Zgoda, tytuł jest na wyrost. Na dziś więcej ludzi umiera na powikłania pogrypowe niż powikłania po zetknięciu z nowym wirusem z Chin, ale rynki – jak to rynki – już wyceniają ryzyko. Naprawdę chodzi dziś o ryzyko epidemii, a nie o nową epidemię. Dlatego naszym wykresem na niedzielę nie może być nic innego niż zachowanie giełd przy poprzednim wybuchu rynkowej paniki, gdy na początku wieku świat przestraszył się epidemii SARS.
WSJ przygotował ładny wykres, w którym połączył zachowania indeksów rynków chińskich z S&P500. Skorelowanie jest oczywiste bez poważnych wyliczeń, ale też z wykresu wybija się na plan pierwszy stary mechanizm, w którym rynki kreślą dno zanim wydarzenie dobiegnie końca. Recesja, ptasia grypa, ebola, SARS czy inne strachy mają przed sobą jeszcze sporo do powiedzenia, gdy rynki już pozycjonują się pod nowe zmienne.
(źródło: WSJ)



Dodaj komentarz