Mam przeczucie graniczące z pewnością, iż czytelnicy naszych blogów i wielu uczestników rynku nie wie, że obchodzimy dziś rocznicę.

Dokładnie 14 lata temu, 9 marca 2009 roku skończyła się bessa po kryzysie finansowym. S&P500 był wtedy na poziomie najniższym od kilkunastu lat albo 1997 roku. Tak, całość wzrostów XXI wieku została wymazana. W przypadku Nasdaqa Composite było jeszcze gorzej, bo rynek zdawał się ciągle korygować bańkę spekulacyjną z marca 2000 roku i lokował się chyba najniżej od 1996 roku. Sam fakt, iż indeksy szorowały na kilkunastoletnich minimach oddaje pesymizm tego czasu.

To, co zaczęło się później przeszło do historii jako jeden z największych rynków byka w historii. Po drodze trafił się kryzys PIIGS, miał trafić rozpad strefy euro i jeszcze kilka innych katastrof. Rajd skończyła naprawdę dopiero pandemia, której nikt właściwie nie przewidywał, bo nie sposób powiedzieć kiedy będzie miała miejsce. W skrócie rzecz ujmując, zarówno początek, jak i dynamika oraz koniec rajdu rozpoczętego 9 marca 2009 roku były zaskoczeniem.

Oczywiście, krytycy owej hossy powiedzą, że wyceny były inflacyjne, bo banki centralne napompowały akcje swoimi działaniami. Naprawdę jednak pesymiści tego czasu, którzy na długo pozostali pesymistami, przegapili jedną z największych okazji do zarobku, jaką w ostatnich dekadach dał rynek akcji. Możemy też założyć, że z czasem jednak uwierzyli w hossę, ale mieli okazję zebrać tylko część plonów dostępnych dla tych, którzy przeceny uważali za okazję do zakupów.

za: stooq.pl

Kto wie, może dziś jesteśmy właśnie kilka miesięcy po takim samym punkcie? Jeśli przypomnieć sobie pesymizm rynków z września zeszłego roku i kontekst, w jakim indeksy kreśliły wówczas dołki, to trudno nie przyznać, że były powody do takich nastrojów. Wojna w Europie, agresja banków centralnych i kryzys energetyczny związany z nadciągającą zimą miały nie pozwolić kończyć bessy. Dziś część indeksów jest kilkadziesiąt procent od ówczesnych dołków.

Z hossą lat 2009-2020 wiąże się niestety też smutny epizod w postaci słabości rynku polskiego. Indeks WIG20 uczestniczył w początkowej fazie hossy zbudowanej na dołku z marca 2009 roku, ale naprawdę jest niewiele wyżej od tego dołka. Nie zbudowaliśmy jako rynek niczego ważnego na ówczesnej szansie, jaką okazała się przecena po kryzysie finansowym. W Warszawie ciągle nie mamy powodów do świętowania ówczesnego dołka, bo jest też symbolem naszej porażki. Może tym razem się uda, ale czy naprawdę jesteśmy teraz w lepszym położeniu niż w 2009 roku?

za: stooq.pl

2 Komentarzy

  1. Filip

    Czy 8 marca 1994 roku nie padł szczyt pierwszej hossy na GPW? WIG osiągnął jakieś 20 700 punktów.
    To też rocznica do świętowania. Chociaż może nie z tych ulubionych 🙂

    1. MariuszH

      To był szalony czas ! Pamiętam jak moi rodzice kupowali akcje w emisjach pierwotnych. No i te gwiazdy parkietu lat 90 -Elektrim itd. Ech… Chyba trochę oddaje ten czas film 'Amok'

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *