii.
jasne zasady
Wiesz, po jakim minimalnym i maksymalnym kursie zostaną zabezpieczone Twoje wpływy.
dwie opcje
Kupiona przez Ciebie opcja Put ma niższą cenę wykonania od sprzedanej Call .
Korzyści dla Firmy:
większe bezpieczeństwo
Dzięki zamknięciu ryzyka kursowego w przedziale („nie niżej niż…, ale nie wyżej niż…”) – lepiej chronisz swoją Firmę przed ryzykiem kursowym.
większy zysk
Korytarz daje Ci szansę sprzedaży waluty po dolnym kursie strategii, jeżeli kurs rynkowy będzie niższy od tego poziomu.
Wyobraźmy sobie kogoś, kto w tej chwili próbuje zrobić podobną rzecz na opcjach na indeks WIG20 – kupuje opcję PUT z ceną wykonania niższą i sprzedaje opcję Call z ceną wyższą, czyli jak z reklamy banku.
Przy obecnych poziomach może to być np. kupno opcji PUT z ceną wykonania 1500 i sprzedaż opcji Call z ceną 1900.
Faktycznie będzie to transakcja niemal „zerokosztowa”.
Premia za kupioną opcję jest finansowana premią z opcji sprzedanej.
Tak wygląda profil wypłaty w momencie wygaśnięcia opcji (za ok. 2 tygodnie)

Jeśli rynek znajdzie się za dwa tygodnie w przedziale 1500 – 1900 nasza transakcja da nam 0. Ale jeśli spadnie poniżej 1500 będziemy zarabiać. I tu proszę przypomnieć sobie, że przed kilkoma miesiącami obawiano się wyłącznie dalszego spadku walut. Na drugą stronę wykresu nie patrzono. Czyli, że w momencie wzrostu będą straty – NIEOGRANICZONE.
Można to porównać z sytuacją osoby, która nie wierzy, że WIG20 będzie rósł, a zwłaszcza że wzrośnie ponad 1900 pkt.
Spójrzmy krok dalej, co się stanie jeśli sprzedamy DWIE opcje Call i kupimy jedną Put.

Wykres wygląda bardzo podobnie, z tym, że w obszarze 1500 – 1900 ZARABIAMY !!!! (ok. 270 PLN)
EUREKA. Darmowe pieniądze !!!
A jeśli by sprzedać jeszcze więcej opcji CALL. Na przykład 4!!

Za „darmo” mamy 790 PLN.
Niektóre firmy robiąc swoje „zabezpieczenia” dochodziły do proporcji 8:1.
I wszystko było ok, dopóki rynek systematycznie i stabilnie szedł w jednym kierunku (spadał). Ale w pewnym momencie przestał spadać. I wzrósł. Wzrósł tak silnie, że mogło to wykraczać poza wszelkie logicznie uzasadnialne prawdopodobieństwa. Pamiętamy, że w krótkim czasie dolar umocnił się do złotego 50%. Czyli wracając do naszego przykładu z indeksem WIG20 byłby to wzrost z obecnego poziomu 1700 pkt do 2550 pkt. Teraz – przy ruchach o kilka procent dziennie nie wygląda to tak niemożliwie. Ale pewnie mimo wszystko można znaleźć sporo sceptyków.
Pamiętamy nasz korytarz 4:1 – zarabialiśmy 790 PLN jeśli w dniu wygaśnięcia opcji indeks WIG20 znajdzie się w przedziale 1500 – 1900 pkt. Zarabiamy więcej, jak spadnie poniżej 1500.
A co gdy wyniesie 2550 – strata będzie ok. 25 000 PLN (30 razy więcej niż oczekiwany wcześniej zysk). Niemożliwe? Chyba nikt teraz nie powie, że na rynku nie ma rzeczy niemożliwych. A jeśli się w to nie wierzy dość łatwo pomylić zabezpieczanie z agresywną spekulacją.


Dodaj komentarz