Dziś przemówię z pozycji inwestora IKE, który na GPW próbuje znaleźć okazję do powrotu na rynek.
Mój portfel IKE zamienia się w jednorodny plan kupowania ETFów dostępnych na warszawskiej giełdzie, przede wszystkim tych opiewających na WIG20. Te na indeks S&P 500 wydają się dziś za drogie patrząc na P/E tamtego rynku. Z kolei te na DAX niewiele odbiegają obecną sytuacją od tego, co dzieje się u nas.
Chętnie zapakowałbym nasze ETFy do portfela na długie lata i przestał się nimi przejmować, ale ani rynek na to nie pozwala, ani moja traderska dusza. Szukając więc okazji na powrót do gry raz w tygodniu w weekend oglądam wykres WIG20. Obejrzyjmy wspólnie:
Zaczęliśmy spadać ze szczytu w styczniu, dokładnie wtedy, gdy szczytował rynek amerykański, tyle że po gwałtownej wyprzedaży po tzw. „volatility flash” na początku lutego oni ruszyli w górę, my w dół. I w zasadzie od tego momentu ruchy USA w dół my powtarzamy z większą siłą, ich ruchy w górę powielamy z wielką powściągliwością.
Co nas tak przygnębia? Czyżby nowe plany emerytalne, które znów z giełdy zdejmą sporo miliardów zaparkowanych w OFE? Ale póki nie ma konkretów, nie ciągnie nas to jak kamień na dno, próbujemy mimo wszystko falować w rytm amerykańskich indeksów.
Wydaje się, że rynki amerykańskie ruszą testować szczyt ze stycznia (inna sprawa czy będzie on udany czy skończy się jak ostatnia wyprawa polskich himalaistów na K2). Jeśli GPW również ruszy tym tropem to potrzebujemy jakiejś akumulacji i formacji odwrócenia.
W lutym indeks WIG20 wygenerował jedynie formację kontynuacji trendu spadkowego. Dopełniła ona tylko szeroką formację dystrybucji, która od września 2017 straszy nas kolejnymi zaokrąglonymi wierzchołkami na coraz wyższych poziomach i opiera się na poziomie zaznaczonym czerwoną linią na wykresie.
Teraz zaczyna się jakaś maleńka akumulacja, choć poczekałbym aż wybijemy się ewentualnie powyżej mini szczytu z początku marca (czerwona strzałka w górę). Kupiłbym wówczas niedużą porcję ETF, do ewentualnego powiększenia o ile rzeczywiście nadal będzie ruch wznoszący i okaże się, że początek roku to tylko korekta a nie jakiś większy odwrót w dół na dłużej.
W najgorszym razie takie wybicie mogłoby być jedynie powrotem w obszar owej szerokiej formacji wielomiesięcznej, którą roboczo można w sumie nazwać RGR, choć wygląda ona bardzo niesymetrycznie. Nieważna jednak jej nazwa, bo jeśli jednak jest formacją odwracającą, to spadki do 2100 pkt i niżej nie będą żadnym zaskoczeniem.
Gwałtowny ruch USA w górę w ostatni piątek po danych o bezrobociu uznałbym za zaskoczenie. Miesiąc czy dwa temu w identycznej sytuacji ich indeksy spadały w obawie o podwyżki stóp procentowych. Niewykluczone, że detonatorem tym razem okazała się informacja z Korei Północnej, której wódz nagle z wilka zamienił się w baranka. Ale już choćby niemiecki DAX nie uwierzył w te przebieranki. Ja nie czuję entuzjazmu, który pozwoliłby bić nowe rekordy, ale to rynek dyktuje werdykt, nie moje odczucia.
P.S. Czasami dostaję na mail analizy od czytelników z pytaniem co o nich sądzę. Mamy na blogach taką rubrykę na wpisy gościnne. Jeśli ktoś ma ochotę, to może spróbować swoich sił właśnie tam. Warunek by nie był to sam wykres lecz coś więcej do niego – jakiś opis, argumenty, fakty, scenariusz. Zresztą w tej rubryce można zaprezentować nie tylko analizę wykresu, lecz dowolną inną analizę tematów giełdowych, jakąś strategię, system transakcyjny, ciekawe statystyki czy nawet polemiki. Piszcie na kathay(małpka)interia.pl lub M.Wojciechowski(małpka)bossa.pl żeby omówić szczegóły. Proszę jednak nie przysylać tekstów publikowanych już w innym miejscu.
—kat—


