W trakcie ostatnich kilkunastu godzin na pierwsze strony serwisów giełdowych wrócił temat podatku, jaki miałby zostać narzucony branży finansowej. Środowisko w niespecjalny sposób przejęło się tematem, ale mimo wszystko warto pochylić się nad tym zombie, który wraca na rynki niczym bumerang. Niestety tym razem wraca w formie kary za kryzys finansowy.
Mniej zorientowanym problem podatku od transakcji finansowych może wydawać się tematem nowym, ale legenda tej paranoi ma swoją długą historię, która sięga aż lat trzydziestych XX wieku a jej orędownikiem był sam John Maynard Keynes. Keynesa wszyscy pamiętają, jako twórcę jednego z głównych paradygmatów ekonomicznych i stąd wszystko co powiedział, zdaje się urastać do rangi prawd objawionych. Niestety, niewiele osób chce pamiętać, że Keynes był też zwolennikiem eugeniki, ale jak rozumiem do tego dziedzictwa myśli wielkiego Johna już nikt nie chce się odwoływać. Oczywiście nie przytaczam tej eugeniki w formie zarzutu, bo był to pomysł swojego czasu, tylko raczej pokazania, iż sukcesy na jednym polu nie uzasadniają geniuszu na innych. Pomysł podatku szczęśliwie zarzucono, tak jak eugeniki.
Kolejna próba wcielenia w życie podatku od transakcji finansowych związana jest noblistą na polu ekonomi, Jamesem Tobinem. Pomysł rzucony w latach 70 był już subtelniejszy, bo całość nie wiązała się sytuacją kryzysową, jak w przypadku Keynesa, ale z próbami ustabilizowania zmian na rynkach walutowych. W latach dziewięćdziesiątych podatek Tobina zaczęto utożsamiać z ruchem, który nie bawił się już w subtelności, tylko wprost oskarżał spekulację o wywołanie kryzysu walutowego w Azji. Część z czytelników zapewne pamięta debatę i popularność ruchu ATTAC, który próbowano przeszczepić również na grunt polski. W skrócie rzecz ujmując ATTAC (jakaż subtelna nazwa dla idei podatkowej!) był niczym więcej niż agresywną kampanią skierowaną przeciwko sektorowi finansowemu. Podatek Tobina był pałką, którą próbowano walczyć z WallStreet i okolicami. Nikomu nie przeszkadzało, że sam Tobin nazwał organizatorów porywaczami jego nazwiska i wyraził poparcie dla utożsamianych z elitą finansową MFW i WTO.
Dziś znów kradnie się nazwisko Tobina dla idei podatku od transakcji finansowych, ale tym razem nie chodzi o żaden pozytywny program w postaci ograniczenia fluktuacji, czy też szybkiej rotacji kapitału. Dziś wprost mówi się, iż ma to być kara za wywołanie kryzysu finansowego. Przerabiali to Amerykanie, którzy próbowali wprowadzić taki podatek nawet przy poparciu prezydenta. Dziś próbuje wprowadzić to Europa poprzez ciała związane z Unią Europejską. Z zadziwiających przyczyn trudno w gazetach przeczytać, że takie podatki były na świecie wprowadzane, ale nie kończyły się sukcesem. Coś na ten temat do powiedzenia mają Szwedzi, którzy w swojej awangardzie na polu podatkowym rzadko oglądają się na innych. Wprowadzenie takiego podatku zwyczajnie zabiło szwedzkie rynki instrumentów pochodnych. Warto zatem zadać pytanie, czy politycy nie znają doświadczenia szwedzkiego, czy też znają je i używają podatku do zlikwidowania pewnego segmentu rynków finansowych.
Osobiście uważam, że chodzi o ten drugi scenariusz. Kryzys 2008 roku postawił pod znakiem zapytania władzę polityków. Okazało się, że to co pisali socjologowie i politolodzy, o coraz mniejszym wpływie państw i rządów na świat, zmaterializowało się w globalnym pożarze, którego nie można ugasić stutysięcznymi armiami czy wsadzaniem do więzień bankierów. Nie można dłużej żądać od rynków, by łaskawie pożyczyły pieniądze na niski procent, by kupić kolejną kampanię wyborczą. Nie wystarczy wystąpić w TV z przekonaniem, że świat będzie spijał mądrości z ust. Co gorsze, przestało to dotyczyć państw peryferyjnych. Dziś rynki każdego dnia mówią „sprawdzam” najważniejszym rządom i jak w rękawie nie ma asa, to ekrany z notowaniami zalewają się czerwieniami a kolejny polityk dostaje szkolną pałę ze sprawdzianu własnej siły. Nie dziwmy się zatem, że politycy próbują ocalić resztkę autorytetu podatkiem. Wszak oni walczą o główne role, gdy rzeczywistość przydzieliła im role statystów.


Dodaj komentarz