Składowe inwestycyjnej porażki część 2

Zapewne sporo czytelników zdążyło przejrzeć w oryginalnej wersji wszystkie hipotezy Steenbargera, które podlinkowałem w poprzednim wpisie. Moim zdaniem wnioski tam zawarte są na tyle porażająco trafne że warte szerszych, publicznych przemyśleń. Są też w niektórych wypadkach na tyle ogólne, że wymagają wprowadzenia dodatkowych założeń, które ułatwią zrozumienie całości. Tak jak w punkcie drugim.

2/ Znakomita większość traderów mających problemy inwestuje za pomocą metod i formacji, które kiedyś działały ale nie są już więcej skuteczne. Niezdolność do zmian wraz ze zmieniającymi się rynkami dotyka zarówno traderów intraday (gdzie obrót/zmienność/ formacje trendowe ulegają przeobrażeniom) jak i tych działających w dłuższych ramach czasowych (gdzie relacje międzyrynkowe ulegają zmianie)

Skonfrontujmy więc nasze rozumienia wspomnianych zanikających ?skuteczności”.

Primo po pierwsze – jakie metody ma na myśli autor? Zapewne większości przychodzi do głowy, iż chodzi o cały warsztat do analiz technicznych, wykrywania wzorów na wykresach i zależności między układami cen oraz ich pochodnych na różnych rynkach i instrumentach. Myślę, że Steenbarger do tego właśnie nawiązuje jako że padają nazwy typowe dla tego rodzaju metod decyzyjnych (metod ilościowych).

Primo po drugie – zawsze w tego typu dyskusjach mam sporo wątpliwości słysząc stwierdzenia typu ?to kiedyś działało”. Nie wiem ilu z piszących czy mówiących tego rodzaju słowa pokusiło się by to kiedyś sprawdzić ale obstawiam, że opierają się głównie na zasłyszanej wiedzy. Czy czasem nie jest to stereotyp utrwalany przez kolejne pokolenia? Owszem, wierzę wypowiadającym takie twierdzenia Larry’emu Williamsowi czy Richardowi Dennisowi bo to oni w latach 70-tych i 80-tych zdobywali dzięki tego rodzaju strategiom fortuny a dziś pokazują połamane zęby nierzadko dając wyraz swojemu sceptycyzmowi co do aktualnej użyteczności owych mechanizmów. Przy czym jednak bardziej winią fundamentalne zmiany w mechanice rynków niż same narzędzia. Przecież ich systemów wybicia ze zmienności i z kanału cenowego używa się w wielu odmianach i mutacjach do dziś. Co jednak ważne- ich metody były weryfikowalne, replikowalne, od początku do końca logiczne oraz kompletne pod względem każdego elementu typu zarządzanie wielkością pozycji, portfelem, ściśle zdefiniowanych taktyk zajmowania pozycji i kontroli ryzyka. Natomiast mam obawy, czy lata temu rzeczywiście ?działały” wszelkiego rodzaju dość subiektywne, tylko po części weryfikowalne metody, typu formacje techniczne, fale i zniesienia, linie wsparć/oporów/trendów itd., a także strategie oparte na mierzalnych ale mocno niestabilnych technikach typu indykatory, oscylatory. Mam na myśli przy tym typowo techniczne użycie ich wszystkich, bez mieszania w to dodatkowo intuicyjnych czy fundamentalnych kryteriów oceny i predykcji sytuacji.

Co do jednego nie mam jednak wątpliwości – ocena ich skuteczności kiedyś i dziś nie jest jakimś znaczącym problemem we współczesnej erze komputerów i coraz doskonalszych programów do wizualnego i statystycznego torturowania danych i wykresów. W tym przejawia się kolosalna przewaga systemowych traderów kiedy chodzi o weryfikację i dopasowanie lub odrzucenie wyżej wspomnianych metod. Więc kwestia ?działało-nie działa” jest do sprawdzenia przy użyciu danych historycznych, zresztą przy okazji weryfikacji systemów transakcyjnych wychodzi to zawsze jak na dłoni. W większości wypadków, szczególnie tych mocno subiektywnych technik, zaryzykuję raczej stwierdzenie: ?nie działało kiedyś i nie działa dziś”. W pozostałych pokuszę się o hipotezę ?to kwestia dyskusyjna czy coś działało kiedyś ale istnieje prawdopodobieństwo, że nie działa już dzisiaj albo działa pod pewnymi warunkami”. Osobna kwestia to zdefiniowanie czasowe terminu ?kiedyś”.

Tertio po trzecie – jest sporo na rzeczy w stwierdzeniu o zmianach (w fundamentach i działaniu) rynków. Miejsca nie starczy niestety tutaj by wymienić wszystkie tego przyczyny i objawy. Steenbarger wymienia pokrótce skutki. Jeśli chodzi o relacje rynkowe długoterminowe to chyba nie wypada nie przytaknąć spostrzeżeniu o złamaniu dawnych relacji typu: akcje i towary nie poruszają się razem w górę i inne z repertuaru ?Międzyrynkowej analizy technicznej”, o których przypomina na swoim blogu cyklicznie Adam. Nie chcę natomiast teraz wchodzić w kolejny temat-rzekę, dotyczący kwestii tych zmian z gatunku intraday. O ile płynność i wolumen rzeczywiście wzrosły i przyśpieszyły obrót wielu instrumentów o tyle zmienność bywa kapryśna, trendy zresztą również o czym każdy praktyk ma wiele do powiedzenia.    

I quadro po czwarte – zmierzajmy do podsumowania. Zgodzę się co do tezy autora, że większość z tych, którzy na rynku nie mogą sobie poradzić za pomocą AT, używa bezceremonialnie czegoś co rzeczywiście nie działa. Ale stanę w ich obronie – oni jeszcze nie wiedzą, że to coś nie działa albo już wiedzą ale nie mają pojęcia dlaczego. A to dlatego, że dostają fałszywy obraz nie tylko z książek, jak na przykład tych pisanych kiedyś gdy ponoć coś działało, że wymienię po raz kolejny biblię AT Johna Murphy’ego. A także dlatego, że ów fałszywy obraz utrwalają im w mediach wszelkiej maści domorośli analitycy techniczni czy dziennikarze od tych spraw, którzy w życiu nie zarobili na analizie wykresów solidnych pieniędzy ale doskonale wiedzą, że przeciął się jakiś RSI a jakiś MACD spada, choć mają blade pojęcie o tym, że z tego NIC NIE WYNIKA. Natomiast uważam, że ciut za daleko  zapędził się Steenebarger z tym ?kiedyś działało” bo to diabelnie zawiła sprawa i nie taka jednopłaszczyznowa. I wreszcie niezdolność do przystosowań w tempie zmian rynków powinna mieć również swój kontekst. Na pewno nie powinien on dotyczyć traderów systemowych bo ci akurat takie zmiany MUSZĄ mieć wkalkulowane w swoje kody i algorytmy. Inaczej cała maszyneria systemowa zgrzyta i jęczy a wreszcie się wykłada. Natomiast w znacznej mierze i bez takich problemów pozwala zweryfikować pierwszą część hipotezy Steenbargera o historycznej i obecnej ?nieskuteczności” metod.

Mimo wszystko hipoteza w znacznej mierze trafiona – wszystkim, którzy mają problem ze swoją strategią proponuję zadać sobie pytanie: co o niej tak naprawdę i skąd wiem? czy poddałem ją kiedyś rzetelnej weryfikacji? ile subiektywnych pierwiastków ona zawiera? na ile właśnie mnie dotyczy więc ów drugi punkt ?  Namawiam gorąco do stawiania sobie bardzo niewygodnych pytań jak najczęściej. To mimo wszystko prostsze niż pozbycie się majątku w kolejnej serii strat. 

Z oczywistych względów c.d.n.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. DAPI

    cos takie zastanawiajace jest brak komentarzy pod tym wpisem kathaya…to chyba Twój pierwszy taki wpis na blogu…

    – dla wszystkich to jest oczywista oczywistością
    – zburzył sie domek z kart a argumentów brak ?

    ============
    Ostatnio wszędzie dookoła zaczął mnie atakowac shark 32 na forach, w internecie. Nigdy nie zwracam uwagi na takie próby wróżenia w fusów czyli trójkąty rgr, motyle, kosmiczne liczby, fale itp. Jednym wielkim wspólnym mianownikiem w to jest wiara która nie opiera sie na logice ale na tych samych instynktach i potrzebach jak wiara w Boga {obojetnie pod jaka byłby nazwą tzn. religią}. Co nie dziwi suma sumarum bo jak sie rozmawia o chaosie to przy okazji można porozmawiac o wierze.
    Ale wracając… Shark szczypał mnie za noge wszedzie gdzie sie ruszyłem w swoich poszukiwaniach {przypadek}. Nie jest to trudna formacja do zaprogramowania. Sprawdziłem na zasadzie wybicia do góry {do dołu juz mi sie nie chce}. Wybicie z kanału przedstawione przez kathaya wczesniej to w porównaniu wzorcowy system i to bez żdanych secjalistycznych stopów 😉 .
    Czy dałby sie w ten sposób grac…odpowiedź dałby bo lepiej miec jakies zasady niż ich wcale nie mieć. Ale zarobić byłby trudno… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *