Kurs giełdowy (nie)prawdę Ci powie

Zmiany kursów na giełdzie podlegają teoretycznie mechanizmom wolnego rynku, praktycznie rynek ten nie jest taki do końca wolny.

Zrozumienie ograniczeń z tym związanych pozwoli Czytelnikom, mam nadzieję, usprawnić swoje strategie analityczno-decyzyjne.

Napływające nieustannie zlecenia kupna i sprzedaży na giełdzie biorą udział w procesie, którego wynikiem są rynkowe ceny transakcyjne. W angielskim istnieje bardzo eleganckie określenie tego aktu: „Price discovery”. W dosłownym tłumaczeniu oznacza to „Odkrywanie ceny, a więc ma konotację związaną z poszukiwaniami, eksploracją, znajdywaniem. Owe interakcje między inwestorami skutkujące pojawianiem się coraz to nowych kursów to proces czy mechanizm odkrywania ceny.

Brzmi to niemal jak z popularnonaukowego kanału TV o nieznanych miejscach i zjawiskach, które uwodzą swą tajemnicą czy niedostępnością, a ich eksploracja oznacza zdobycze, sławę, jakiś rodzaj nagrody. Podobnie mogą jawić się ceny instrumentów giełdowych, gdzieś już tam zapisane i gotowe na pokazanie swej krasy.

To pojęcie „Price discovery” u nas tłumaczy się dużo bardziej prozaicznie jako ‘kształtowanie ceny’ (lub kursu), co nie ma tej tajemniczej aury „odkrywania”. Po drugie sam koncept nie ma u nas specjalnie znaczenia i użycia w opisach rynkowych zmian. A szkoda, dlatego chcę go nieco „odkryć” na nowo, nadać nieco blasku i wprowadzić do języka analitycznego, ponieważ dzięki użyciu go dokonywanie analiz rynku i wymiana spostrzeżeń stają się bardziej zrozumiałe.

Pozwolę sobie jednak używać w dalszym ciągu tekstu określenia ‘Price discovery’, aby choć trochę wpisać go w obraz giełdy i powiązać z tym, czego używa się w świecie.

Sam mechanizm przywędrował na giełdę ze świata codziennej gospodarki i stoi za nim tysiące lat tradycji. Oto bowiem od zawsze jeden lub wielu chętnych do kupna próbują w procesie targowania czy aukcji zaproponować swoją cenę, najlepiej jak najniższą, tworząc realną siłę nabywczą, którą nazywamy popyt. Z drugiej strony jeden lub więcej sprzedających tworzy podaż, czyli próbuje pozbyć się czegoś, najlepiej po jak najwyższej cenie. Kiedy w pewnym momencie obie siły spotkają się na jakimś akceptowalnym poziomie, dochodzi do wymiany, czyli transakcji. Cena satysfakcjonująca przynajmniej jedną jednostkę po obu stronach zostaje „odkryta”. Na giełdzie ten proces trwa nieustannie, przesuwając owe odkrycia w obie strony z różnym tempem.

Na sprawnie funkcjonujący mechanizm „Price discovery” wpływa dziesiątki czynników. Starcie podaży i popytu to tylko ten najważniejszy, bezpośrednio oddziałujący, sprawczy. Ale za tym jak owe przeciwstawne siły działają stoi przecież cała gromada wyzwalaczy, wśród których przede wszystkim trzeba wymienić miliony informacji ze spółek, giełdy i całego otoczenia, a także rodzaje ich przetwarzania w decyzje (analizy). Pasem transmisyjnym są mechanizmy rynkowe i giełdowe, na które nakłada się zmienność czy chęć do ryzyka. Rezultat widzimy potem w ciągach danych z parkietu, tabelach notowań czy na wykresach.

I to wreszcie „Price discovery” jest ważnym narzędziem w rękach znaczącej części inwestujących, przede wszystkim tych aktywnych. Obserwując kolejne „odkrycia kursów” próbują odnaleźć wszelkie motywacje rynku, zinterpretować informacje i wydarzenia oddziałujące na aktualny przebieg cen, a przede wszystkim prognozować jak te cenotwórcze siły mogą się zachowywać w przyszłości.

Znalezienie właściwych motywów „odkryć” to zasadnicze paliwo do podjęcia decyzji o zajęciu pozycji na rynku. Po to właśnie stworzono różne rodzaje analiz i sposoby ich realizacji (strategie). W rzeczy samej to przecież esencja inwestowania i tradingu.

To właśnie analiza „Price discovery” (cena i składowe motywów za nią stojących) jest tym kluczem do znalezienia własnego sposobu na opis, interpretację i pokonanie rynku. Przy czym mniej lub bardziej świadomie oczekujemy, że ów mechanizm „odkrywania cen” będzie działał sprawnie, efektywnie, uczciwie, jak najbardziej logicznie i racjonalnie. Co to znaczy w praktyce?

Przede wszystkim, że efekt będzie w dużym stopniu powiązany z przyczyną, a więc w pewnej mierze pożądamy rynku efektywnego, o którym uczą nas podręczniki, szkolenia i komentarze. A to oznacza przede wszystkim oczekiwania typu takiego jak choćby:

– słabość lub siła spółek zostanie przełożona adekwatnie na ich kursy,

– negatywne zdarzenia z otoczenia wpłyną w jakimś stopniu na spadki, pozytywne na wzrosty,

– podaż i popyt z realnego świata przełoży się na trendy – towarów czy walut,

– jakość gospodarek, polityki czy innowacji będzie miała przełożenie na giełdowe trendy,

– działania finansowe, monetarne, podatkowe władz znajdą odbicie w przebiegach kursów,

Itd. itp.

Przy tym spodziewamy się w jakiś sposób liniowej zależności w tych interakcjach, tak bowiem wynika choćby z historii czy z logiki. Co oznacza, że zjawiska o negatywnym wydźwięku przełożą się proporcjonalnie na słabość dotyczących ich aktywów, pozytywne – na siłę. Chcemy widzieć i oczekiwać adekwatnych reakcji w „odkryciach cenowych”.

Podobnie działa cała branża profesjonalnych analiz i rekomendacji. Snując narracje, badając powiązania, bazując na doświadczeniach i umiejętnościach, analityk próbuje wprowadzić porządek do tego świata i wywieść z tego jakieś konstruktywne wnioski, zalecenia, scenariusze.

Z kolei giełdy, brokerzy i nadzór starają się, by proces „Price discovery” przebiegał płynnie, szybko, bez zakłóceń, bez manipulacji i innych niezgodnych z prawem wpływów.

A cała branża edukacyjno-szkoleniowa próbuje utwierdzić nas w przekonaniu, że to wszystko ma ręce i nogi, że się wiąże ze sobą, że ma silne podstawy, że istnieją różne skuteczne sposoby na odkrycie i uprzedzenie motywów zmian w procesie kursotwórczym.

I zasadniczo to wszystko jakoś tam w miarę działa tak, jak spodziewać się można, poza okresami gdy … nie działa!

Na poziomie mikro mamy bowiem starcie inwestorów stojących po przeciwnej stronie, którzy z obserwacji tego samego procesu wynoszą przeciwne wnioski i decyzje inwestycyjne. To jednak normalny objaw rynnowego żywiołu, napęd do „odkryć cenowych”. Sprzedający pozbywa się spółki, bo widzi, że jej kondycja słabnie, kupujący obstawia, że słabość nie potrwa długo.

Ale nakłada się na to dużo donioślejszy poziom makro, na którym dochodzi do istotnych zaburzeń procesu „Price discovery”, lub przynajmniej przekonań dużej liczby inwestujących o tego rodzaju zaburzeniach. Te wolnorynkowe, sprawnie i efektywnie działające dotąd mechanizmy ulegają zakłóceniom. Rynek się gdzieś dławi, powstają silne nieefektywności, dochodzi do znacznych dysproporcji, inwestorzy i analitycy się gubią. W finale często dochodzi do silnych perturbacji kursowych. Zjawiska takie uznaje się za anomalie, a nie normalne przejawy działania rynków, i blokują one mechanizm sprawnego „Price discovery”.

Takim przykładem jest na przykład spekulacyjna bańka. Szybko rosnący rynek np. akcji zaczyna tracić hamulce przyzwoitości, ceny odrywają się istotnie od fundamentów, „Price discovery” opiera się głównie na grupowym szaleństwie tłumów, których napędem są niemal wyłącznie emocje. Przestaje działać sprawne przełożenie tego, co dzieje się w realnej sferze biznesowej na poziomy kursów. Naprawdę złe informacje, które zaburzają zyskowność spółek, zostają zignorowane, a ceny nie pokazują stanu normalnie funkcjonujących zależności, lecz obnażają okresowy czynnik dysfunkcyjny, który może trwać miesiącami lub nawet latami. Analizowanie i podejmowanie decyzji w takich warunkach staje się znacząco utrudnione lub wprost obarczone nietrafnością.

I o tego typu zjawiskach, przede wszystkim obecnie trwających, w kolejnych wpisach.

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.