Paraliż decyzyjny, część 12

Kilka słów o naturze i źródłach paraliżu emocjonalnego oraz kilka ciekawostek na okrasę.

Co jest źródłem decyzyjnego paraliżu w inwestowaniu? Emocje? Nie. One są tylko reakcją ciała i umysłu na bodźce, percepcją owych bodźców i związanymi z tym myślami, doświadczeniami oraz wyobrażeniami. Źródło paraliżu tkwi w zupełnie innym miejscu niż myślą inwestorzy.

Źródłem tym jest przede wszystkim BRAK AKCEPTACJI DLA RYZYKA. A jeszcze wcześniej brak pełnej świadomości istnienia ryzyka lub bardziej precyzyjnie – brak w arsenale niedoświadczonego adepta narzędzi dla artykulacji i zmierzenia ryzyka.

Początkujący inwestorzy podążają zwykle jedną z dwóch ścieżek:

   Scenariusz 1.

Od razu przydarzają im się straty, zaczynają się gubić i żyć w przerażeniu, nie wiedząc, co z tym zrobić. Nie mając podobnych doświadczeń salwują się ucieczką z rynku. Jeśli jednak doznali podobnych zdarzeń w przeszłości, np. w biznesie, grach, hazardzie, życiowych problemach, to jest szansa, że to ogarną i może nawet wejdą na poprawną ścieżkę rozwoju. Do tego jednak potrzebują samozaparcia, cierpliwości i jakichś dobrych wskazówek. Żadna działalność ludzka nie jest bowiem taka jak trading, więc tego rodzaju umiejętności trzeba nauczyć się od niemal zera.

   Scenariusz 2.

Na początku udaje im się zrobić kilka zyskownych transakcji, chociaż nie posiadają żadnej lub niemal żadnej wiedzy w temacie, co jest jak najbardziej możliwe. I nawet potrafią przetrzymać stratną pozycję, o ile nie jest dramatyczna i w miarę szybko się cofa, co prowadzi ich do wniosku, że to jest w zasadzie łatwy chleb. Zderzenie ze ścianą przychodzi potem, gdy straty robią się częstsze i dotkliwsze, nie wracają, a jeszcze gorzej, gdy trzeba je zamknąć, bo ból robi się nie do wytrzymania lub kończy się depozyt.

A straty to przecież właśnie jeden z podstawowych wymiarów ryzyka. I choć traktują je w kategorii negatywnych doświadczeń, a nie parametru, który można określić i wpleść go w równania prawdopodobieństwa i kontrolować, to czują, że coś jest nie tak, że istnieje jakaś siła, która potrafi przerażać i zrobić sporo spustoszeń w psychice i na rachunku.

I kiedy nauczą się ryzyko wskazywać, nazywać i obliczać, przychodzi czas na lekcję numer dwa, znacząco trudniejszą. Otóż trzeba nauczyć się z tym czymś na co dzień żyć, a co więcej, świadomie takie życie akceptować! I choć spotyka nas ryzyko w wielu innych dziedzinach życia, to raczej nieświadomie i niezamierzenie (poza sportami ekstremalnymi, do których też trzeba się odpowiednio przygotować), a wypadki w życiu to raczej rzadkość niż norma.

Tymczasem w tradingu ryzyko ma swój bardzo częsty i natychmiastowy oraz dotkliwy objaw. Co rusz jakbyśmy przeżywali kolejny wypadek wpadając na stratę albo przynajmniej czasowe obsunięcie kapitału, siedząc na otwartej pozycji. A to właśnie generuje lęk. Pozbyć się go można jedynie przez BEZWARUNKOWĄ AKCEPTACJĘ RYZYKA, jako nierozłączną część procesu inwestycyjnego.

Wspaniale ujmuje to Mike Douglas w doskonałej książce „Trading in the zone”, wskazując czym różni się w tej kwestii profesjonalny inwestor od amatora:

„Kiedy akceptujemy ryzyko jak profesjonalista, to niczego, co robi rynek, nie postrzegamy jako zagrożenia. Jeśli nie ma zagrożenia, to nie ma się czego bać. Jeśli się nie boimy, to nie potrzebujemy odwagi. Jeśli nie jesteśmy zestresowania, to po co nam stalowe nerwy”.

To jedna z tych maksym, która powinna wisieć na poczesnym miejscu nad każdym komputerem.

Poznanie tego typu faktów to kolejny krok, który powinien wykonać aspirujący inwestor by uleczyć się z paraliżujących fobii. Niemal nikt bowiem kto przychodzi na giełdę nie posiada wbudowanego w psychikę prawidłowego zestawu przekonań oraz postaw wobec ryzyka i odpowiedzialności.

Co gorsza, przecież jesteśmy uczeni od dziecka ryzyka raczej unikać. To wszelkie „nie dotykaj”, „nie idź tam”, „nie rób tego” itd. A zresztą ewolucja przygotowała nas do tego, by robić wszystko dla unikania ryzyka, mamy to wdrukowane w mózg. Szansę na sukces mieli jedynie ci, który się temu oparli i jak to określa N. Taleb zaangażowali się w „skin in the game” (skóra w grze), czyli realne uczestnictwo zamiast teoretyzowania. Do tego trzeba również MOTYWACJI! Z reguły inwestorzy chcieliby zarabiać „bez zamoczenia się”.

Jak pisze Douglas w tej samej książce:

„Wielu z nas odczuwa lęki, o których wiemy, że są irracjonalne, ale po prostu decydujemy się żyć z taką wewnętrzną sprzecznością, ponieważ nie chcemy wykonywać emocjonalnej pracy, która jest niezbędna, abyśmy mogli przezwyciężyć lęk”.

Najważniejszego, czyli ryzyka można unikać w życiu, ale nie w tradingu. Żeby to zrozumieć, potrzeba pewnej psychologicznej transformacji, lektura powyższej wspomnianej książki to znakomita droga do tego celu. Przyswojenie jej daje szansę na to, że pochodzący z tego źródła paraliż powinien zniknąć, tak twierdzi wielu z tych, którzy ją czytali (niżej podpisany dwukrotnie). A jeśli nie jesteśmy na to gotowi, to trzeba zmienić hobby.

Obcowanie ze stresorem, czyli realne wystawianie się na ryzyko w transakcjach to najlepsza i w zasadzie jedyna droga nauczenia się owej akceptacji dla ryzyka.

Istnieje kilka wtórnych źródeł paraliżu, o czym w kolejnym wpisie.

P.S. Nie ma czegoś takiego jak szczęście początkującego. To przesterowany mit, napędzany relacjami tych, którym się udało. Przecież tylko zwycięzcy piszą historię 🙂 Przegrani milczą. Przynajmniej ja nie wierzę w to przekonanie, myślę, że dokładne statystyki nie potwierdzą tego mitycznego szczęścia. Ja osobiście go nie zaznałem.

P.S. 2

Taleb w książce “Skin in the game” przytacza ciekawą statystykę. Otóż gdyby na giełdę wpuścić samych idiotów i kazać im handlować ze sobą, skutek byłby taki sam jaki obserwujemy na co dzień: kursy nie byłyby mniej/bardziej efektywne. To jest jedynie kwestia porządnej ORGANIZACJI tego obrotu, żeby się nie pozabijali. Nie staram się wysnuwać daleko idących wniosków 🙂 Próbowałem sobie jedynie wyobrazić jak wyglądałyby kursy, gdyby dla odmiany wpuścić na parkiet samych geniuszy? I zdaje się, że znów nie wyglądałoby to inaczej niż mamy teraz…

—kat–

[Głosów:16    Średnia:4.5/5]

Polityka Prywatności

Tralalala


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.