Ostatnie sesje na giełdach przynoszą troszkę zaskoczeń. Odbicia się dynamiczne i porównywalne z rucham przy kreśleniu dołka po pandemicznej bessie. Może zatem czas pozycjonować się pod kolejną hossę?


Proste wyliczenia pokazują, iż WIG20 znalazł się dziś przeszło 19 procent od dołka w rejonie 1781 pkt. Do progu technicznej hossy – którą jest 20-procentowe odbicia od dołka w bessie – brakło ledwie 13 punktów. Inaczej mówiąc rynek potrzebuje zwyżki WIG20 o ledwie 0,6 procent, by niedawne wejście w bessę zmieniło się w nowy rynek byka. Oczywiście możemy tylko zgadywać, czy mamy do czynienia z pułapką hossy zastawianą przez większą zmienność, ale operowanie w sytuacji niepewności, to standard rynkowy, więc możemy – a nawet musimy – już właściwie wybierać między zakończeniem bessy i początkiem hossy.

Sytuacja pozostałych indeksów jest nieco gorsza. Maksimum odbicia WIG wypadło w rejonie 64133 pkt., co oznacza, iż rynek odszedł od dna w rejonie 54823 pkt. o około 17 procent. Jednak i w tym wypadku brakuje jednej dobrej lub dwóch poprawnych sesji do 65800 pkt. i wejścia w hossę. Przypadek mWIG40 wygląda podobnie. Przy dołku bessy w rejonie 4022 pkt. próg hossy zalega w rejonie 4830 pkt. przy dzisiejszym zamknięciu w rejonie 4654 pkt. Niemniej i w tym wypadku nie można już wykluczyć, że w przyszłym tygodniu będziemy spekulowali o powrocie rynku byka na spółkach drugiej linii.

Wspomniane operowanie w sytuacji niepewności trzeba tym razem uzupełnić o rozliczenie pochodnych, które wisi nad rynkiem i zawsze wprowadza dawkę szumu technicznego. Dlatego z ogłaszaniem nowej hossy warto będzie wstrzymać się do poniedziałku, kiedy już wyjdziemy z tego zakalca, który musimy trawić raz na kwartał, kiedy grupka słoni przejmuje władzę nad rynkiem przy – ciągle tego nie rozumiem – biernej postawie samej GPW i nadzoru, które akceptują najazd możliwy tylko na rynkach niedorozwiniętych. Jakby nikomu nie przeszkadzało, że padamy łupem drapieżników niczym rynek trzeciego świata.

Niezależnie od powyższych wątpliwości, sytuacja jest ciekawa psychologicznie. Mamy wojnę w bliskiej odległości, spółki na rynku bezpośrednio trafione sytuacją w bliskiej zagranicy, a nawet wysoce prawdopodobną zmianę w sytuacji geopolitycznej, jaka ma miejsce raz na pokolenie lub dwa. W takim kontekście musimy odpowiedzieć na pytanie: czy kupować, kiedy dosłownie leje się krew? Oczywiście każdy musi sam wycenić ryzyka i spojrzeć na szanse, jakie otworzyła ucieczka części kapitałów z regionu, ale kto nie akceptuje ryzyka musi znaleźć inne miejsce do gry niż rynek na granicy cywilizacji.

 

1 Komentarz

  1. deli deli

    W przyszłym tygodniu byka na rynku nie widzę.
    – Sprzedałeś Lubawę?. Oko Jacka zamglone rozczarowaniem.
    -Tak. Wrócę do niej może 23, a najlepiej 28, 29 marca. Nie z powodu słoni, niedźwiedzi ale tego szczwanego lisa za wschodnią granicą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *