Składowe inwestycyjnej porażki, część 5

Jestem przekonany, że jak najbardziej warto wrócić i dokończyć wątek egzaminujący przyczyny inwestycyjnych niepowodzeń, rozpoczęty wpisami 1, 2, 3, 4, a oparty na analizach i praktyce psychologa tradingu Bretta Steenbargera. Warto nie tyle dla zrobienia rachunku sumienia ile dla rozpoznania błędów, z istnienia których często możemy nie zdawać sobie sprawy.

Kolejna obserwacja w tłumaczeniu na polski wyglądałaby mniej więcej tak:

5/ Pomiędzy przesłankami sukcesu inwestycyjnego ?pasja do tradingu” jest znacząco przeceniana. Skuteczny trader ma pasję do rynków, która jest czymś innym niż pasja do tradingu. Tak naprawdę, w przypadku braku pasji do rynku, pasja do tradowania oznacza po prostu czyste uzależnienie.

Rozróżnienie obu rodzajów pasji może wydawać się nieczytelne w tym sformułowaniu i wymaga pewnego doprecyzowania.

?Pasja do rynku” nie oznacza w tym kontekście po prostu nadzwyczajnego zainteresowania rynkiem rozumianym jako giełda i jej otoczenie czyli ekonomia, gospodarka, finanse itd, pogłębiania wiedzy i rozumienia mechanizmów nimi rządzących, przewidywania zdarzeń i interpretacji powiązań między nimi. Gdyby to było wystarczającą przesłanką sukcesu, najlepszymi inwestorami byliby ekonomiści. A tak nie jest, jeden Warren Buffet wiosny nie czyni 😉 W przetłumaczonej powyżej hipotezie, pod hasłem ?rynkowej pasji” autor ukrywa nieco szerszy zakres, obejmujący dodatkowo: definicję i realizację inwestycyjnych celów, zbudowanie i usprawnianie własnej strategii, kontrolę ryzyka, znajomość psychologii rynku, mechaniki i specyfiki poszczególnych instrumentów, mechanizmów zleceń i transakcji, rodzajów analiz i modeli, czy wreszcie – jak w wypadku graczy systemowych – poznawanie programów analitycznych, szukanie pomysłów i ich testowanie. To wszystko jest dopiero podbudową dla owego drugiego rodzaju pasji.

?Pasja do tradingu” jest tożsama z zaangażowaniem w mechaniczne podejście do samego procesu składania zleceń, obserwacji i kontroli transakcji, budowy pozycji, zmiany stopów, śledzenia newsów, czytania analiz i opinii czy wymiany uwag i opinii.

W takim razie hipoteza Steenbargera jest w zasadzie określeniem proporcji czasu i zaangażowania poświęconego obu rodzajom omówionych pasji. Jeśli ?pasja rynkowa” czyli przygotowanie mentalne i merytoryczne zostaje potraktowane po macoszemu a nadmierne ilości czasu zostają poświęcone na obserwowaniu notowań i robieniu transakcji – zaczyna się owo ?UZALEŻNIENIE”, które często prowadzi nie tylko do braku wyników, stresów ale czasem tragedii. Tylko pozornie dotyczy to początkujących inwestorów, którzy zwabieni łatwymi zyskami w czasie hossy i bez merytorycznego przygotowania zaczynają poświęcać coraz więcej czasu na samo dokonywanie transakcji, mylnie rozumując, że timing czyli częsta zmiana pozycji, prowadzi do proporcjonalnego zwielokrotnienia zysków a inwestowanie czy raczej spekulacja jest tym zawodem, do którego zostali stworzeni. Adekwatny przykład pomylenia pasji można by przywołać z normalnego życia: czy ktoś chciałby, żeby operował go chirurg mający zamiłowanie do krojenia ale szczątkową wiedzę i dość nonszalanckie podejście do nauki owego zawodu?

Żeby nie było, że biorę na widelec tylko początkujących – uzależnienie w pewnym momencie dotyka również tych zaawansowanych, którzy tracą rozum na przykład odkrywając ?piękno, prostotę i nieograniczone możliwości” kontraktów terminowych czy forexu! Steenbarger proponuje krótki test na sprawdzenie swojego stanu ?pasji do tradingu”. Odpowiedź ?tak’ na 2 lub więcej z poniższych pytań powinna nas zastanowić 🙂

  1. Czy bywa tak, że mówię sobie, iż przestaję tradować a mimo to składam nadal zlecenia?
  2. Czy nie przeginam z tradowaniem (overtrading) składając zlecenia powyżej ustalonego wcześniej bezpiecznego limitu wielkości pozycji albo na siłę starając się robić transakcje gdy na rynku nie dzieje się nic?
  3. Czy straty powodują pogorszenie się moich relacji z najbliższymi albo narażają mnie na dotkliwe konsekwencje finansowe?
  4. Czy najbliżsi wypominali mi już, że powinienem zastopować z tradowaniem?
  5. Czy ból wynikający ze straty jest dla mnie dużo bardziej dotkliwy niż satysfakcja z wygranej?
  6. Czy zauważam, że moje nastroje i kontakty z otoczeniem są mocno powiązane z aktualnym  bilansem zysków i strat?
  7. Czy inwestuję czasem po prostu dla zabicia nudy?
  8. Czy nie poświęcam czasu tradingowi poza godzinami otwarcia rynków kosztem innej pracy albo rodziny?          

Mógłbym rozwinąć ową listę punktów ale myślę, że owe 8 starczy dla identyfikacji własnego, alarmującego być może stanu. Problem tylko jak sobie z nim radzić. Niestety z moich obserwacji wynika, że najczęstszą ścieżką leczenia jest … bankructwo! Albo dwa… Mamy nadzieję, że alternatywnym lekarstwem jest lektura niniejszych blogów 🙂 Naszym zadaniem jest między innymi właśnie wskazanie i analiza tych decyzji i zachowań, które prowadzą prostą drogą do inwestycyjnego piekła, a o których niewiele się pisze i mówi we wszelkiego rodzaju poradnikach, podręcznikach i szkoleniach…

–*Kathay*–

[Głosów:0    Średnia:0/5]

10 Komentarzy

  1. jaro

    Oj Panie Tomaszu,
    Podcina Pan gałąź na której Pan siedzi. Przecież uzależnieni traderzy to najlepsi klienci DM’ów ;))
    Tekst jak zwykle na wysokim poziomie, choć nie zgadzam się z jednym pytaniem w teście.

    Czy ból wynikający ze straty jest dla mnie dużo bardziej dotkliwy niż satysfakcja z wygranej?

    Na to pytanie większość ludzi (niekoniecznie uzależnionych) odpowie tak. Wyszło to m.in. w badaniach Tverskiego
    i Kahnemana. Ktoś nawet policzył, że dopiero zarobione 2,5$ może ukoić ból po stracie 1$.

  2. kathay

    cóż, nie ja wymyślałem te pytania…

    krzywa w teorii perspektywy nie jest symetryczna po obu stronach osi – to prawda, ale to jest tylko model! jeśli wygrywasz w miarę regularnie to straty są do przełknięcia gładko, ale kiedy wygrane są rzadsze – straty o tej samej wielkosci co poprzednio zaczynają rozsadzać…
    ale jest też druga strona – obojętnie jak przeżywasz straty należałoby wyrobić w sobie odporność czyli cieszyć się z kazdych zysków a nie przeżywać tak intensywnie strat

  3. exnergy

    Mieszajcie, mieszajcie 😉 zaprawa murowana 😉

  4. JacekS

    Myślę, że dobrze jest mieć jedną i drugą pasję: do tradingu i do rynku, ale w odpowiednich proporcjach. (np. 0.764/0.236) ;-)Początkowo te proporcje są co najmniej odwrotne, z czasem coraz bardziej przeważa ta do rynku.
    Bankructwo natomiast jest lekarstwem, którego lektura blogów nie zastąpi. Wielu wybitnych graczy kilkakrotnie bankrutowało na początku swojej kariery nie słuchając rad bardziej doświadczonych. Potem zarabiali miliony dolarów.

  5. Trapero

    myśle KatHay że aby ogarnąć bardziej przyczyny porażek trzeba by też sięgnąć do psychologi Freuda i Junga ( podświadomości ). to jakie mamy wzorce myślenia o sobie, ludziach i pieniądzach mają duży wpływ na podejmowane przez nas decyzje. i nawet jeśli system jest wpełni zautomatyzowany to i tak pewne osoby będą pewne sygnały omijać lub nadniernie lewarować pozycje. nad pewnymi skłonnościami trzeba długo pracować szczególnie ze skłonnościami do ryzykanctwa ( czyli do hazardu ). pytanie jest czy te cechy są uleczalne ?
    Alexander Elder ( który przecież jest psychiatrą ) porównuje skłonności do hazardu do nałogu alkoholików – tylko że wg Ciebie wyleczenie to osiągnięcie dna ( bankructwa ) aby lepiej grać, ale czy alkoholikowi który osiągnął dno ( używajać skojarzeń Eldera ) po wyleczeniu mówi się aby teraz używał alkoholu z umiarem ? nie bo jest wysokie prawdopodobieństwo że wróci do nałogu, czy w takim razie nie powinno być podobnie z tymi którzy nagminnie ryzykują za duzo ?

  6. Trapero

    tak mi się jeszcze przypomiało.. Jesse Livermore zdaje sie bankrutował 5 razy za każdym razem spowrotem dochodząc do bogactwa aż gdy zbankrutował 5 raz popełnił samobójstwo. był chyba z tej serii nieuleczalnych przegrywających chociaż w literatzurze mówi się o nim jako o graczu który odnosił sukcesy.

  7. Lucek

    Joe Ross’ Chart Scan Newsletter Vol. 221
    THE LONE TRADER

    …The best traders I know are carefree and independent. They don’t worry about what others think of them. They trade what they see and do not listen to "others."
    …Please realize: you are alone when it comes to trading. Trading is a lonely business.

  8. nowy

    A może lepiej zapoczątkować cykl wskazówek dla "nowych". przyczyny przyczynami-tu jest OK, ale chodzi o konkrety typu pycha
    chciwość, zwiększanie pozycji po kilku udanych transakcjach, transakcje bardziej ryzykowne etc.
    Tu jest kilka rad:
    http://pl.youtube.com/watch?v=LiE1VgWdcQM

    🙂

  9. kathay

    Trapero – każde ludzkie działanie może skończyć się nałogiem ale nie uważam, że słuszne jest porównywane każdego z nich do alkoholizmu! Jeśli trapi mnie nałóg jedzenia np. dużych ilości hamburgerów to leczenie nie ma powodować wogóle ich niejedzenia lecz tylko przejscie na sporadyczne przypadki.

    Natomiast ja wcale nie uważam, ze bankructwo jest lekiem! ja stwierdzam po prostu fakt. Spojrz choćby na dzieci ostatniej hossy – już zaczęli rzucać etaty i przechodzić na zawodostwo a każdy miał się za geniusza. Hossa urealniła ich spojrzenie i dziś zapewne wielu z nich dużo biedniejszych próbuje zanalizować przyczyny porażki i nauczyć się jej zapobiegać. A jeszcze 2 lata temu było jak grochem o ścianę…

  10. Jacek

    Hossa ?
    zanim wyślesz – przeczytaj co piszesz…

Odpowiedz na „jaroAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *