Od kilku dni trwa szum wokół szans na wypłacanie (bądź nie) emerytur w przyszłym roku.
Trwają również spory na temat powołania (bądź nie) zakładu emerytalnego w ramach ZUS, który mógłby się zająć wypłatą emerytur, zamiast przewidzianych ustawą prywatnych zakłądów emerytalnych.

Każdorazowo, gdy pojawia się temat emerytur w nowym systemie zadziwia mnie, jak mało osób porusza fakt horrendalnych prowizji, które uczestnicy systemu (czyli my wszyscy) musimy płacić – najpierw OFE, poźniej zaś zakładom emerytalnym. System emerytalny, w obecnym kształcie został opracowany, gdy w Polsce inflacja była dwucyfrowa i nikogo specjalnie nie szokowały, że ktoś pobiera prowizje w wysokości kilku procent (jedne z pierwszych OFE chciały pobierać prowizję nawet w wysokości 12-15 procent) .
Dziś inflacja wynosi 1,7 procenta i nikogo jakoś specjalnie nie wzburza, że OFE pobierają 2-3 razy większą prowizję, niż jej poziom, zaś zakłady emerytalne mogą pobierać czterokrotnie więcej. W sumie sześć średniorocznych inflacji. Przez sześć lat nasze pieniądze idą na prowizje. Dopiero po tym czasie zaczynamy zarabiać.

Pozwolę zamieścić, swój tekst z lipca 2001, który ukazał się w Pulsie Biznesu. Od tamtego czasu nie zmieniło się praktycznie nic. Z tą różnicą, że hossa na rynku akcji “stępiła” spostrzegawczość wielu z nas (no i naturalnie oprocentowanie bankowe jest znacznie niższe.

*** (lipiec 2001)
Według Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi (UNFE) średnia ważona stopa zwrotu wszystkich działających od początku otwartych funduszy emerytalnych wynosi 22,097 procent. Wielu z przyszłych emerytów rozumie to pewnie dość prosto ? oznacza to, że na naszych rachunkach emerytalnych jest średnio o nieco ponad 22 procent więcej. Niestety myślenie takie dość szybko może zostać zweryfikowane przez brutalną rzeczywistość. Gdy zajrzymy bowiem na nasze konta emerytalne i dokonamy prostego obliczenia ? ile środków wpłynęło na rachunek oraz jaka jest ich aktualna wartość ? okaże się, że w większości przypadków mamy, w najlepszym wypadku tylko tyle ile wpłaciliśmy, a w większości nieco mniej.

Nie ma tu żadnego przekrętu. Już nie teraz, gdy OFE działają na podstawie horrendalnych zasad, które pozwalają na pobieranie prowizji. Właściwie należy wprost powiedzieć prowizji złodziejskich. W zależności od funduszu prowizja, którą one pobierają waha się od 6 do 10 procent (po dwóch latach przynależności do funduszu nieco się zmniejsza). Oznacza to, że z każdych wpłaconych 100 zł na rachunek emerytalny, OFE pobierają od 6 do 10 zł. Krótko mówiąc, abyśmy wyszli na zero każdy fundusz musi zabraną prowizję odrobić. Nasze zyski wyliczone przez UNFE odnoszą się jednak nie do faktycznie pracujących pieniędzy (czyli pomniejszonych o prowizję), a do pełnej wpłaty, czyli w naszym przykładzie ? do 100 zł.

Problem niedostrzegany przez wiele osób wiąże się z efektem skali. Comiesięczne wieloletnie wpłaty doprowadzą do tego, że na rachunkach będą znaczne kwoty. Ich wartość będzie powodowała, że większość emerytów uzna, iż wszystko jest w porządku. Tymczasem, jak widzimy z efektywności działania ? w ciągu 2 lat fundusze osiągnęły stopę zwrotu taką, że prowizję, którą zapłaciliśmy odrabiamy po minimum pół roku. Spójrzmy na diagram: po 10 latach regularnych wpłat na konto emerytalne 100 zł powinniśmy uzbierać 12 000 zł. Jeśli założymy, że nasze pieniądze wzrastają średniorocznie o 11 procent (czyli tak jak przez ostatnie 2 lata), zaś fundusz pobiera od każdej wpłaty 5 procent, to po 10 latach na naszym rachunku znajdziemy 21853 zł. Jest to kwota blisko dwukrotnie większa od wpłat. Jednak, gdyby prowizje nie były pobierane, przyszła emerytura powinna być większa o 1150 zł ? 11 wpłat po 100 zł (po 30 latach ta różnica wzrośnie do 174 wpłat). Oczywiście nie oznacza to, że prowizje nie powinny być pobierane ? jest to usługa finansowa i jak każda powinna być płatna. Chodzi tylko o jej wysokość. Czytelnicy sami powinni sobie odpowiedzieć, czy korzystaliby z usług bankowych przy takich prowizjach jaką pobierają OFE.

Sytuacja jest o tyle zastraszająca, że to nie jest cały haracz, który przyszli emeryci muszą oddawać. Zgodnie z ustawą to nie fundusze będą wypłacać nam pieniądze. Za odpowiednią opłatą (maksymalnie 7 proc. sumy zgromadzonej funduszu) zajmą się tym inne prywatne firmy – zakłady emerytalne. Zgromadzone przez nas pieniądze zostaną w momencie przejścia na emeryturę zostaną przekazane do jednego z takich zakładów. Pomijam już fakt, że od momentu przekazania przez OFE naszej emerytury do zakładu emerytalnego nasze pieniądze przestają dla nas pracować, to znowu ustalona prowizja jest na poziomie haraczu, a nie opłaty za usługę. Wracając do naszego przykładu. Po 10 latach OFE przekazuje na rachunek emerytalny 21853 zł. Do wypłat ? po potrąceniu przez zakład emerytalny 7 procent ? pozostanie nam 20323 zł. Tymczasem, gdyby pieniądze leżały na rachunku bankowym oprocentowanym 11 procent w skali roku dysponowali byśmy 23 tysiącami. Różnica w wysokości 26 wpłat z naszych pensji została zabrana przez system.

Jak mogą pracować nasze pieniądze:

******
PS. (marzec 2007)
Właśnie sprawdziłem wielkość mojego konta w OFE (od września 1999 roku). Kwota zgromadzonych składek jest wyższa o 79.2 procent niż suma wpłat. Tymczasem wartość jednostki (w której nie uwzględniany jest pobierany od nas haracz) w tym samym okresie wzrosła o 143.8 procent.
Ot subtelna różnica.

Aha, wybierając fundusz blisko osiem lat temu, kierowałem się jednym kryterium ? miał najniższe prowizje.

[z archiwumGZ/oryginalny link z dyskusjami]

[Głosów:0    Średnia:0/5]

1 Komentarz

  1. Pingback: Blogi bossa.pl » Chcę, żeby nadeszła bessa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *