Zadziwiająca historia finansowania filmu „Wilk z Wall Street”

„To jest p…przekręt. Każdy kto tak postępuje, ma kradzione pieniądze. Nie wydajesz w ten sposób kasy na którą zapracowałeś” – oświadczył w maju 2011 r. w prywatnej rozmowie Jordan Belfort, oszust finansowy, którego perypetie stały się kanwą filmu „Wilk z Wall Street” z 2013 r. z Leonardo di Caprio w roli głównej. Belfort powiedział to o ludziach, którzy współfinansowali nakręcenie „Wilka z Wall Street”.


Belfort jak nikt inny zna się na przekrętach i szastaniu nieswoimi pieniędzmi. I wszystko wskazuje na to, że tym razem intuicja go nie zawiodła. Powyższe słowa Belfort wypowiedział o imprezie, która odbyła się w maju 2011 r. w czasie festiwalu Cannes we Francji. Organizowała ją firma Red Granite, która była jednym z producentów filmu nakręconego na podstawie książki Belfourta.

Wynika z tego, że film o jednym z największych oszustów ostatnich dekad nakręcono w części za ukradzione pieniądze. Szczegóły tej niesamowitej historii opisują Tom Wright i Bradley Hope we właśnie wydanej w USA książce „Billion Dollar Whale: The Man Who Fooled Wall Street, Hollywood, and the World” (Szycha za miliard dolarów: Człowiek który nabrał Wall Street, Hollywood i świat).

Impreza z Cannes kosztowała ok. 3 mln USD. Ale była to tylko jedna z serii imprez, które finansował nieznany wówczas szerzej 28-letni Malezyjczyk Jho Low. Autorzy książki szacują, że w ciągu tylko ośmiu miesięcy na różnego rodzaju świętowania wydał on 85 mln USD, czyli ponad 300 mln zł. Jak można wydać na przyjęcia 300 mln zł?

Otóż na imprezy zapraszano modelki, które za kilka godzin „robienia tłoku” dostawały po 3000 USD. Lo kupował hurtowo żetony po 1000 USD i rozdawał gościom, by pograli sobie na jego koszt w gry hazardowe. Ostentacyjne zamawiał też butelki szampana po 50 tys. USD.

Opłacał również celebrytów z Hollywood, by zaszczycali jego uroczystości swoją obecnością. Regularnym bywalcami na imprezach Lo byli m.im. Leonardo di Caprio, Paris Hilton czy Jamie Foxx. Z książki wynika, iż Lo traktował te imprezy jako inwestycje, by „wyrobić sobie nazwisko” i nawiązać kontakty w Hollywood. Potrzebne mu to było, ponieważ miał wówczas na koncie 700 mln USD (później ta kwota jeszcze wzrosła), które koniecznie chciał zyskownie zainwestować. A jednym ze sposobów na pomnożenie fortuny miała być produkcja filmów.

Ale znacznie ciekawsze jest to, w jaki sposób 28-letni Malezyjczyk zdobył te 700 mln USD a opowiada o tym pierwsza cześć książki. Lo urodził się rodzinie emigrantów z Chin w Malezji. Jego ojciec był dość zamożny i stać go było by opłacić synowi czesnego w renomowanym brytyjskim liceum z internatem Harrow School w Londynie. A później wysłać go na studia w USA na Wharton Business School w Pensylwanii.

W tych dwóch miejscach Lo nawiązał kontakty, które umożliwiły mu w krótkim czasie zbicie fortuny. Wszystko wskazuje na to, że początkowo chciał dorobić się poprzez łączenie biznesmenów i polityków z różnych krajów. Dzięki przyjaciołom z krajów arabskich, których poznał na studiach, nawiązał kontakty z politykami i biznesmenami z państw regionu Zatoki Perskiej.

Nawet udało mu się doprowadzić do jednej, dużej inwestycji w Malezji. Problem polegał na tym, że nie dostał za swoją pracę żadnego wynagrodzenia. Lo doszedł do wniosku, iż musi „przyssać” się do organizacji, która mu dużo gotówki, jako że łatwiej będzie z takiej podmiotu wyciągnąć znaczącą „prowizję” za swoje usługi. Inspiracją dla niego były arabskie fundusze państwowe, w których gromadzono i inwestowano dochody z ropy naftowej.

Lo zauważył, że w jego rodzinnej Malezji również było trochę złóż tego surowca, ale nikt nie pomyślał, by założyć fundusz na wzór arabski. Długo lobbował za takim rozwiązaniem, ale przełom nastąpił, gdy w 2009 r. premierem Malezji został Najib Razak, który był ojczymem jego przyjaciela ze szkoły w Londynie.

Lo przekonał Razaka do swojego pomysłu argumentując, że fundusz z dużą ilością gotówki poza budżetem będzie można wykorzystać łącząc inwestycje z celami politycznymi (na przykład inwestując w regionach Malezji, w których premier chciałby zwiększyć poparcie dla siebie). Ostatecznie w 2009 r. powstał 1Malaysia Development Berhad oficjalnie po to, by sfinansować wspólne przedsięwzięcie wydobycia ropy z firmą PetroSaudi z pól w Argentynie i Turkmenistanie, do których firma miała prawa.

Malezyjczycy mieli na to przedsięwzięcie wyłożyć pieniądze. Niedługo po założeniu funduszu na konto tegoż przyszedł przelew z Malezji w wysokości 1 mld USD. Lo oficjalnie nie pełnił żadnej funkcji przy zakładaniu funduszu. Ale był on jego jego pomysłodawcą i premier Razak pozwolił mu obsadzić go swoimi ludźmi.

Tak więc gdy pieniądze przyszły na konto funduszu, Lo zmienił pierwotny plan pobrania prowizji za swoje usługi i zwyczajnie zlecił swoim ludziom przelanie 700 mln USD na konto kontrolowanej przez siebie (nieoficjalnie, formalnie właścicielem firmy była osoba do której należały jej akcje wystawione na okaziciela – to jest sposób na ukrycie do kogo należy spółka) w raju podatkowym.

To tylko początek fascynującej historii. Tym ciekawszej, że przekręt miał miejsce po 2009 r. a więc już po kryzysie finansowym, który rzekomo miał doprowadzić większego zwrócenia uwagi przez władze na całym świecie na przestępstwa finansowe. Tymczasem Lo i jego ludzie nie mieli większych problemów, by przelewać setki milionów dolarów z państwowych kont do spółek w rajach podatkowych, których właścicieli nie sposób było ustalić.

Finanse malezyjskiego funduszu badały najbardziej renomowane firmy audytorskie świata, co nie zapobiegło przekrętom. Jeżeli audytorzy mieli jakieś obiekcje, to ich firmę zwalniano, i zatrudniano takich, którzy zgodzili się podpisać pod sprawozdaniem finansowym w takiej formie, którą życzył sobie Lo i jego ludzie. Gorąco polecam „Billion Dollar Whale”, bo to świetnie napisana, bardzo aktualna książka, z której można się dowiedzieć więcej o tym jak funkcjonuje świat finansów międzynarodowych finansów, niż ze studiów ekonomicznych w niejednej szkole wyższej.

1 Komentarz

  1. Marcin

    Po przeczytaniu tej historyjki żałuję, że nie studiowałem biznesu w Ameryce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.