Być może ten wpis powinien pojawić się na samym początku tego cyklu. To zresztą nie ma aż takiego znaczenia dopóki nie uda się rozwiać wszystkich wątpliwości związanych z tytułem.
Artykuł, do którego cały czas się odnoszę, nie jest również aż tak istotny dla całości rozważań. Najważniejsze oceny pozostawiam czytelnikom. Dla mnie stał się on przede wszystkim, i wspominałem o tym na początku, znakomitym pretekstem do szczegółowego i wielostronnego przestudiowania jakości Analizy Technicznej i jej wpływu na inwestowanie. Wniknięcia w nią dużo głębiej niż poziom stereotypów, zebrania wszelkich dostępnych argumentów i dowodów, podparcia wniosków moim 18 letnim doświadczeniem a także wystawienia na krytyczne ale konstruktywne uwagi czytających. Jeśli padną konkretne zarzuty, uwagi, wnioski czy tezy – zawsze z przyjemnością się do nich odniosę. Staram się cały czas przyjąć postawę obserwatora i podnosić jak najbardziej obiektywne argumenty.
Analiza techniczna to nie tylko narzędzie mogące prowadzić do zyskowności ale w wielu przypadkach również wielki śmietnik. Przychylam się do zdania jednego z czytelników, które sam wypowiadałem wcześniej innymi słowami: wiedza o Analizie Technicznej to nie to samo co umiejętność zarabiania. Ale to pierwsze prowadzi do drugiego, o ile zrozumiemy mroczne i jaśniejsze strony obu. Po to zresztą zgodziłem się prowadzić ten blog.
Od kiedy pamiętam kwestia skuteczności AT to przedmiot najbardziej zażartych dyskusji. Tyle, że często schodzą one niepostrzeżenie na manowce gdyż burze mózgów w sprawie AT nieświadomie dotyczą tak naprawdę w wielu miejscach intuicji, wyczucia, instynktu a więc składowych niezwiązanych z nią samą, choć często do niej przyklejanych. Na to m.in. próbuję zwrócić teraz uwagę.
A że problem istnieje to łatwo wywnioskować ze statystyk – skoro 90% inwestorów rozstaje się z kapitałem, w tym spora część to niestety technicy, to znaczy, że w tej wiedzy istnieją jakieś solidne mielizny, które potrzeba zidentyfikować i wyeliminować, czego wielu bankrutom nie udało się do dziś. Często winą obarcza się na przykład brak konsekwencji czy emocjonalne niedopasowanie. Ale te składniki nie mają tak naprawdę wielkiego znaczenia jeśli stosujemy narzędzia, które nie dają żadnej przewagi ani nad rynkiem ani nawet nad losowo generowanymi decyzjami.
Tymczasem przyczyny, pozornego często, braku skuteczności w relacji inwestor-AT da się wyraźnie wyodrębnić i nazwać. Być może taka klasyfikacja pozwoli zrozumieć tym, którzy bezproduktywnie utknęli w wykresach, gdzie poszukać ścieżki dalszego rozwoju. Stworzyłem ją na potrzeby tego wpisu ale nie traktuję jej jako zamkniętej, AT to żywa dyscyplina, która rozkwita nieustannie choć pewne przejawy wspomnianej relacji pozostają nadal niezmienne.
Co w takim razie powoduje brak skuteczności AT w zetknięciu się z nią inwestorów:
1. Nieefektywność jej poszczególnych narzędzi.
Chodzi o metody stosowane w czystej formie. Mogły być skuteczne w historii ale nie przetrwały testu czasu, albo nigdy nie były skuteczne. Wielu inwestorów nie pochyla się nad sprawdzeniem ich wiarygodności, stosując je automatycznie. Taką czystą w formie strategią jest przecięcie 2 średnich ponieważ nie zostawia miejsca na interpretacje.
2. Wprowadzenie do metod technicznych elementów spoza AT (w tym przeczucia i intuicji).
To pomieszanie nie pozwala stwierdzić w którym miejscu pojawiły się słabe punkty a więc nie pomaga pomyślnie i trwale je wyeliminować. Stwierdzenie, że nie działa w tym momencie sama AT jest niepoprawne z punktu widzenia logiki. Niewykluczone, że nie działa wszystko to użyte spoza AT.
3. Użycie narzędzi AT ale nieweryfikowalnych w sposób jednoznaczny, jak choćby z powodu opisywanej poprzednio subiektywności. Stosowanie narzędzia o nieznanej skuteczności z oczywistych względów może prowadzić do każdego wyniku, w tym najczęściej straty.
4. Wybiórczość zastosowań.
Jeśli dziś posłużymy się przecięciem średnich, jutro formacją, za tydzień jakimś wskaźnikiem – wprowadzamy de facto ogromny składnik losowości do ostatecznego wyniku.
5. Błędy
Te można by mnożyć w nieskończoność. Od niepoprawnego użycia narzędzi i zasad zarządzania kapitałem po świadome łamanie zasad.
Reasumując – w większości przytoczonych przypadków nie można nawet pokusić się o ocenę, że to AT nie sprawdziła się. To człowiek był słabym elementem mylnie rozumiejąc rolę AT. Właściwie postawione pytanie w tym kontekście powinno brzmieć: w którym miejscu zaczyna się lub kończy sama AT aby można było ją oceniać pod względem przydatności? W świetle definicji każde gryzmolenie po wykresie trzeba nazwać AT, nie każde jest jednak przepustką do zysków.
CDN
—Kat—


Dodaj komentarz