W zasadzie powinienem zostawić ten wykres, zgodnie z zasadą, że obraz jest wart tyle co tysiąc słów.
Nie mogę sobie jednak odmówić komentarza. Po pierwsze nastrój rynku. Kilkukrotnie w ostatnich miesiącach zwracałem uwagę na niebywałą siłę rynku, mimo napływających złych lub niekorzystnych informacji. Ponieważ uważam, że znaczenie ma reakcja na informacje, a nie ona sama, to nie ma tu nic do gadania. Rynek po prostu rośnie.
Po drugie – nie jest jeszcze tak, że powszechnie zauważa się te wzrosty. Oczywiście ludzie siedzący w środku widzą to. I albo się drapią w głowę, albo nie zastanawiają i po prostu kupują. Ale jeszcze nie nastąpił moment ożywienia tych wszystkich niedzielnych inwestorów i spekulantów. Do tego trzeba czasu. W ubiegłych latach katalizatorem zainteresowania mogłaby być jakaś wielka oferta publiczna, ale na to nie ma co liczyć (chyba, że znów pojawi się pomysł sprywatyzowania LOT-u lub Poczty Polskiej).
Po trzecie – patrząc na wykres z perspektywy technika, aż strach się bać. No bo jak to tak…, w tak niepewnym otoczeniu polityczno-gospodarczym, indeks WIG miałby sięgnąć 73 000 punktów. Toż to niewyobrażalne!
No ale kreski tak mówią. Przynajmniej w mojej szklanej kuli.



Dodaj komentarz