Giełdowe (i nie tylko) szczęście

Pozwolę sobie w tym wpisie na chwilę nieco bardziej filozoficznej refleksji, która mam nadzieję udzieli się wszystkim czytającym poniższy tekst, najlepiej w praktyczny na wskroś sposób.

Inspiracją do tego stał się poniższy cytat:

To słowa Navala Ravikanta, którego nazwisko pewnie nikomu nic nie mówi, mi również, poza tym, że jest inwestorem giełdowym. Jak sprawdziłem to hinduski inwestor, jeden z tych, których nazywa się „Angel investors”, po naszemu to coś jak „Anioł biznesu”. Skupiał się przede wszystkim na wspomaganiu start-upów i inwestował w początkujące spółki giełdowe, z których wyłaniały się tzw. Jednorożce. Napisał przy tym książkę właśnie o szczęściu i bogactwie.

Można więc założyć, że ma on dość wiedzy i doświadczeń, by o tych sprawach z sensem pouczać innych. Książki nie czytałem. Jednak nawet gdyby nie był to jego cytat, lecz zupełnie anonimowego człowieka, ładunek w nim zawarty nie zmienia swojej mocy i znaczenia. Ja chciałbym odnieść je do giełdy i inwestowania, z określonego zresztą powodu:

Giełda może być drogą do niezwykłego bogactwa jak i totalnej porażki w sensie finansowym. Jednak to bogactwo wcale nie musi przynieść nam szczęścia, jak i porażka nie musi oznaczać tego szczęścia braku.

Nie chciałbym wchodzić w rozważania nad tym, czym owo szczęście tak naprawdę jest. Już od starożytnych filozofów zaczynając definicje wielokrotnie się zmieniały lub ewoluowały, więc ja tego nie rozstrzygnę. Tym bardziej, że już u samego zarania pojawił się problem, czy to miałby być obiektywnie czy subiektywnie definiowany stan (ducha).

Niemniej jednak na potrzeby tego tekstu jakieś ogólne założenia chcąc nie chcąc muszę zaproponować, żeby było wiadomo, do czego się odnosimy i do czego zmierzamy.

Najprościej rzecz ujmując można by wyjść od konceptu takiego, że każdy sam wie, co oznacza dla niego szczęście. Problem w tym, że wiele ludzi nie potrafi tego opisać, choć to wcale nie oznacza, że czują się nieszczęśliwi. Namawiam jednak, by taki wewnętrzny rachunek sobie zrobić, to ułatwia życiową nawigację.

Gdybym miał coś bardziej formalnego zaproponować jako punkt wyjścia, to wyszedłbym od takiej definicji szczęścia autorstwa psycholog S. Lyubomirsky:

„doświadczanie radości, zadowolenia i dobrego samopoczucia, połączone ze świadomością tego, że nasze życie jest dobre, wartościowe i ma sens”

Potem należałoby by przejść do bardziej szczegółowej analizy, czy określenia co powoduje ten stan, skąd czerpiemy paliwo do poczucia szczęścia. Ono bowiem potrzebuje napędu, ale i samo daje napęd, choćby do lepszego radzenia sobie ze stresem i problemami, czy do lepszego zdrowia.

Nie da się ukryć, że jednym z napędów, szczególnie we współczesnych, bardzo naznaczonych komercją czasach, stają się dobra zewnętrzne, w tym ‘mamona’ pod wszelkimi postaciami. I tu witamy na giełdzie, świątyni owego pieniądza. Jeśli znacząca część naszego życia kręci się wokół niej, gdy nasz los w dużym stopniu od niej zależy, albo gdy inwestowanie staje się wręcz naszą pracą (choćby drugą czy trzecią) czy pasją, to zależność między inwestowaniem a szczęściem zaczyna przybierać znaczące rozmiary. To prowadzić może prostą drogą i do euforycznych stanów i do niepotrzebnych może czasem perturbacji.

Szczęście dzięki inwestowaniu osiągamy zwykle dzięki takim elementom jak:

  • zyskowność, pomnażanie kapitału
  • udane transakcje (trafność),
  • rozumienie rynku, w miarę dobre prognozowanie, umiejętne korzystanie z wiedzy i kompetencji,
  • zdobywanie nowych doświadczeń, umiejętności
  • adrenalina dla jednych, poczucie spełnienia dla innych
  • poczucie sprawstwa, kontroli, możliwość wyborów, bycia szefem samemu sobie, niezależność

Łatwo także przez ich pryzmat ustalić te kwestie, które w jakiś sposób sterują nas ku utracie poczucia szczęścia:

  • bessa, dekoniunktura, obsunięcia kapitału, brak zyskowności,
  • brak synchronizacji z rynkiem pod względem prognoz, decyzji, metod,
  • uleganie emocjom, utrata dyscypliny, brnięcie w niezdrowe zachowania typu rewanż, stawianie wszystkiego na jedną kartę, hodowanie strat,
  • ciągi nieudanych transakcji lub jedna o dużej wartości,
  • wpadnięcie w spiralę strachu i frustracji, czasem z błahych nawet powodów,
  • cierpienie ego, choćby przez poczucie tego, że rynek „się myli”,
  • duże straty, bankructwo, margin call
  • uzależnienia, poczucie wstydu, utrata poczucia wartości, urazy psychiczne.

Zarówno po jednej jak i drugiej stronie listę można by jeszcze długo rozszerzać, wymieniam tylko najważniejsze powody obu stanów.

W tym momencie proponuję wrócić do motta otwierającego wpis:

Szczęście to wybór i umiejętność, którą trzeba rozwijać.

Nikt raczej nie wybiera, nie zakłada i nie dąży do tego, by być nieszczęśliwym. Ale aby poczuć się w miarę szczęśliwym i mieć napęd i do życia i do inwestowania, potrzeba AKTYWNEGO PODEJŚCIA! Jeśli zostawiamy to losowi i pasywnej postawie, NIE MOŻEMY winić kogoś lub czegoś, gdy poczujemy się nieszczęśliwi z jednego czy więcej powodów wymienionych wyżej.

Co więcej – szczęście bywa zachłannym stanem. To, co wczoraj mogło nam to szczęście dawać, jutro może być tylko wyblakłym wspomnieniem. Szczęście dopomina się więcej, o ile sami nie wskażemy mu granic pożądanej wystarczalności.

I jeszcze co gorsza: nawet żeby nie czuć się nieszczęśliwym potrzeba wysiłku! Przynajmniej przez większość czasu, choć od okazji do okazji małą, ożywczą dawkę poczucia braku szczęścia możemy sobie zafundować motywacyjnie.

A wreszcie: inwestowanie, a przede wszystkim skuteczny trading, WYMAGAJĄ aktywnej pracy nad własnym dobrostanem, nad stanem ducha, nad związanymi z tym silnie emocjami. Bez tej pracy gwarantowany jest w zasadzie brak sukcesu, giełda to tylko w niewielkiej części matematyka i prognozowanie, znacznie większy obszar zajmuje tu właśnie psychologia samego siebie. Dodam – psychologia w umiejętnym, aktywnym wydaniu, bez tego niemal na pewno można tu polec.

Brak aktywnego podejścia na poziomie umysłu to mniej więcej tak, jak gdyby ktoś uwięził nam rękę w zamykającym się imadle z opcją wyjęcia jej, ale nam z powodu bezwładu, braku chęci czy woli nie chciało się jej wyjąć.

W takim razie część tej pracy to działania nakierowane na to, by zdarzenia z listy negatywów wypisanych wyżej nie miały wpływu na nasze poczucie szczęścia, aby nie zabierały nam kontroli nad sobą i własnym życiem, nie destruowały naszej odporności i siły potrzebnej w skutecznym inwestowaniu.

To praca dużo ważniejsza i jednocześnie dużo trudniejsza niż jakakolwiek analiza, strategia czy prognoza, ale NIEODZOWNA! Kto tego w porę sobie nie uświadomi i nie przerobi, szans na utrzymanie się w tym biznesie nie ma.

Pytanie jak to robić?

Można stworzyć do tego całą książkę, ale choćby krótka forma podpowiedzi w kolejnym wpisie.

—-kat—

1 Komentarz

  1. Kornik

    Powiedzialbym inaczej – szczescie, to MOZLIWOSC wyboru drogi, ktora sie podaza, oraz radosc, ze kroczy sie wlasnie ta, a nie inna – nawet jesli nie jest do konca idealnie i moze jakas inna sciezka bylaby lepsza.

    Na marginesie, idealnie nigdy nie bedzie, a wizja lepszej drogi, to moze byc tylko zludzenie.

    Spokojnych i radosnych Swiat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *