W poszukiwaniu drogi do sukcesu, część 9

W kolejnym wpisie z tej serii 2 podejścia do przewagi nieco mniej popularne, choć wcale nie gorsze przez to.

ARBITRAŻ

To rodzaj strategii, która zakłada zysk bez ryzyka w wyniku inwestycji zwykle w 2 instrumenty jednocześnie, po przeciwnych stronach (krótka i długa). Dla algorytmów to chleb powszedni, a czy istnieją jakieś okazje tego typu w zasięgu ręki inwestorów indywidualnych?

Najczęściej wymienia się widełki między kontraktami terminowymi z serii o różnym terminie wygasania. Lub kontraktem i instrumentem, na którym jest oparty, lub ich grupą (kontrakt na indeks a koszyk akcji z tego indeksu). Pierwsze lata naszych kontraktów FW20 to były prawdziwe żniwa w tym zakresie. Nadal można się w to bawić, choć już z tym zyskiem nie jest aż tak różowo. Potem była gra w różnice wycen walut między różnymi brokerami forexowymi. A dziś można się pokusić np. o różnicę między kontraktami CFD na ropę WTI i Brent, która schodzi się od zera do 2-3 dolarów. Arbitraż przeprowadzać można również w odniesieniu do anomalii, wspominanych nieco wcześniej w tym cyklu. Widzę również, że coraz częściej propaguje się tzw. pairs trading, czyli grę na zniwelowanie różnic w kursach 2 akcji o bardzo podobnym charakterze.

Nie są to jednak strategie, po które sięgają ze swobodą i nader często inwestorzy indywidualni. Nie mówiąc o tym, że przeprowadzane bez precyzji mogą nieść za sobą ryzyko (sławny przypadek funduszu Amaranth). Najszybciej uda się wypatrzyć je na danych z przeszłości, również na wykresach. Przewaga w nich tkwiąca ma w zasadzie automatyczny charakter. Od inwestora wymaga wiedzy o tym jak je szukać i eksploatować, nie ma tu specjalnie miejsca na większą kreatywność poza dokładnym sprawdzeniem realności przeprowadzenia transakcji arbitrażowej i źródeł powstałej nieefektywności. To raczej okazje inwestycyjne niż sposób na dostatnie życie  z giełdy, ale wymagają wspomnienia, przede wszystkim dlatego, że za chwilę do nich powrócę w kolejnym punkcie.

ARBITRAŻ CZASOWY

Brzmi dość zagadkowo, ale zapewniam, że wielu inwestujących nie raz miało okazję robić to, co pod owym pojęciem się kryje. Sam przyznam zresztą, że moje inwestowanie z IKE jest w 100% oparte właśnie na tej metodzie.

Jej angielska nazwa brzmi: time arbitrage. Dość trafnie nawiązał do niej niegdyś Warren Buffett, w którego skarbnicy myśli znalazł się taki mniej więcej bon-mot: najcenniejszym aktywem jaki posiadają inwestorzy jest po prostu czas. Takiego luksusu nie posiadają chociażby profesjonalni zarządzający, którzy co kwartał są wzywani do tablicy żeby pochwalić się wynikami, i co stwarza sporą presję na zyski i ich osobistą karierę. Do tego indywidualny inwestor posiada jeszcze jedną zaletę: możliwość szybkiego przepływu pieniędzy między pozycjami i instrumentami. Choć to akurat nie jest w tym przypadku aż tak ważne, co najwyżej w jednym zaledwie momencie.

Ten rodzaj arbitrażu bierze swój początek z kilku źródeł:

– niechęci do nieustannego timingu, aktywnego analizowania, podejmowania decyzji i żonglowania pozycjami,

– parcia na odrobinę aktywniejsze podejście niż zwykłe „kup i trzymaj”, które nie posiada w zasadzie żadnych założeń i nie ma dla niego znaczenie miejsce wejścia na rynek lecz czas,

– okresowej nieefektywności wycen aktywów, przede wszystkim akcji, spowodowanych zmiennością samych cen a nie zmianami w fundamentach rynku.

Taktyka jest naprawdę prosta: czekamy na okazję, czyli większą przecenę akcji, indeksów lub pochodnych na nich opartych, ale i funduszy inwestycyjnych w nie inwestujących, by dokonać kupna nieco w kontrze do rynku, gdy nastroje panują raczej sprzedażowe. Potem pozycję chomikujemy na długi okres, miesiące lub nawet lata. Założenie jakie przyświeca tego rodzaju podejściu: rynki przechodzą okresowo korekty dla własnej higieny, spowodowane strachem, niecierpliwością i nadmiarem płochej podaży, ale i tak wkrótce wracają na stare tory wzrostów. Nawet jeśli są to głębsze bessy, prawo cyklów  giełdowych sprawia, że stają się one najlepszą okazją inwestycyjną.

Takie wahnięcia w dół, połączone z długim horyzontem inwestycyjnym generują właśnie możliwość „arbitrażu”, czyli zakupu po okazyjnej cenie, gdy długoterminowe trendy w wartości poszczególnych aktywów nie pokrywają z trendami ich kursów. Do tego dokładamy dywersyfikację portfela, przy czym pewniejszą lokatą są choćby indeksy, bywa bowiem, że akcje rzeczywiście nie tylko wpadają w takie okresowe wahnięcia, lecz spadają w niebyt. Dlatego dywersyfikacja staje się panaceum na tego rodzaju ryzyka.

Jedyna analiza jaką potrzeba tutaj przeprowadzić to stan rynku wobec długoterminowych trendów. Nie ma zasadniczo specjalnych zasad zarządzania ryzykiem, a więc wchodzenie pod prąd wiąże się z naturalnymi obsunięciami kapitału, można więc dodatkowo przeprowadzić skalowanie pozycji (wejście na raty). Nie istnieją obawy kupna rynku na szczytach jak dzieje się to często podczas rozgrzanej hossy, ponieważ to ruch przeczący filozofii tego podejścia. Co więcej, przewagę istniejącą w tej strategii da się w dużym przybliżeniu wyliczyć korzystając z danych historycznych, co zresztą pokaże w jednym z przyszłych wpisów, można bowiem w pewnym stopniu zautomatyzować owo podejście.

Przykłady:

„Kup złe wiadomości, sprzedaj dobre”. Taka okazja pojawia się gdy spółki podają rozczarowujące raporty za kwartał (czy nawet dwa), co często nie zmienia ich perspektyw, generuje jednak strząśnięcie tzw. słabych rąk. To jednak wyzwanie dla nieco bardziej dociekliwych inwestorów, którzy potrafią ocenić wpływ aktualnego raportu na fundament spółki.

Dużo prostsza taktyka: kup roczne minima. Np. indeksów albo najbardziej solidnych spółek objętych indeksem WIG30. To akurat dość łatwo zweryfikować pod względem istnienia przewagi, dodając długoterminowe stopy realizujące zyski (stop czasowy) za okres roku czy 3 lat. O ile samo sprawdzenie przewagi sięga do metod statystycznych (czy systemów mechanicznych), o tyle praktyczne stosowanie nie wymaga żadnych specjalnych programów czy wykresów. Roczne minimum można znaleźć w wielu zestawieniach giełdowych.

CDN.

—kat—

[Głosów:6    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *