Widmo krypto-rewolucji.
Myślę, że każdy ma na rynku, jakieś formujące doświadczenia. Jedni pamiętają największy sukces, a inni największą porażkę. Kolejni banalny fakt, a jeszcze inni wydarzenie bez precedensu. W moim przypadku jednym z pierwszych było zarobienie 100 procent na akcjach Vistuli. Nie siedziałbym dzisiaj przed notowaniami, gdyby nie Vistula. Drugim było zobaczenie w amerykańskiej TV pana grubo po 80-tce, który nie miał w sobie grama emocji. Na wygraną z akcjami Vistuli – w czasach pierwszej hossy na GPW jeszcze w latach 90 ubiegłego wieku – patrzę dziś w jedyny możliwy sposób, czyli przez pryzmat szczęścia początkującego w trakcie bańki spekulacyjnej. Spokój amerykańskiego inwestora był znacznie bardziej pociągający, a dystans do rynku zbudowany na doświadczeniu stał się celem samym w sobie.
Napisałem to nieco śmieszne wprowadzenie do dzisiejszej notki, bo atakują mnie znajomi. Rynek powoduje, że nie mam dużo czasu na życie towarzyskie. Po kolejnym mailu w sprawie Bitcoina mogę szacować, że całość osiągnęła próg gorączki. W istocie w trakcie ostatnich dni BTC przeleciał przez poziom 10000 USD, który postrzegany jest w kategoriach jakiejś magicznej granicy. Wszyscy chcą wiedzieć, co to za zwierz, choć nikt nie rozumie, jaki mechanizm za nim stoi. Nie widzą różnicy pomiędzy rynkiem regulowanym i rynkiem nieregulowanym. Nie rozumieją, skąd wziął się Bitcoin i jak działa. Z poczty wnioskuję, iż widzą tylko dwie rzeczy – spektakularne wzrosty i ideę rewolucyjnej zmiany bez precedensu. Pierwsza rzecz jest faktem, a druga marzeniem.
Dla ludzi, którzy byli obecni na rynku ze swoimi pieniędzmi, kiedy kształtowała się bańka początku lat 90 na GPW, a później wiedzieli dotcom bubble, bańkę spekulacyjną na ropie i jeszcze kilka pomniejszych bąbelków, pytania o rewolucję BTC jest zwyczajnie źle postawione. Obecność na rynku dłużej niż kilka lat uczy prawdy, której nie można przeczytać z książek, a która sprowadza się do banalnego stwierdzenia, iż zawsze jest tak samo. Mam szczęście, bo blogi startowały w czasie, gdy kształtowała się bańka spekulacyjna na ropie. Palce można było sobie połamać na klawiaturze wyjaśniając, iż temat peak oil jest tylko i wyłącznie argumentem w dyskusji, która uzasadnia kretyńskie analizy o ropie po 300 dolarów za baryłkę. Racjonalność mówiła, że na rynek surowcowy płyną pieniądze spekulacyjne luźno związane z układem fundamentalnym. Niewielu chciał słuchać.
Dziś taki sam przypadek mamy z BTC. Gorączka jest godna najlepszych baniek spekulacyjnych w historii. Każdy zadaje sobie pytanie, jak długo jeszcze potrwa i czy tym razem „jest naprawdę inaczej”. Nie wiem, w którym momencie BTC zostanie zabity przez pęknięcie bańki spekulacyjnej lub zwyczajną interwencję władzy. Jestem jednak przekonany, że przekonanie ludzi o tym, iż „tym razem jest inaczej” jest całkowicie błędne, bo zawsze miało być inaczej, a kończyło się zawsze tak samo. Za BTC stoi ciekawa technologia (zapewne zostanie wykorzystania szerzej przez system finansowy), ale oczekiwanie, iż BTC zastąpi pieniądz jest delikatnie mówiąc naiwne. Zwolennikom rewolucji proponuję proste pytanie – jakie jest prawdopodobieństwo, że za twojego życia pojawi się zmiana, która wywróci całą historię finansów, kontrolę banków centralnych nad pieniądzem i banków nad przepływami pieniężnymi? Jeśli uważasz, że właśnie coś takiego ma miejsce, to… proszę kieruj pytania o BTC pod innym adresem.


Dodaj komentarz