O naturze i powabie ryzyka, vol. 3

W tym wpisie postaram się krótko przybliżyć rodzaje ryzyk, z którymi mamy do czynienia na giełdzie czy forexie, oraz wskazać sposoby radzenia sobie z negatywnymi ich konsekwencjami.

To, co najbardziej trapi inwestorów i dotyka cyklicznie ich portfeli, to Ryzyko RYNKOWE, zwane też SYSTEMATYCZNYM, największy wróg posiadaczy akcji. I to ono właśnie kojarzone jest przede wszystkim z masowymi wahaniami kursów, czyli zmiennością, która pokazuje temperament samego rynku. Najogólniej rzecz biorąc, to ryzyko wyraża się we wrażliwości cen na znacznego stopnia zmiany w otoczeniu, które w konsekwencji powodują spadki kursów na całym rynku, globalnym lub w danym kraju, co w rezultacie generuje potencjalne straty w portfelach szerokich rzesz inwestorów. Czynnikami powodującymi powstanie tego typu ryzyka są wydarzenia o doniosłym charakterze w skali makro: recesja gospodarcza, wstrząsy polityczne, wojny, terror czy też katastrofy naturalne. W ich wyniku praktycznie cały szeroki rynek wchodzi bądź w fazę krachu lub bessy, bądź głębokiej korekty. Wyznacznikiem jest tu masowa dotkliwość skutków.

Ale ryzyko Rynkowe obejmuje sobą poza tym akcyjnym jeszcze 3 inne rodzaje ryzyk, generowanych przez te same czynniki wyżej wymienione:

1. Walutowe

Straty mogą się więc pojawić z tytułu zmiany kursów walut lub ich zmienności (znacznych wahań). Wówczas tracić mogą na wartości nie tylko pozycje walutowe, ale również np. akcje zagranicznych firm, które posiadamy w portfelu, a których cena sama w sobie nie uległa zmianie.

2. Stopy procentowej

Potencjalne straty mogą nastąpić z powodu zmiany stóp procentowych lub ich zmienności, co ma ścisły związek z fluktuacją w stawkach międzybankowych pożyczek (np. LIBOR).

3. Surowcowe/towarowe

Jak sama nazwa wskazuje chodzi o wstrząsy na rynkach towarowych (np. miedzi, węgla, ropy, kawy, złota itd).

Ta kategoria ryzyk, przede wszystkim na interesującym nas najbardziej rynku akcji, ma pewną szczególną cechę, z którą branża nadal nie umie sobie skutecznie poradzić. Chodzi o to mianowicie, że NIE DA się ich zdywersyfikować, tak by zmniejszyć obsunięcia lub straty w portfelu, i chodzi o zdywersyfikowanie w ramach tej samej grupy aktywów. Nie ma więc znaczenia ile i jakich spółek akcje trzymamy na rachunku, kiedy pojawia się ryzyko SYSTEMATYCZNE, traci na wartości niemal cały szeroki rynek. Odczuwają to również inwestorzy  trzymający w portfelach pochodne na wszelkie indeksy, w tym tak popularne ostatnio ETF-y. Do pewnego stopnia Buffett ma rację mówiąc, że „dywersyfikacja nie ma sensu, jeśli inwestor nie wie co robi”. Dywersyfikacja bowiem uśrednia jedynie zyski podczas hossy, a podczas bessy wyłącznie uśrednia straty zamiast je eliminować.

Co nie znaczy, że nie istnieją metody obrony przed wspomnianym ryzykiem.

Pierwsza linia defensywy to podział kapitału na wiele aktywów. Problem w tym, że podczas znaczących przesileń wszystkie niemal rynki drżą w posadach i generują obsunięcia. Najprościej jednak do akcji dołożyć obligacje (lub fundusze na oparte na nich lub rynkach pieniężnych), czy też jakieś fundusze niezwiązane pozytywną korelacją np. grające aktywnie na towarach, nieruchomościach czy za pomocą algorytmów.

Druga linia obrony to powszechnie polecany sposób w formie zabezpieczenie portfela (ang. hedging). Szczególnie na rynkach pochodnych, czyli krótkie pozycje w kontraktach terminowych czy opcjach. Ponieważ większość inwestorów nie posiada w tym zakresie wiedzy i umiejętności, można zrobić to prościej – kupując jednostki funduszy inwestycyjnych grających na spadki, które zwykle mają w nazwie SHORT i są w Polsce dostępne bez problemu.

Zmartwienia tego typu nie mają natomiast traderzy, ryzyko tego typu eliminują za pomocą zleceń obronnych, które likwidują po prostu pozycje. Ich wrogiem jest natomiast szum. Ryzyko SYSTEMATYCZNE to nie tylko sam spadek kursów szerokiego rynku, to także znaczny wzrost zmienności, która generować może wiele fałszywych sygnałów. Ale czy sama zmienność, którą w instytucjach traktuje się jako miarę ryzyka i regularnie demonizuje, może rzeczywiście być ryzykiem dla inwestorów, nastawionych na długie terminy? Niekoniecznie, ryzyko nie jest przecież tożsame ze stratą, jak przywoływałem w definicjach w poprzednim wpisie, jest jej co najwyżej potencjalną zapowiedzią, możliwą opcją. Papierowe obsunięcia kapitału nie muszą więc oznaczać od razu tragedii dla portfela, ale jak wskazują statystyki, spadki szerokiego rynku niejednokrotnie generują w inwestorach na tyle silne obawy, że pozbywają się oni akcji (czy funduszy, walut), decydując się na realizację powstałych strat.

Dużo optymistyczniej wygląda to w przypadku drugiej zasadniczej kategorii ryzyka, zwanego NIESYSTEMATYCZNYM, lub SPECYFICZNYM. Jego charakter przejawia się w tym, że dotyka jedynie pojedyncze spółki albo branże, a nie cały rynek, tak więc skala jego oddziaływania i czynniki sprawcze mają dużo mniejszą, lokalną rangę. Do tej kategorii zaliczyć można bankructwa firm lub ich przejściowe kłopoty, czy też np. problemy branży związane z prawem i regulacjami (choćby takiego typu, jak w naszym systemie bankowym przez poprzedni rok).

Metody radzenia sobie z ryzyko SPECYFICZNYM opierają się przede wszystkim na tym, co nie pomaga w przypadku wyżej wspomnianego ryzyka RYNKOWEGO, czyli na magicznym słowie DYWERSYFIKACJA. Można więc niejakoby „kupić sobie ubezpieczenie” w obrębie tego samego aktywu, a w takim razie portfel spółek wybranych z różnych branż pozwoli przetrwać kłopoty jednej z nich. Stąd posiadanie tylko jednej czy dwóch spółek jest ryzykownym podejściem. Pechowcy mogą trafić na portfel samych bankrutów, szczególnie jeśli będą to małe, niestabilne spółki, a wówczas tego rodzaju rozdysponowanie kapitału również nie zadziała. Natomiast nie dokonuje się raczej w obawie przed tego rodzaju ryzykiem typowego ‘hedgingu’ (zabezpieczania portfela z tego tytułu derywatami).

Ale i rosnące kursy traktowane są również jako źródło ryzyka w inwestowaniu. Nie kupuję jednak tezy, że szybko rosnąca spółka jest ryzykowna dlatego, że jej szczyt notowań jest coraz bliższy. Być może jest relatywnie droższa, ale praktyka pokazuje, że jej wzrosty mogą trwać latami. Kiedyś Apple czy Google uważane były za spółki mocno ryzykowne, dziś są wiele razy droższe i uważane za ‘blue chips’, do tego stopnia, że sam mistrz Buffett w ostatnim kwartale kupił tej pierwszej za miliony dolarów. Oczywiście dziesiątkom innym spółek technologicznym tak się nie powiodło, ale ich problemem z ryzykiem nie tyle było to, że tak rosły, ale po prostu klasyczne ryzyko SPECYFICZNE opisane wyżej. Natomiast rosnące kursy są rzeczywiście ryzykiem dla posiadaczy pozycji krótkich, i to bardzo niesymetrycznie większym niż dla kupujących. A to dlatego, że kupno akcji spółki powoduje, że można stracić najwyżej 100% wyłożonego kapitału, gdyż kurs nie spadnie więcej niż o 100%. Natomiast po stronie krótkiej wygląda to drastycznie niebezpieczniej, jako że akcje mogą rosnąć setki czy tysiące procent.

W zasadzie z punktu widzenia inwestora, czyli gracza pozycyjnego bez względu na horyzont czasowy, do powyższych ryzyk dodać można pomniejsze, typu choćby:

Ryzyko WYCENY, czyli prawdopodobieństwo zainwestowania w spółkę, której wartość wewnętrzna jest niższa niż cena rynkowa akcji.

Ryzyko BROKERA, a więc niebezpieczeństwo, że firma obsługująca nasz rachunek zniknie lub zbankrutuje. Wprawdzie pieniądze u klasycznych brokerów są w znacznym stopniu chronione i trzymane na osobnych rachunkach, ale jak pokazuje przykład np. REFCO, odzyskanie ich może kosztować sporo czasu i nerwów oraz utraconych korzyści alternatywnych. Natomiast w przypadku niektórych brokerów forexowych pieniądze znikały bezpowrotnie.

Pozostają one jednak w cieniu 2 najważniejszych – rynkowego i specyficznego. Natomiast o kilku ryzykach dotyczących w zasadzie jedynie traderów w kolejnym wpisie.

***

Przy okazji: bardzo dziękuję naszemu Czytelnikowi Piotrowi Zającowi z Parkietu za docenienie tego bloga w zestawieniu polecanych polskich blogerów.

—kat—

[Głosów:6    Średnia:4.7/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *