Szybujące na nowych maksimach amerykańskie indeksy i poprawiające się perspektywy amerykańskiej gospodarki spowodowały, iż na rynku pojawiły się pytania na temat łagodnej polityki amerykańskiego banku centralnego. Nie brakuje głośnych wezwań do zaostrzenia języka i przesunięcia akcentu na inflację oraz większego skupienie na oszczędzających.
W istocie, jeśli spojrzeć na amerykańskie indeksy, to kryzys roku 2008 jest już przeszłością. Trzy najważniejsze indeksy (DJIA, Nasdaq Composite i S&P500) solidarnie zameldowały się na poziomach, które oglądano przed upadkiem banku Lehman Brothers, od którego zaczęła się najostrzejsza fala kryzysu. Również amerykański sektor bankowy poczuł się na tyle dobrze, iż masowo deklaruje wypłaty dywidend lub skup akcji z rynku. Nawet jedna ze spółek, która nie przeszła tzw. stress testów nie omieszkała poinformować, iż zamierza wypłacić dywidendę. W skrócie rzecz ujmując – Wall Street czuje, że wróciła do zdrowia.
W przypadku realnej gospodarki powodów do optymizmu jest mniej. Wprawdzie spadające bezrobocie sygnalizuje poprawę, ale na amerykańskie standardy przeszło 8 procent osób, które chcą pracować i nie mogą znaleźć zajęcia jest poziomem określanym mianem eleveted. W praktyce 8,3 procent to poziom uznawany za zdecydowanie za wysoki i stąd ekonomia jest dziś najważniejszym elementem trwającej właśnie kampanii wyborczej. Na plan dalszy odeszły ciągle gorące Bliski Wschód i Afganistan. Nikt już nie wspomina o bezpieczeństwie i terroryzmie a wszyscy mówią o bezrobociu i zbyt wolno rozwijającej się gospodarce.
Z punktu widzenia Europy i części europejskich komentatorów perspektywy amerykańskiej gospodarki wyglądają bardzo dobrze i stąd pewnie powtarzane, jak mantra ostrzeżenia o inflacji i koniecznej zmianie w polityce monetarnej Rezerwy Federalnej. Warto zatem do skutku przypominać, iż mandat amerykańskiego banku centralnego jest skrajnie odmienny od tego, do czego przyzwyczaiła się Europa pod władzą Europejskiego Banku Centralnego. W modelu amerykańskim a dokładniej w mandacie Rezerwy Federalnej, na sztandarze wypisano nie tylko walkę z inflacją, ale głównie równowagę pomiędzy pełnym zatrudnieniem a stabilnością cen.
W efekcie, tak długo, jak bezrobocie nie spadnie do poziomów uznawanych za akceptowalne, co w USA oznacza, iż gospodarka nie będzie pracowała w sytuacji pełnego zatrudnienia, tak długo w polityce Fed trudno będzie o radykalną zmianę. Formalnie rzecz biorąc Stany Zjednoczone mają akt prawny (Humphrey–Hawkins Full Employment Act), który reguluje definicję pełnego zatrudnienia. W praktyce postulowane prawnie poziomy rzadko bywają osiągane i nieformalnie spadek bezrobocia w okolice 5 procent uznaje się za sytuację, w której gospodarka nie wymaga pomocy ze strony prezydenta, parlamentu i banku centralnego. Stąd już tylko krok do zrozumienia dlaczego Fed ignoruje dziś wzrost cen a koncentruje się na walce z bezrobociem.


Dodaj komentarz