Wystąpienia polityków oglądam tylko w czasie pracy i tylko wtedy, gdy oczekuję, że mogą być cenotwórcze. Dlatego obejrzałem wystąpienie amerykańskiego prezydenta w Davos.
Słuchanie Donalda Trumpa jest o tyle łatwe, że jego wystąpienia mają dużą wartość rozrywkową, która z nawiązką rekompensuje niską wartość merytoryczną. Na przykład w Davos Trump powiedział: Chiny produkują niemal wszystkie turbiny wiatrowe, a mimo to nie udało mi się znaleźć w Chinach żadnych farm wiatrowych. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? To dobry sposób patrzenia na sprawy. Wiecie, oni są sprytni. Chiny są bardzo sprytne. Produkują je. Sprzedają za fortunę. Sprzedają je głupim ludziom, którzy je kupują, ale sami z nich nie korzystają.
Zabawne? Jak najbardziej. Prawdziwe? Nie. Chiny mają największą zainstalowaną moc elektrowni wiatrowych na świecie.
Uważam, że wypowiedzi Donalda Trumpa należy traktować poważnie, ale nie literalnie. W ten sposób traktuję jego dzisiejsze wypowiedzi na temat Grenlandii. Trump wykluczył użycie siły militarnej w celu przejęcia wyspy. Jednocześnie zażądał natychmiastowych negocjacji w sprawie przejęcia przez USA „kawałka lodu”, jak nazwał to miejsce.
Według mnie kluczowy fragment jego przemówienia brzmi tak: Chcemy więc kawałek lodu dla ochrony świata. A oni nie chcą go oddać. Nigdy nie prosiliśmy o nic innego. Mogliśmy zatrzymać ten kawałek ziemi (po II wojnie światowej – T.), a tego nie zrobiliśmy. Teraz więc mają wybór. Mogą powiedzieć „tak” — a my będziemy bardzo wdzięczni. Albo mogą powiedzieć „nie” — i zapamiętamy to.
Nie mają znaczenia powody, które Trump podaje na rzecz akwizycji wyspy — Dania nie jest w stanie obronić terytorium zagrożonego przez Rosję i Chiny, USA administrowały wyspą w czasie II wojny światowej i „lekkomyślnie” zwróciły ją Danii, Grenlandia jest niezbędna do zbudowania tarczy przeciwrakietowej. Nie mają znaczenia także powody, które Trump zdementował, takie jak zasoby metali ziem rzadkich.
Znaczenie ma to, że amerykański prezydent chce, by USA przejęły Grenlandię, interesuje go wyłącznie pełna kontrola wynikająca z własności terytorium, chce w tej sprawie szybkich negocjacji, a ich wynik będzie miał kluczowe znaczenie dla relacji USA–Dania oraz USA–europejska część NATO.
Przed wystąpieniem Donalda Trumpa na rynku dyskutowano o „sprawie Grenlandii” w kontekście TACO, czyli rynkowego nastawienia wskazującego, że „Trump zawsze tchórzy” — wycofuje się z agresywnych poczynań politycznych, gdy spotyka się z gwałtowną negatywną reakcją rynku.
Inwestorzy stosujący TACO mają za sobą świetne trzy kwartały, bo bez stresu przetrwali każdą rynkową korektę związaną z agresywnymi decyzjami lub wypowiedziami Trumpa — na przykład w czasie kilkumiesięcznych negocjacji w sporze handlowym z Chinami. Kilkukrotnie powodzenie tych negocjacji stawało pod znakiem zapytania i za każdym razem amerykańska strona podejmowała przyjazne kroki albo wycofywała się z nieprzyjaznych działań.
TACO — jako rynkowa reguła — od początku wiązało się z niepokojącym paradoksem, na który wczoraj zwróciły uwagę Denitsa Tsekova i Isabelle Lee.
Jeśli inwestorzy stosują strategię TACO, to nie reagują na agresywne, niekonwencjonalne lub głupie pomysły Donalda Trumpa. Co oznacza, że wspomnianym pomysłom nie towarzyszą gwałtowne, głębokie korekty. Prowadzi to do sytuacji, w której Donald Trump nie otrzymuje rynkowych sygnałów, że robi coś nierozsądnego lub coś, co bardzo nie podoba się giełdowym inwestorom. Jeśli prezydent nie otrzymuje od rynku negatywnego feedbacku, to nie ma powodu, by wycofać się ze swoich pomysłów.
Według Marko Papica, głównego stratega w BCA Research, opisany wyżej paradoks „musi się skończyć” kolejną głęboką przeceną, porównywalną z kwietniową wyprzedażą po rozpoczęciu wojny celnej. Prędzej czy później Trump nie wycofa się z jakiegoś nierozsądnego pomysłu, inwestorzy naprawdę się przestraszą, na rynku nastąpi tąpnięcie, a prezydent dostanie drugie w tej kadencji przypomnienie, by nie zadzierać z rynkami finansowymi.
Czy to rzeczywiście jedyny możliwy scenariusz? Moim zdaniem tak nie jest. Można bowiem założyć, że amerykańskiemu prezydentowi wystarczy kwietniowa lekcja. Czy są ku temu powody?
Zauważmy, że od rozpoczęcia wojny celnej, z której się wycofał, Trump nie zrobił niczego ekstremalnego. Utrzymał wysokie cła, zwolnił członkinię Fed oskarżoną o oszustwo hipoteczne, zbombardował Iran, porwał wenezuelskiego prezydenta — wszystkie te działania były w swojej istocie konwencjonalne. Który amerykański prezydent niczego nie bombardował na Bliskim Wschodzie? Który amerykański prezydent nie ingerował w wewnętrzne sprawy państw Ameryki Łacińskiej? Który amerykański prezydent nie próbował wpływać na kształt polityki monetarnej?
Jednocześnie powstrzymał się od realizacji ekstremalnych scenariuszy, które regularnie publicznie rozważał — na przykład od konwencjonalnych interwencji militarnych lub usunięcia prezesa Fed. Krótko mówiąc: TACO działa, choć Trump nie dostaje silnych rynkowych sygnałów.
Proszę zauważyć, że w środowym wystąpieniu w Davos prezydent Trump wspomniał o rynkowej reakcji na „sprawę Grenlandii”: Nasz rynek akcji zanotował wczoraj spadek z powodu Islandii (miał chyba na myśli Grenlandię – T.). Islandia już kosztowała nas sporo pieniędzy. Ale ten spadek to drobiazg w porównaniu z tym, jak bardzo rynek wcześniej urósł.
We wtorek S&P 500 spadł o 2,1%. Donald Trump zarejestrował rynkowy sygnał o skali 2,1%.
Zacytuję dalszy fragment wypowiedzi: I mamy przed sobą niewiarygodną przyszłość na tym rynku. Ten rynek akcji się podwoi. Osiągniemy poziom 50 000, a rynek akcji podwoi swoją wartość w stosunkowo krótkim czasie — ze względu na wszystko, co się dzieje.
Trump jako prezydent mierzy swoje sukcesy liczbą nowych historycznych rekordów S&P 500. Literalnie. W drugiej minucie wystąpienia w Davos, gdy opowiadał o amerykańskim cudzie gospodarczym w pierwszym roku swojej kadencji, wspomniał o 52 nowych historycznych szczytach i 9 bln dolarów wartości stworzonej w funduszach emerytalnych, planach 401(k) oraz oszczędnościach Amerykanów.
Idea, że Trump nie będzie potrzebował drugiego „Dnia Wyzwolenia”, by uniknąć robienia rzeczy, które mogłyby przerazić inwestorów giełdowych, wydaje się całkiem realna.
„Paradoks TACO” może się więc zakończyć kolejnym Dniem Wyzwolenia — jeśli rację ma Marko Papic — albo prezydentem Trumpem chuchającym i dmuchającym na rynek akcji przez resztę swojej kadencji, jeśli podane wyżej argumenty są słuszne.
Dokładnie w momencie, w którym zakończyłem pisać poprzedni akapit, a tym samym tekst, wszedłem na X i zobaczyłem doniesienia o tym, że Trump ogłosił zawarcie wstępnego porozumienia w sprawie Grenlandii oraz rezygnację z nałożenia dodatkowych ceł na część europejskich państw.


Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.