Styczeń przechodzi do historii

Najlepszy początek roku na Wall Street w naprawdę odległej historii. S&P500 z najmocniejszym styczniem od przeszło 20 lat. Słabość dolara i wzrost cen ropy. Zwyżki rentowności długu w USA i wreszcie najgorszy miesiąc dla BTC od trzech lat. Dynamiczny początek roku zmusza do postawienia pytania: co dalej?

Statystycznie rzecz biorąc dobry styczeń na Wall Street uznaje się do prognostyk dobrego roku. Wedle wyliczeń historyków rynkowych, cztery na pięć przypadków w historii S&P500 po dobrym styczniu miał przed sobą generalnie dobry rok, niezależnie od okresowej zmienności. Optymizm rynku na starcie okazywał się dobrym prognostykiem na kolejne 11 miesięcy. Oczywiście mówimy o prawdopodobieństwach na bazie danych z przeszłości, więc gwarancji nie ma, bo statystyka to wredna franca, która mówi o szansach i zawsze grzecznie przypomina, iż każdy scenariusz – jak i każda hossa – ma swój ogon. Jak pamiętamy z Taleba cała zabawa z ogonami polega na tym, żeby być rzeźnikiem, a nie indykiem.

Technicy będą widzieli ryzyka w braku korekty i hiperbolicznym wzroście części spółek oraz indeksów. Fundamentaliści podkreślali wzrost zysków spółek i najmocniejszą kondycję gospodarki amerykańskiej od wielu kwartałów. Analizujący cykle gospodarcze będą podkreślali późną fazę obecnego ożywienia i siwą brodę rynku byka. Zwolennicy rysujących się na horyzoncie ryzyk będą straszyli wzrostem rentowności długu i zmianami w polityce banków centralnych, a permanentne niedźwiedzie, jak zawsze, będą czuły wszędzie swąd rozgrzanej do czerwoności bańki spekulacyjnej. Aż chciałoby się przypomnieć kilku, których po 2008 roku tak ukochały media…

Ciekawostką jest to, iż każdy może mieć troszkę racji, ale to rynek przyzna ordery dobrych prognostyków w końcówce grudnia. Bez wątpienia radykalny wzrost optymizmu znacząco utrudnia ocenę rynków w krótkiej perspektywie. Całość może skończyć się fajerwerkiem optymizmu, którego elementy już dzisiaj obserwujemy, albo złagodzeniem wycen i nudnym, kolejnym rokiem hossy, w którym będziemy zapominali o kryzysie 2008 roku i ryzykach związanych ze wzrostem długu i niestabilnością polityczną. Warto bowiem pamiętać, że nie każda hossa kończy się bańką spekulacyjną.

W najtrudniejszej sytuacji są osoby, które w końcówce zeszłego roku poddały się magii bitcoina. Rosnące zainteresowanie władz (nadzoru, banków centralnych i służb podatkowych) szumem, jaki wywołują kryptowaluty i wprowadzenie kontraktów na BTC zaczęły spuszczać powietrze z mocno rozdętego balonika. Na rynku nie ma dziś osoby, która kupiła BTC na początku miesiąca i mogła zrealizować spokojnie zyski. W styczniu BTC stracił na wartości około 30 procent, a spadek od grudniowego szczytu wyniósł ponad 48 procent. Kontrariańsko nastawieni gracze będą widzieli swoją szansę, a realiści ryzyko całkowitej anihilacji tego rynku.

[Głosów:7    Średnia:4.9/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *