Nowy sejm, nowy rząd i już na starcie gra o kolejne zmiany w emeryturach. Strach się bać, co będzie dalej. W związku z tym, iż byłem jednym z tych, którzy przewidywali upadek systemu OFE na blogach kiedy władza zrobiła pierwszy krok z ograniczeniem składki i pisałem, iż za naszego życia będzie jeszcze kilka „reform” emerytalnych, pozwolę sobie kolejny raz zabrać głos z ostrzeżeniem na przyszłość.
Na naszych oczach kolejny raz wali się system, w którym mieliśmy być bezpieczni finansowo do końca życia. Właściwie od wprowadzenia OFE zaczęto jego demontaż. Teraz wprowadzamy PPK, które jeszcze nie zdążyły się na dobrze rozpędzić (obywatele wypisują się wbrew swojemu interesowi ekonomicznemu!), a już pojawiają się propozycje, żeby przy nowym systemie wprowadzać zmienne, które nie gwarantują, że system PPK przetrwa kolejną dekadę (naprawdę już wiemy, że ma w sobie błędy). Rząd mówi o wpisaniu filara-PPK do konstytucji, kiedy budowaniu filara-PPK towarzyszyła narracja, że to filar prywatny. Pomieszanie z poplątaniem, choć na poziomie podniesienia gwarancji jakoś ciekawy. Znów popełniamy jednak błąd znany z OFE, pokazując, że nie jesteśmy państwem prawa na miarę naszych ambicji. Jednocześnie nowa lewica proponuje kaganiec na wielkość wypłat przy podniesieniu wpłat do systemu. Każdy z tych kroków daje się jakoś wytłumaczyć – zwłaszcza przy zacietrzewieniu ideologicznym – ale żaden z tych kroków nie sprzyja budowaniu zaufania do systemu, który sięgnął bruku wraz ze skokiem na kasę z OFE.
Człowiek, taki jak moja skromna osoba, nie chce mieć nic wspólnego z tym machlojkami. Moją jedyną myślą jest, jak wytransferować pieniądze do miejsc, w których żadne pomysły kolejnej władzy zwyczajnie nie obejmą. Inwestowanie na zagranicznych rynkach jest obowiązkiem od lat. Teraz obowiązkiem staje się szukanie sposobu, który pozwoli zapewnić wypłaty zysków w pozycji rentiera. Osobiście jeszcze nie jestem w tym punkcie, żeby zacząć konsumować, to co udało się zainwestować, ale każdy, kto zbliża się do 60 roku życia powinien już zacząć myśleć o tym, jak inwestować w zagraniczne spółki płacące stabilne dywidendy. Zmienić nastawienie ze wzrostu na wartość generowaną. Szukać ETF-ów, które dają namiastki renty. Dobijać się o dostęp do miejsc, w których dyskusja o tym, kto jest bogaty, a kto biedny zwyczajnie będzie przegrywała z szerszym modelem, w którym inwestycja w spółkę jest inwestycją, jak w każdy inny biznes – po to, żeby wyjąć z niej zysk dla udziałowca. No chyba, że świat zlikwiduje kapitalizm.
Doświadczenie ostatnich 20 lat podpowiada, iż nie można mieć grama zaufania do polskiej klasy politycznej, bo każda kolejna władza zrobi to, co musi, a nie to, co dobre. System ZUS-owski jest trwale niewydolny. Perspektywy podatkowe właściwie przesądzone – będą tylko gorsze niezależnie od koloru władzy. Inwestujący w nieruchomości muszą mieć świadomość, że przy tym rozpasaniu kataster jest kwestią czasu. Później przyjdą podatki od spadku. Przy obserwowanych trendach demograficznych i ustawieniu polityki na obecnych torach tylko jakiś kolejny wielki kryzys będzie w stanie wyrwać polską gospodarkę z niewoli populizmu i coraz większego fiskalizmu. Zwyczajnie będziemy musieli jako kraj zbankrutować, żeby zawrócić ze ścieżki prowadzącej w stronę Argentyny czy Grecji. Nie generujemy dużego procentu innowacji. Niszczymy klasę średnią nie pozwalając budować gospodarki rynkowej w oparciu o lokalne kapitały. Mylimy średniozamożnych z bogatymi, skupiając się na procentach zapominając, że statystykami łatwo się manipuluje. Idziemy w stronę coraz większej koncentracji państwa w gospodarce i konsekwencji tego faktu w postaci coraz większego klientelizmu. To zawsze kończyło się tak samo i tak samo skończy się i tym razem. Dlatego, jak chcecie mieć z czego żyć na emeryturze, to szukajcie sposobu, żeby mieć zyski „tam”, które skonsumujecie „tu”. Simple as that.
Przy tym pędzie i przymusie do podnoszenia podatków pojawi się oczywiście w Polsce miejsce na populizm podatkowy – władzy nie zdobędzie, ale namiesza tak mocno, że kilku przekonanych o tym, że mogą się ścigać z innymi tylko na to, ile posypią, może się zderzyć ze zdziwieniem. Czego oczywiście wszystkim przekonanym o monopolu na prawdę serdecznie życzę. Ważniejsze jest jednak to, iż w całej tej dyskusji – najlepsi wyjadą czy nie wyjadą, pójdą w B2B czy nie pójdą w B2B – pomija się emigrację finansową. Oczywiście, dziś nie jest zagrożeniem, ale będzie, bo możliwości będą coraz większe. Świat kapitału nie popadnie w ograniczenia zwrotu antyglobalizacyjnego. Pomysły fintechów, które pukają na każdy rynek, zostaną zaadaptowane przez wielkich graczy i nikt nie będzie w stanie zatrzymać ludzi przed ucieczką z kapitałami na rynki zagraniczne. Powoli, drobnymi krokami będziemy mieli coraz więcej spółek i funduszy zagranicznych w portfelach i coraz mniejsza część kapitału będzie pracowała w Polsce. Oczywiście politycy mogą myśleć o ograniczeniach w rotacji kapitału, ale wtedy będziemy już mówili o modelach, które testowane są dziś w znacznie bardziej egzotycznych miejscach niż cywilizowana Argentyna.

