Od wielu lat zastanawiałem się, jak będzie wyglądał świat, gdy na rynek pracy wejdzie pokolenie, które było przekonane, że treści w internecie są za darmo, piractwo to tylko wymówka dla wielkich koncernów, które w niemoralny sposób zarabiają na nas wszystkich horrendalne pieniądze. Bo przecież zarabianie pieniędzy przez koncerny jest niemoralne. Co innego zarabianie przez nas. Zresztą my nawet nie musimy zarabiać, nam przydałyby się jakieś dotacje. Albo niech państwo nam coś zapewni.
Powoli moja ciekawość zaczyna być zaspokajana. W dziwny sposób wiąże się ona z coraz popularniejszymi wśród młodych tendencjami lewicującymi. Albo mówiąc wprost socjalistycznymi.
Gdy rozpoczynałem studia socjalizm jeszcze trwał. Chwilę później się zakończył. Za ustroju równości społecznej i powszechnej sprawiedliwości nie miałem zielonego pojęcia co będę robił. Na tokarkę się nie nadawałem. Mam dwie lewe ręce do prac fizycznych. Chciałem pisać, ale nie interesowała mnie polonistyka. Naczytałem się z amerykańskich książek o studiach, gdzie uczy się pisania, trenuje kreatywność, moi idole młodzieńczy studiowali architekturę, filozofię, psychologię, literaturę
Za chwilę upadł socjalizm i wciąż nie było wiadomo co robić, ale nagle pojawiły się dziesiątki możliwości. Trzeba tylko było zarabiać pieniądze na życie. Życie w Warszawie, w której wynajem kawalerki kosztował niemal tyle samo co dziś (uwzględniając denominację) więc płaciło się w dolarach; inflacja miesięczna wynosiła kilkadziesiąt procent. Marzyłem o pracy ciecia, żeby dostać jakiś kąt do mieszkania. Jeszcze w liceum pracowałem przy zbiorze truskawek, żeby zarobić na powiększalnik do zdjęć. Gdy rozpocząłem pracę na II roku studiów, dwie pierwsze firmy splajtowały i nie dostałem pensji. Trzecia splajtowała dzień po przyjęciu mnie (redakcja Cash). W czwartej (Gazeta Giełdy Parkiet) pracowałem latami na umowy o dzieło, sam opłacając składki na ZUS.
Pozwoliłem sobie na tę prywatę, żeby czytelnikom dać nieco tła, jak wyglądało życie dwudziestolatka, przed dwudziestoma laty.
Dziś czytam wywiad z autorem młodego pokolenia Kubą Wojtaszczykiem (rocznik ’86) i wreszcie zaczynam rozumieć, skąd te tendencje lewicowo-roszczeniowe. Ktoś powie – brutalny kapitalizm zniechęcił do siebie młodych. Ale to chyba nie o to chodzi. Zwłaszcza, że rozmawialiśmy niedawno w gronie osób związanych z rynkiem finansowym, że młodzi studenci z SGH-u nie są zainteresowani giełdą. Owszem startupy, praca w korporacjach. Tak. Ale rynek kapitałowy? Po co? Wróćmy do Kuby Wojtaszczyka.
„Pisarze niejednokrotnie też zmuszani są, w ramach promocji, do przełknięcia braku honorarium za drukowane teksty. Z drugiej strony, jak periodyki mają płacić, skoro im też trudno zdobyć dofinansowanie?”
Nie wiem, jak innych czytelników, ale mnie uderzyło ten zwrot „dofinansowanie”. Kilka lewicowych inicjatyw też żyje z dofinansowania. Przez państwo, czyli z naszych pieniędzy. Nie ze sponsoringu, pozyskiwania pieniędzy w zbiórkach prywatnych. Właśnie z dofinansowania. Jak można się nauczyć czegokolwiek o funkcjonowaniu rynku, skoro operuje się w kategoriach „muszę zdobyć dofinansowanie”.
Swoją drogą, jak się chciało darmowej muzyki, darmowych skanów książek, darmowych notowań to wrócę do pytania z początku – jak zamierzaliście w przyszłości zarabiać pieniądze?
„jeden z głównych bohaterów powieści, pół-Brytyjczyk, absolwent poznańskiej ASP i niegdyś świetnie zapowiadający się rzeźbiarz. Jednak odkąd związał się z Adamem, i odkąd z nim współprowadzi hipsterską kwiaciarnię „Angielska róża”, artyzm z niego uleciał, co budzi frustrację i każe kwestionować jego czteroletni związek”
Tak, ja wiem, że chodzi o prozę. Co więcej swego rodzaju groteskę (jeszcze nie czytałem powieści), ale ten wywiad to swego rodzaju głos autora i przynajmniej części pokolenia. Odkąd prowadzi kwiaciarnię uleciał z niego artyzm…. Faktury, dostawcy, rozliczenia, zus. A miało być przecież tak hipstersko. A jednak siedzenie przy kawie za 15 pln różni się od zapewnienia tej kawy klientom. Jakie to niesprawiedliwe. Podobnie jak praca w McDonalds czy innych miejscach, gdzie młody człowiek ma szansę nabrać pokory.
„Weronika, czyli wspomniana przez ciebie waleczna doktorantka, próbuje ze wszystkich sił nadać swojej pracy naukowej znamiona istotności; niestety, oprócz rodziców nikt tak jej doktoratu nie odbiera, nawet promotorka dziewczyny.”
Na studiach nie uczyli jej o krzywej Gaussa? Że większość jest przeciętna? A może w swoim egotyzmie Weronika zapomniała, że jest ich dziesiątki, a może setki doktorantów. Wszyscy mają być istotni i wybitni? To kto będzie robił tę kawe. I podawał hamburgery.
„Odpowiedź posiada np. wspomniany Standing; twierdzi on, że sposobem na powstrzymanie eksplozji prekariatu jest wypłacanie renty w postaci dochodu podstawowego – niskiej, stałej pensji dla wszystkich obywateli, którą mogliby uzupełniać doraźną pracą. Na pewno jest to jakieś rozwiązanie…”
Nie znam prac Standinga. Już wpisałem na listę, choć nie bez obaw. Idea już mi się podoba. Jest taka ładna. Socjalistyczna. A może ci młodzi brodaci hipsterzy poczytaliby o komunach hipisowskich? Ale nie, bo one się nie do końca udały. Za dużo było tych co chcieli tylko jarać trawkę, a za mało tych, co zajmowali się doraźną pracą.
„Wydaje mi się, że obecnie nie tyle trudno nam znaleźć ujście dla kreatywności, co stworzyć coś innowacyjnego.”
Jak wszyscy będą innowacyjni, to nikt nie będzie. Pozwolę sobie sparafrazować Syndroma z filmu Iniemamocni. Nie dość, że mają problemy z prostą statystyką to również z podstawową logiką. Każdy chce być innowacyjny. Sami artyści, pisarze, twórcy. A kto będzie robił kawę. I podawał hamburgery.
„Zdaje się, że niemal każdy chce być fotografem, reżyserem, pisarzem[…]Wytwarzamy zatem więcej, niż przyjmujemy.”
Za PRL-u słyszałem takie stwierdzenie, że w socjalizmie nie ma niczego, ale wszyscy chcą to kupić. Zaś w kapitalizmie, jest wszystko tylko nie wiadomo jak to sprzedać.
Był kilka lat temu taki dość głośny list maturzystki, narzekającej na matematykę na maturze. Po co nam matma? Nam przyszłym dziennikarzom, twórcom, humanistom? (nie mogę znaleźć linka). No właśnie. Po co? Jeśli państwo nam zapewni, to my nie musimy liczyć.
Inna brutalna prawda – a co jeśli nie jesteś innowacyjny. Po prostu nie jesteś. Tobie młody człowieku może się wydaje, że jesteś, ale jakoś nikt tego pomysłu nie kupi. Wiesz ludzie nie chcą płacić za treści. Chcą mieć za darmo. Przecież piractwo to tylko wymysł koncernów.
„Warszawa mami fajnymi, znanymi miejscami. Kto nie chciałby w nich pracować? Wynieść się z poznańskiej mikroskopijnej redakcji periodyku dla szkół, o którym nawet nauczyciele nie słyszeli, i zacząć pracować w miesięczniku o designie; albo rozpocząć karierę projektanta graficznego w modnej agencji reklamowej, której szef nosi brodę drwala, ma wytatuowane rękawy i przyjeżdża do pracy na rowerze. […]”
Jeszcze raz zapytam. Kto będzie mi podawał kawę. I hamburgera. Cholera sami projektanci, kreatorzy twórcy. W Polsce B marzy się o pracy w budżetówce, w A w korpo albo w miesięczniku o designie. A ja marzyłem o cieciowaniu, w zamian za podłą kawalerkę. Oj ja głupi.
Swoją drogą znam ludzi z modnych agencji reklamowych. Tak, szef przyjeżdża do roboty na rowerze, a na wakacje jeździ na Malediwy. Ale młodzi zasuwają po 14 godzin dziennie. To nie tak miało być? Myśleliście, że da wam stałą robotę, w zamian za doraźną pracę?
„Z drugiej strony, jak trochę się przemęczymy, ubłagamy rodzinę o dotację, to może zrobimy tę upragnioną karierę. Ponownie generalizuję, ale z moich obserwacji często tak to wygląda.”
Znów dotacje! Znaczy najpierw doisz z kasy rodzinę, później państwo. Ładna perspektywa. A kto będzie pracował? A zapomniałem, w socjalizmie się udawało, że się pracuje i dlatego tak sobie ładnie nie poradził.
No chyba, że to będzie dobry socjalizm. Taki jak w Szwecji. Ale to dość dokładnie omówił P.J.O’Rourke w Wykończyć bogatych! (zapraszam do przeczytania moich refleksji o tej książce na speculatio.pl)
Przepraszam za generalizację. Oczywiście nie całe pokolenie ma takie roszczeniowe podejście. Ale jest ono faktycznie coraz mocniej widoczne. Po przeczytaniu takich wyjaśnień, coraz bardzie zaczynam rozumieć, skąd takie poglądy się biorą. I nic z tym nie zrobię. Posiedzę sobie i popatrzę, jak to dalej się rozwinie.
źródło: Fistaszki zebrane, 1973-1974, Charles M. Schulz (Nasza Księgarnia)
Cała rozmowa z Kubą Wojtaszczykiem:


Dodaj komentarz