Wykres dnia: w pętli czasu

Czy może być coś równie lub bardziej męczącego dla inwestorów niż niekończący się brexit?

I owszem: chińsko-Trumpowe przepychanki w sprawie handlu i ceł. Od miesięcy poniewierają giełdowymi kursami generując irytację, pełne czarnego humoru memy i pukanie się w głowę. Całą tę zabawę można streścić na jednym obrazku, który pokazuje cykl wzajemnych przepychanek:

Sporządziłem go w polskiej wersji opierając się na jakiejś wrzutce znalezionej w czeluściach internetu.

No to chwilę o objawach i skutkach.

Poruszanie się po kole tego cyklu nabrało już dość ostrego tempa, ale scenariusz jest nieustannie taki sam:

– USA, a w zasadzie sam Trump, ogłasza cła w takiej czy innej postaci albo brak zgody na jakieś szczegóły,

– rynek dostaje rozwolnienia i kursy akcji spadają od Nowego Jorku po Tokio przez cały glob,

– Trump nieoczekiwanie znajduje światełko nadziei w tunelu ciemnej mocy i rynki gnają w górę,

– wzrosty są krótkie, szybkie, napędzane algorytmami, które czytają newsy, a potem w zasadzie pozostaje czekanie na kolejne uderzenie pałą, czyli wiadomość o złych Chinach, którym Trump nie da się omamić; w międzyczasie toczą się jałowe negocjacje.

Wcześniej każdy etap dzieliły nawet tygodnie, dziś to mogą być godziny.

I w zasadzie nie ma w tym nic zdrożnego, ostre negocjacje to fundament dobrego biznesu, dobrze, że strony w ogóle ze sobą rozmawiają, co nie w każdym kraju i środowisku jest przecież normalne w dzisiejszych czasach. Problemem jest „informacyjna sraczka” jaka się z tego zrobiła.

Ostatni tydzień to chyba rekord w tej nawalance. Jeszcze w poprzedni piątek usłyszeliśmy, że delegacja chińska wstała od stołu rozmów w sprawie zakupów płodów rolnych, a potem nie było dnia bez jakiej wiadomości, że będą rozmowy, zbliża się jakaś wizyta, że generalnie buzi-buzi. Z czego nie wynika nic, poza drgawkami wykresów i coraz większą irytacją inwestorów, a już szczególnie traderów.

Bo w prawdziwej dyplomacji te nic-nie-znaczące-komunikaty nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Tyle, że to już nie jest żadna dyplomacja, to zwykłe i zdaje się dość prymitywne młotkowanie, które przestało mieć cechy gospodarczych negocjacji.

Stały się one raczej zakładnikiem polityki i w tej niewoli pozostaną przynajmniej do wyborów prezydenckich w USA. Chińczycy brakiem zgody chcą utrącić Trumpowi szanse na reelekcję, Trump chce z tego zrobić pokazówkę dla swojego elektoratu. Jednakże sam sobie tym działaniu zaczyna wybijać zęby, bo nie dość, że już zgodził się na kilka ustępstw, to przy okazji zaskarbił sobie wkurzenie sporej części farmerów i truckersów, czyli żelaznych do tej pory zwolenników.

Problem też w tym, że eksperci twierdzą, iż mleko się już wylało i nawet szybkie, pozytywne zakończenie negocjacji nie odrobi już strat, narobiło bowiem wystarczająco szkód, by urwać spory kawał ze światowego PKB, co się odbija i odbije jeszcze mocniej na gospodarkach.

A przy okazji puszczanie nic nie wnoszących komunikatów ma znamiona zwykłej manipulacji, która odbija się na giełdach. Kiedy tylko indeksy zaczynają nurkować pojawia się w mediach news o tym, jak pięknie będzie za chwilę, bo negocjacje zaczną się ponownie. Wtajemniczeni mogli zarobić na tym miliardy.

Jeszcze rok temu jedna taka wiadomość potrafiła wygenerować niemal bessę, z czasem jednak te doniesienia spowszedniały i oscylacje przez nie wywoływane zaczęły się zmniejszać. Puszczanie dziś już co dnia tych bąków spowodowało, że inwestorzy się na nie uodpornili, zaczęli z nich zasadnie drwić, ale nadal muszą je uwzględniać w swoich decyzjach. W piątek USA ogłosiły zakaz przepływów finansowych do Chin, co starczyło na urwanie kilku punktów indeksom, ale bez paniki. Rynek pewnie w nowym tygodniu doczeka się dobrych newsów na pocieszenie. Trump nie może sobie pozwolić na zatopienie giełd przed wyborami, a skoro nie chce wesprzeć go FED, musi sobie radzić sam.

I tak może trwać to jeszcze przez rok. Choć giełdy już nie panikują jakoś znacząco z tego tytułu, zrobił się za to pewien stan zawieszenia, atmosfera jest gęsta i duszna. Biznes się wprawdzie do tej wojny jakoś zaadoptował, ale koszty są nieuniknione. Ugody szybko nie będzie, więc skazani jesteśmy na brak wzrostów, a jeśli nawet tę wojna uda się jakimś cudem szybko zakończyć, to w planach mamy jeszcze spodziewaną recesję, która rodzi się w bólach. Banki centralne aplikują rodzącej nadal sporo środków odurzających, których zapasy się jednak kończą, ale wiara inwestujących pozostaje silna. Gdyby sądzić po zachowaniu indeksów, ponoć dyskontujących przyszłość, żadnej recesji nie będzie.

—kat—

1 Komentarz

  1. Artur

    Haha genialne podsumowanie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *