Wykorzystałem niegdyś analogię, w której inwestowanie przyrównałem do przebiegnięcia maratonu (Jak pobiec maraton w 3 godziny?). To dobry punkt wyjścia w ramach debaty toczącej się już od kilku tygodni w związku z napływem nowych inwestorów na rynek. Od czasu tamtej notki bieganie stało się jeszcze bardziej popularne, więc może da się jeszcze łatwiej pewne kwestie zarysować.

Oczywiście jest jedna istotna różnica. Podczas gdy biegacze nie odbierają nic innym biegaczom, zaś wyniki znajomych mogą być motywujące dla nas, żeby trenować więcej, osiągać coraz lepsze wyniki na rynku sprawa ta nie jest taka jednoznaczna. Jak napisał w książce Zawód – inwestor giełdowy¸ Alexander Elder „Jedynym źródłem pieniędzy na rynku są inni inwestorzy. Pieniądze, które chcesz zarobić, należą do innych ludzi, a oni wcale nie mają zamiaru ich oddać.

Do tego zdania nie mamy zastrzeżeń jeśli chodzi o rynek kontraktów czy forex, gdzie pieniądze przepływają od jednych do drugich, wraz zaś z uwzględnieniem kosztów prowizji czynią całość grą o sumie ujemnej. Nieco inaczej jest na rynkach akcji, gdzie uczestnicy karmią się złudzeniem, że każdy może być zwycięzcą, a gra jest grą o sumie dodatniej. No cóż, w przypadku rynku pochodnych, gdzie przepływy pieniądza łatwiej jest sprawdzić i publikować „przerażające” statystki, z których wynika, że większość obecna traci, na rynku akcji zebranie takich danych jest utrudnione. Ludzie trwają na nim dłużej, wciąż karmiąc się nadziejami, jeśli nie na zysk, to choćby na pokonanie indeksu (co często oznacza również stratę). Na rynku pochodnych rachunek może zostać „wyzerowany” i nie ma tu z czym dyskutować, w przypadku akcji możemy latami mieć niezamknięte pozycje, warte ułamek wartości kupna i wciąż łudzić się, że dopóki nie są sprzedane, nie ma sensu ich liczyć, bo transakcja nie jest zakończona.

Zostawmy jednak na boku te rozważania. Wróćmy do biegania. Podczas ostatniego Maratonu Warszawskiego zwycięzca osiągnął czas 2 godziny 11 minut 39 sekund. Ostatni z biegaczy, który ukończył całość, przebiegł w 6:44:24. Średnia wszystkich uczestników wyniosła 4 godziny, 14 minut i 56 sekund. Wystartowało ponad 8 tysięcy biegaczy, ukończyło 4,5 tysiąca. Nieco ponad połowa.

Nie wiemy o tym, jak długo się przygotowywali, jakie mają doświadczenie, jak wyglądały ich treningi. Nie wiemy, jak wielu było startujących, podobnych do nowicjuszy na rynku, którzy uznali – „dobra robię maraton w 4 godziny, cóż to dla mnie. Skoro średnia to 4:15, to ja jestem na pewno lepszy, niż byle przeciętniak”.

Nie wiemy ilu zrobiło to dla towarzystwa, ilu dla bicia własnych rekordów, a ilu założyło się z kumplami „Co, ja nie pobiegnę? Potrzymaj mi piwo”.

Rozsądek każe jednak zakładać, że trudno jest ukończyć ten czterdziestodwukilometrowy dystans bez odpowiedniego treningu i przygotowania. Co ciekawe, w ostatnim czasie spotkałem w mediach społecznościowych wpisy w rodzaju „mam już spore doświadczenie, inwestuję od lutego”. Dlaczego cechuje nas taka wybiórczość? Rozumiemy, że do sukcesów potrzebnych w sporcie potrzebny jest czas, wysiłek, pot i łzy, ale inwestowanie z sukcesem uznajemy, za łatwe i przyjemne. Nie chcemy widzieć potu i łez, czyli strat i kosztów emocjonalnych.

Podczas każdego zorganizowanego biegu dookoła nas są kibice, oklaski, wsparcie. Otrzymują je nawet ci, którzy są na końcu stawki. A może zwłaszcza oni. Gdy biegamy po mieście, inni mijani biegacze uśmiechają się do nas, pozdrawiają nas machaniem dłoni lub innymi drobnymi gestami. Na rynku – przynajmniej w publicznym wymiarze – słyszę, przy okazji ostatnich tekstów że Zalewski zazdrości młodym, że weszli na rynek, że „uciekł mu pociąg”. Ja zaś cieszę się z każdego zarobionego przez innych procenta, choć tym, którzy utracili pokorę, lub nie rozumieją jeszcze ryzyka chciałbym dać pewien sygnał ostrzegawczy, że nie będzie tak łatwo. Ci, którzy zarobili na kilku transakcjach 10-20 procent i zaczynają mnożyć swoje możliwości i marzyć o stopach zwrotu kilkaset procent rocznie zachowują się jak biegacz, który biega 10 kilometrów i ma coraz lepszy czas. Powiedzmy, że w ciągu roku z 1:20 zszedł poniżej godziny i ogłosił sobie i światu – skoro tak mi idzie, to odcinek czterokrotnie dłuższy pokonam w 4 godziny. Nie jest to niemożliwe, ale uda się tylko nielicznym.

No i przede wszystkim pytanie podstawowe – dlaczego właśnie maraton? Rozumiem stawianie sobie celów, przekraczanie granic, zaimponowanie sobie, rodzinie i znajomym. Ale ludzie mają różne potrzeby i różne możliwości. Jednym wystarczają krótkie odcinki, dla innych sens ma marszobieg, dla jeszcze innych bite rekordy. Podobnie jak na rynku – długi termin, średni, day-trading. Celem jest zysk, rozrywka lub wyzwanie intelektualne. Dla jednych to okazjonalna czynność i nie są w stanie zmotywować się do systematyczności i dyscypliny, u innych bieganie doprowadziło do uporządkowania (czy nawet podporządkowania) swojego życia wokół treningów, odpowiedniej diety, higieny życia.

Na koniec uwaga osobista, biegam od dziesięciu lat. Podstawowym motywem było utrzymanie kondycji fizycznej (musiałem nadążyć za moim młodszym synem) i umysłowy reset. Nie lubię zbiorowych biegów, źle się czuję w tej masie, choć w kilku wziąłem udział (po namowach Michała Wojciechowskiego). Najdłuższy zorganizowany bieg, w którym uczestniczyłem to 11 km. Najdłuższy w ogóle to 21 km. W ogóle nie myślę o maratonie. W ciągu ostatniego roku średni dystans to 7,3 km, łącznie 700 km. Postawiony cel osiągnąłem – biegam, czuję się lepiej, odpoczywam. A, że nie przebiegłem maratonu w 4 godziny? Cieszę się, że inni to robią. To duża przyjemność. Podobnie, jak cieszę się, że nowi wchodzą na rynek – pełni pasji, stawianych celów, buńczuczni. Parafrazując Lorda Farquada z filmu Shrek, mógłbym stwierdzić „Zapewne wielu z was straci, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów“.

[Photo by Joshua J. Cotten on Unsplash]

3 Komentarzy

  1. Kris

    Kiedyś na takich mówili "dawcy kapitału"

  2. Kamil

    Panie Grzegorzu czy możliwa jest sytuacja w której osoba która nigdy nie brała udziału w maratonie ale przygotowywała się do niego od 3 lat przebiegnie go poniżej 4 godzin ? Czy możliwe jest aby osoba która nigdy nie inwestowała ale przygotowywała się do inwestowanie kilka lat "zarobiła" na giełdzie ? W jednym i drugim przypadku odpowiedź brzmi tak. Tylko ile jest takich osób tego dziś nikt nie wie. Pozdrawiam serdecznie.

    1. GZalewski

      ależ oczywiście, że jest możliwe. W obu przypadkach ważne jest przygotowanie i świadomość, tego co realne. Ale mnie chodzi raczej o "dominującą większość"

Pozostaw odpowiedź Kamil Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.