Parafrazując słowa Maxa z kreskówki Pixara – Iniemamocni „jak wszyscy są super, to nikt nie jest”, można by skutki obecnych działań agencji ratingowych podsumować zdaniem „jak wszyscy są do kitu, to nikt nie jest”.
Trwa festiwal gróźb, komu by tu jeszcze obniżyć rating wiarygodności kredytowej – Grecja, Hiszpania, Portugalia, Niemcy, Francja, kolejne banki. Wygląda jednak na to, że na nikim nie robi to już wrażenia.
Nie mogę się pozbyć myśli, że w tym wszystkim chodzi tylko o rozmycie znaczenia sierpniowej decyzji agencji Standard & Poor’s o obniżeniu ratingu USA. Ale nawet jeśli moja spiskowa teoria jest tylko wytworem niezdrowego umysłu i agencje faktycznie rzetelnie obniżają ratingi, to można by się zastanowić, czy w świecie, w którym wielcy gracze są „nie-tak-doskonali-jakbyśmy-chcieli” to takie oceny będą i tak miały znaczenie. No bo w zasadzie co to będzie oznaczało? Mniejsze inwestycje w tych krajach? Problemy z pożyczaniem pieniędzy? Niewiarą w kraje jeśli chodzi o ich zdolność do spłacania tych pożyczek?
Jakoś sobie nie wyobrażam. W tej chwili i tak świat (nie tylko) inwestycyjny czeka na ostateczne rozwiązanie, aż ktoś zacznie padać i problemy faktycznie zaczną się rozwiązywać. Na razie sytuacja wygląda tak, że jeden bankrut pożycza drugiemu bankrutowi trochę pieniędzy, żeby ten mógł oddać dług trzeciemu bankrutowi, który winien jest jeszcze więcej pierwszemu.


Dodaj komentarz