Filozofia to taka dziedzina nauki, która we współczesnym świecie najczęściej uznawana bywa za jałowe rozważania nieistniejących lub wydumanych problemów. Weźmy taki dylemat wagonika zaproponowany w 1967 roku przez brytyjską filozofkę Philippę Foot.

Wagon tramwajowy wymyka się spod kontroli. Prowadzący go motorniczy dostrzega na torach pięć osób. Może albo zostawić pojazd na głównej linii i zabić je wszystkie (zakładamy, że nie zdążą zejść z torów) lub skierować wagon na boczny tor, gdzie zginie tylko jeden człowiek. Co powinien zrobić motorniczy?

Dwadzieścia lat później, amerykanka Judith Jarvis Thomson, również filozofka zmodyfikowała nieco ten problem. To TY widzisz tenże tramwaj i stoisz przy zwrotnicy, mogąc albo nic nie robić – zginie wówczas pięć osób, lub przekierować wagon na drugi tor i poświęcić jedną osobę.

Dylemat wagonika, jak nazwano ów myślowy eksperyment dotyczący etyki, podejmowania działania, odpowiedzialności za nasze wybory doczekał się wielu modyfikacji, związanych z mniej lub bardziej aktywnym uczestniczeniem w „poświęcaniu” mniejszej liczby osób, w sytuacjach ekstremalnych.

Co ciekawe ów problem, nabrał nowego wymiaru w ostatnich latach, wraz z rozwojem tzw. samochodów autonomicznych i sztucznej inteligencji. Jak zaprogramować algorytmy w chwili, gdy może dojść do wypadku? Poświęcić kierowcę (jednego) czy grupkę pieszych? Dać wybór kierowcy, żeby na początku użytkowania w ustawieniach, niczym w grze komputerowej wybrał „chroń mnie za wszelką cenę” czy może „chroń pieszych”? A co, drogi kierowco jeśli tym pieszym będzie ktoś z Twojej rodziny?

W ostatnich tygodniach świat ponownie zdaje się uczestniczyć w różnych wersjach tego etycznego problemu, w związku z inwazją Rosji na Ukrainę. Wielu obserwatorów i komentatorów, publicystów i zwykłych ludzi jednoznacznie mówi: „należy zbrojnie przeciwstawić się Rosji”. Dla Ukrainy to jednoznaczny komunikat „brońcie naszego nieba, nasi obywatele giną”. Ale dla polityków, o których można mówić wiele złego w różnych czasach, to w obecnej sytuacji ten dylemat jest niezmiernie trudny. I wydaje mi się (mam nadzieję), że z tymi najbardziej odpowiedzialnymi politykami współpracują etycy, filozofowie, specjaliści od teorii gier, psychologowie. I myślę, że wszyscy zastanawiają się, czy „poświęcić Ukrainę” czy doprowadzić do tego, że zginą również obywatele innych krajów. Nie robić nic i przypatrywać się bombardowaniu ukraińskich miast, czy może „przestawić zwrotnicę” i zaryzykować, że w ramach odwetu Rosja zaatakuje inne państwa. Wykorzystując broń masowego rażenia.

W internecie lub dyskusjach medialnych decyzje podejmuje się łatwo.

Od początku wojny w Ukrainie obserwujemy bezprecedensową akcję zawieszania współpracy ekonomiczno-gospodarczej z Rosją. Sankcje, zawieszanie lub zamykanie biznesów na terenie Rosji. Część firm zrobiła to niemal na samym początku wojny, inne się wahały, inne ugięły pod presją publiczną, jeszcze inne zdają sobie nie robić nic z tych nawoływań, publicznego piętnowania, deklaracji internautów, że przestaną chodzić do sklepów Decathlon, Leroy Merlin, kupować produkty Oriflame, Nestle, czy burgery Burger King. Tych marek są tysiące, również mniej znanych.

Zamknięcie biznesu z dnia na dzień jest w zasadzie we współczesnym świecie nie możliwe. To nie gra komputerowa, a jednak publiczna opinia domaga się tego. Więc część przedsiębiorstw wysyła sygnały, że zatrzymuje biznes w Rosji. To czy będzie to odpowiednik „greenwashingu” czyli pozornych działań ekologicznych dowiemy się za jakiś czas.

W latach dwudziestych Amerykanie importowali ze stalinowskiej Rosji drewno. Dokładnie – z obozów pracy, gdy na jaw wyszły warunki życia w gułagach wprowadzono embargo na import drewna. Obowiązywało przez tydzień. Rezerwy złota rząd Amerykański powiększał kupując złoto z kopalni na Kołymie, gdzie zatrudnieni byli wyłącznie więźniowie. Do Rosji importowano sprzęt i ciężarówki wykorzystywane do przewozu więźniów. Ale oficjalnie o tym nie wiedziano.

Od początku wojny nie działa giełda rosyjska. Notowania spółek są zawieszone na rynkach globalnych, rosyjskie firmy wyleciały z indeksów oraz ETFów. Początkowe deklaracje niektórych inwestorów w mediach społecznościowych, że kupią akcje części spółek rosyjskich, albo zainwestują w ruble spotykały się z niechęcią i swego rodzaju ostracyzmem.

A co w takim razie z tymi firmami, o których wcześniej wspomniałem – z międzynarodowymi koncernami, które póki co postanowiły nie wycofywać się z rynku rosyjskiego, lub dodatkowo rozdrażniły opinię publiczną, jak miało to w przypadku Leroy Merlin, ogłaszającego, że zamierza zwiększyć swój udział w Rosji.

Część tych spółek notowana jest na giełdach. W pierwszych dniach zerkałem na to co dzieje się z notowaniami McDonalds, czy Coca-Coli, które początkowo nie zamierzały opuścić rynku rosyjskiego, później zaś pod wpływem presji publicznej ogłosiły zawieszenie działalności. Nie widziałem specjalnej różnicy w notowaniach szerokiego rynku i zachowaniu tych konkretnych akcji.

W tej chwili złość świata skierowana jest na szwajcarski koncern Nestle. Sieć jest pełna mniej lub bardziej dosadnych grafik, w których produkty Nestle miesza się z krwią lub zdjęciami zrujnowanych miast ukraińskich. A inwestorzy posiadający akcje tej spółki? No cóż. Zdaje się, że wyłącznie wzruszają ramionami. Być może handlują, ale się nie cieszą.

Na wykresie porównanie zmiany cen akcji Nestle oraz indeksu akcji szwajcarskich od 16 lutego, czyli tydzień przed rozpoczęciem inwazji.

[Foto: Zdjęcie z TT Ministerstwa Obrony Ukrainy – zbombardowanego sklepu w Kijowie z komentarzem „Leroy Merlin – pierwsza firma na świecie, która sfinansowała bombardowanie własnych sklepów i zabijanie własnych pracowników”]

12 Komentarzy

  1. _dorota

    Tyle że obecna sytuacja międzynarodowa nie ma wiele wspólnego z dylematem wagonika; szczególnie dla nas, w tej części Europy. Nie jesteśmy w sytuacji motorniczego (który na pewno nie zginie) lub dyspozytora (j.w.).

    My mamy do rozwiązania inny problem, dalece bardziej zniuansowany. Jak powstrzymać/utrudnić inwazję na sąsiada (bo jesteśmy na liście kolejnych celów) nie ginąc przy tym samemu. Że tak powiem: jesteśmy w grze, nie mamy przywileju nietykalności.

    1. GZalewski

      Nie do końca, bo w licznych wariantach tego problemu pojawia się oczywiście również nasz udział (wybrzmiało to mocno, przy rozważaniach dotyczących samochodów autonomicznych)

      1. _dorota

        Aha, rozumiem. Nie chcę nawet pytać, jak wyglądała metodologia tych badań: czy wyniki uzyskane w warunkach "laboratoryjnych" uznano za wiarygodne i wiążące.

        No, to jest w takim razie potężny argument przeciw samochodom autonomicznym. W razie czego wolałabym jednak sama decydować, czy przeżyję ja czy trzy pijane osoby jadące "nieautonomicznie" na zderzenie czołowe. Ale problem interesujący.

        1. GZalewski

          zerknij m.in: https://www.brookings.edu/research/the-folly-of-trolleys-ethical-challenges-and-autonomous-vehicles/

          1. _dorota

            No to mam za swoje 🙂 Ale generalnie racja: rozwój technologii stawia ważniejsze wyzwania.

        2. mac

          _ dorota Twoja egoistyczna i subiektywna decyzja ochrony swojej osoby wcale nie musi być dobra dla cywilizacji. Może to byliby jacyś naukowcy, którzy właśnie świętowali wielkie odkrycie naukowe. np zimną fuzję i trochę za dużo wypili a ponadto mają np. po 3 dzieci na utrzymaniu?

          1. _dorota

            To nie o to chodzi, kto jeździ po pijaku i dlaczego.

            Problem będzie, jeśli spróbuje się stworzyć modele zachowań ludzkich w oparciu o dane wytestowane w zaciszu laboratorium. W sytuacjach drogowych zaś – szczególnie tych, kiedy trzeba zdecydować o czymś szybko – każdy chce mieć możliwość decyzji subiektywnej i nawet egoistycznej.

          2. Grzegorz Zalewski (Post autora)

            Nie przesadzałbym z tą możliwością wyboru w sytuacji stresu, w ułamku chwil.

  2. Jozef_socjopata

    Grammar Nazi strikes back: "zakładamy, że nie zdarzą zejść z torów" – zdążą 🙂

    1. GZalewski

      łomatko! (dzięki)
      .

  3. _dorota

    "Nie przesadzałbym z tą możliwością wyboru w sytuacji stresu, w ułamku chwil."

    To są sytuacje rzadkie, ale o bardzo doniosłych potencjalnych skutkach. I możliwe do przedstawienia w barwny sposób. Dlatego na nich skupi się medialna dyskusja 🙂

    1. Jozef_socjopata

      I tu dochodzimy do (chińskiego?) systemu punktacji, gdzie owi trzej naukowcy fuzyjni muszą przeżyć, i samochód rozjedzie np jakąś pielgrzymkę dwudziestoosobową (czy też kibiców – podobne uniesienie "religijne").

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *