Finałowa sesja stycznia jest stale do rozegrania, ale na dziś można mówić o trudnym, a może nawet zaskakującym początku roku – w przypadku Wall Street o najgorszym od 2008 roku. Właśnie z tego kierunku rozlewa się presja podażowa po całym świecie.
Ciekawostką jest, iż korekta na Wall Street nie powinna być zaskoczeniem. W przypadku S&P500 rynek nie miał cofnięcia większego od początku pandemii, a i ówczesny spadek został wymuszony przez elementy inne niż rynkowe. W takim kontekście pesymizm, w kontekście którego operują ostatnio rynki, jawi się jako zagadkowy. Czy naprawdę wielu już zapomniało, iż rynki nie są autostradą jednokierunkową? Czy zatem każdy spadek trzeba tłumaczyć jakimś nadciągającymi kryzysem? Spojrzenie na zmiany year-to-date (tożsame ze styczniowymi) pozwala odnotować, iż naprawdę słabo prezentuje się głównie amerykański sektor technologiczny. Reszta świata jest stale w dość płytkich korektach. Wygląda zatem na to, iż to Nasdaq rozlał swój pesymizm po komentarzach. Oczywiście, w poszczególnych częściach świata mogą mieć znaczenie lokalne zmienne, ale nie ma wątpliwości, iż impuls spadkowy przyszedł z amerykańskiego sektora technologicznego. W takim kontekście można zakładać, iż Nasdaq trzyma dziś klucz do zmiany nastrojów i również tam trzeba szukać impulsu kończącego spadki w Warszawie.



Dodaj komentarz