Legalny dom publiczny a wycena ryzyka

Legalny dom publiczny w Nevadzie to świetne miejsce do zilustrowania wyceny ryzyka – pisze Allison Schrager w książce „An Economist Walks into a Brothel: And Other Unexpected Places to Understand Risk”.

„Moonlight BunnyRanch” to legalny dom publiczny znajdujący się w stanie Nevada, w USA. Autorka publikacji (jej polski tytuł to „Economistka wchodzi do burdelu: i inne nieoczekiwane miejsca, w których można zrozumieć ryzyko”) udała się tam, by zrozumieć jak w tym przemyśle wycenia się ryzyko. Bo ryzyko jest integralną częścią tego biznesu. Prostytutki, które pracują na ulicy mają trzynaście razy wyższe prawdopodobieństwo zostania zamordowanym, niż inni obywatele. 35 proc. zabójstw w tej branży popełniają seryjni mordercy.

Sprzedawanie seksu wiążę się ze stygmatyzacją. Co ciekawe, sukces domu publicznego odwiedzonego przez autorkę wiąże się z redukowanie ryzyka. Jego właścicielem w chwili odwiedzin przez autorkę w 2018 r. był Dennis Hof (zmarł w październiku 2018 r. w wieku 72 lat). Hof zbił majątek handlując nielegalnie benzyną w czasie kryzysu paliwowego w latach 70. XX w.

Zarobione pieniądze Hof lubił wydawać w domach publicznych w Nevadzie. Ale w latach 80. nie było to miejsce, w którym prostytutki miały komfort pracy. Często mieszkały w obskurnych przyczepach kempingowych na pustyni. Oczekiwano od nich, że mają się godzić na wszystko czego klient sobie zażyczy po cenie wyznaczonej przez właściciela przybytku. Hof postanowił zmienić to podejście. W 1993 r. kupił dom publiczny w Moonlite znajdujący się w małym mieście tuż za Carson City.

Następnie zniósł ustalone ceny i pozwolił swoim dziewczynom samym decydować jakie usługi chcą świadczyć i komu. Prostytutki w jego domach pracowały jako jednoosobowe zewnętrzne firmy. Miały prawo w każdej chwili odejść i mogły same negocjować wysokość stawek za usługi. W chwili śmierci Hoff miał siedem domu publicznych w Nevadzie działających na tych zasadach.

Jedną z najlepiej zarabiających pań w jego przybytkach była w 2018 r. niejaka Shelby Star. Pani w wieku czterdzieści kilka lat z falującym blond włosami i mocno zaokrągloną figurą. Starr jest mężatką z trójką dzieci i o jej pracy wiedzą wszyscy znajomi i rodzina, łącznie z dziećmi. Jej mąż nie pracuje a ona ma rocznie ok. 600 tys. USD przychodów.

Z tym, że musi z tych pieniędzy „odpalić” działkę właścicielowi przybytku. I ta działka wynosi ponad 50 proc. Dlaczego decyduje się to robić? Otóż dlatego, że praca w domu publicznym radykalnie ogranicza ryzyko zawodu prostytutki. W przybytku zatrudnieni są ochroniarze a w każdym pokoju znajduje się guzik, po którego naciśnięciu przybywa ochrona.

Firma ma także politykę wpisywania na czarną listę osób nie wpuszczanych tych klientów, którzy są zbyt namolni w stosunku do prostytutek, próbują je wypytywać o życie prywatne, czy też kontaktują się z nimi poza pracą. Autorka oszacowała, że cena godziny nielegalnego seksu w USA kosztuje ok. 300 USD, podczas gdy w legalnych przybytkach jest średnio ok. 1400 USD.

Klienci też są gotowi płacić więcej za bezpieczeństwo, chociażby po to , by nikt ich próbował później szantażować (nawet jeżeli klient płaci kartą kredytową to płatność jest księgowana na firmę, której nazwa nie budzi skojarzeń z seks biznesem).

Ale wizyta w domu publicznym w Nevadzie to tylko jeden z dwunastu rozdziałów książki. W każdym jakiś aspekt ryzyka jest omówiony na innym przykładzie. I tak na przykład w jednym z kolejnych rozdziałów omawia ryzyko ponoszone przez producentów filmów. A omawia je na przykładzie Ryana Kavanaugh, finansisty który w 2004 r. założył firmę „Relativity Media” i ogłosił, że znalazł sposób na wyeliminowanie (albo istotne ograniczenie) ryzyka finansowania filmów w Hollywood.

Twierdził, że zbudował model, który na podstawie historycznych wyników filmów był w stanie na podstawie scenariusza i osób zaangażowanych w projekt oszacować stopę zwrotu z niego. Choć jego znajomi twierdzili, że Kavanagh jest po prostu dobrym sprzedawcą. Jeden z jego współpracowników opowiadała magazynowi „New Yorker” w 2012 r.

”Ryan wie, jak wciągnąć ludzi w showbusiness Hollywood. Jesteś bankierem, wiedziesz nudne życie a tu nagle stajesz się przyjacielem gwiazd i idziesz po plaży z Geraldem Butlerem!”. Tak czy inaczej, Kavanagh szybko przekonał menażerów z funduszy hedge, by przekazali mu pieniądze swoich klientów, które on zainwestował w produkcje filmową.

W 2005 r. i 2006 r. finansista sfinansował 36 filmów z wytwórniami Universal i Sony i nawet zarobił pieniądze dla inwestorów: między 13 proc a 18 proc. (w zależności od pakietu filmów, ponieważ Kavanagh preferował inwestowanie w całe pakiety filmów, by ograniczyć ryzyko). Ale potem było już tylko gorzej. Na tyle, że 2016 r. człowiek który twierdził iż okiełznał ryzyko w finansowaniu filmów w Hollywood, został przez to ryzyko doprowadzony do bankructwa.

Jeżeli ktoś myśli, że domy publiczne w Nevadzie i finansowanie filmów w Kalifornii to bardzo nietypowe przykłady to opowiadania o ryzyku, to pod koniec książki autorka przytacza historię o surferach. Twierdzi ona, że miłośnicy tego sportu muszą zarządzać ryzykiem, bo od tego zależy ich życie.

Schrager w szczególności zainteresowała się przypadkiem osób surfujących na tzw. wysokich falach, ponieważ takie osoby wystawiają się na naprawdę wysokie ryzyko(autorka efektywnie porównuje takich surferów do aktuariuszy, tylko z ładniejszą opalenizną). Wysokie fale, to takie między 6 a 24 metry (czyli o wysokości kilkupiętrowego budynku).

Autorka opisuje konferencję na temat szacowania ryzyka w tym sporcie ( chodzi o Big Wave Risk Assessment Group Safety Summit która odbyła się w Oahu, na Hawajach). Była to o tyle nietypowa konferencja, że uczestnicy (nawet ci po 60-tce) mieli pięknę opalenizny i muskularne ciała a ubrani byli T-shirty, shroty i klapki. Ale poza tym, konferencja ta wyglądała jak konferencja o zarządzaniu ryzykiem w portfelach emerytalnych.

Większość uczestników do byli mężczyźni, którzy wpatrywali się w prezentacje w Power Poincie i szeregi danych. Nie brakowało także emocjonujących debat o tym, czy poziom ryzyka w tej branży powinien być regulowany przez państwo. Podobnie jak w przypadku ryzyka portfeli emerytalnych uczestnicy konferencji było szkoleni jak podejmować decyzje oparte na rzeczowej kalkulacji ryzyka.

„An Economist Walks into a Brothel” to książka w stylu bardzo popularnej publikacji „Freakonomia. Świat od podszewki” autorstwa Stevena Levitta i Stephena Dubnera, która sprzedała się w czterech milionach egzemplarzy. Mamy w niej gawędziarskie opowieści na tematy związane z ekonomią, ale ilustrowane bardzo atrakcyjnymi historiami z życia.

Wrażenie inspiracji książkami Levitta i Dubnera jest tym silniejsze, że w drugiej części „Freakonomii” zawarli oni cały rozdział o ekonomicznych aspektach prostytucji zatytułowany prowokacyjnie: „Dlaczego nie ma więcej kobiet prostytutek?”.

O ile jednak „Freakonomia” zapadła mi w pamięć kilkoma interesującymi obserwacjami, o tyle po przeczytaniu „An Economist Walks into a Brothel” trudno mi było wymienić choć jedną ciekawostkę, która warta by była powtórzenia w gronie towarzyskimi. Tak więc największa wada recenzowanej publikacji jest taka, że przemyślenia autorki i przykłady, którymi je ilustruje są mało interesujące. Podsumowując: można przeczytać, ale nie nic się nie stanie jeżeli tego nie zrobimy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.