W poszukiwaniu drogi do sukcesu, część 7

W tym wpisie kolejna metoda poszukiwania przewagi za pomocą jedynie specyficznego sposobu zarządzania wielkością pozycji (i teoretycznie ryzykiem).

UŚREDNIANIE

Żeby wejść dobrze w temat podzielę się informacją: nie pamiętam bym kiedykolwiek przeczytał w dziesiątkach książek, setkach artykułów czy w szeregu wywiadów z profesjonalistami, by ktokolwiek pozytywnie wypowiedział się o uśrednianiu pozycji. Co więcej, głosy w tej kwestii zwykle piętnują tego rodzaju podejście („losers average losers” Paul T. Jones). Mimo to jest ono powszechnie stosowane.

O czym w ogóle mowa? O powiększaniu stratnej pozycji przez wydatkowanie kolejnych środków na dokupienie danego instrumentu po cenie korzystniejszej niż przy pierwszym wejściu na pozycję. Można więc dokupić taniejące akcje tej samej spółki, albo otwierać coraz wyżej krótkie pozycje np. w rosnących cenach ETFa na indeks.

Dlaczego uważa się to za nieracjonalne, a wręcz samobójcze?

Po pierwsze z powodu znacznego zwiększania ryzyka (coraz większy kapitał narażony na straty). Na lewarowanych rachunkach niejednokrotnie kończy się to bankructwem. Jedna taka zła pozycja może wyczyścić cały kapitał powstały z wielu transakcji, które się uśredniać i zyskać udało.

Po drugie z powodów fundamentalnych. Kiedy chodzi o akcje, i  jeśli one nieustannie tanieją, to często musi istnieć tego spadku uzasadniony powód (bankructwo spółki, fatalne wyniki). Szansa na odwrót nie zawsze więc istnieje. W przypadku szeregu innych aktywów powodem prozaicznym jest po prostu znaczący trend w aktualnym cyklu, dekoniunktura obciążająca długie pozycje lub koniunktura zabijająca krótkie.

Po trzecie – z powodu negatywnych doświadczeń w tej mierze autorów słów tego rodzaju. I głośnych przypadków utraty kapitałów przy tego rodzaju grze przeciw rynkom (Lehmann Brothers, Enron, Worldcom, Universal itd.).

Po czwarte – z powodów psychologicznych. Nawet jeśli rachunek sam się nie wyzeruje, czasem sam jego właściciel przygnieciony emocjonalnie rosnącym długiem poddaje się i sam likwiduje pozycję mocno zanurzoną w czerwieni.

Mechaniczne powiększanie pozycji, dokonywane bez związku z sytuacją wybranego papieru wartościowego, ma za zadanie obniżyć średnią cenę zakupu (lub podwyższyć w sprzedaży krótkiej), przez co zakończenie transakcji z zyskiem jest możliwe dużo wcześniej. Wprowadza to jednak pewną asymetrię, ponieważ zyski są zwykle proporcjonalnie znacząco niższe niż ponoszone ryzyko. Dlatego jest to kolejna istotna przyczyna strat na forexie (lub CFD).

Czy można mówić w tym przypadku o przewadze (pozytywnej wartości oczekiwanej)? W sensie mechanicznym tak. Pod warunkiem wszakże posiadania głębokiej kieszeni i dość ostrej kontroli wielkości pozycji w tego rodzaju rozgrywce, która nigdy i tak nie da pewności na sukces. Uśredniane akcje mogą spaść do zera (strata maksymalnie 100% przy braku lewara). Uśrednianie krótkie pozycje mogą przynieść straty dużo szybciej, ponieważ wzrosty są nielimitowane (rzędu setek procent). Tracący i bankrutujący zawsze przeliczają się w swoich możliwościach wytrzymania obsunięcia, za bardzo licząc na szczęśliwy obrót sprawy. Jest to więc strategia w dużym stopniu tylko pozornie efektywna. I tym razem ponownie nie mam na celu jej dezawuowania, ktoś może jednak skutecznie potrafić ją stosować, ani też nie wystąpię w jej obronie, zbyt łatwe rodzi to potem nadzieje.

Mechaniką działania przypomina pasywne podejście. Nie wymaga bowiem w najprostszej wersji zbierania i przetwarzania informacji, podejmowania skomplikowanych wyborów, kompleksowych analiz. Trafność ma zapewnić jedynie aktywne podejście do kwestii zarządzania ryzykiem i kapitałem. Znaczenie ma więc w zasadzie skrupulatna matematyka i rachunek prawdopodobieństwa. Teoretycznie przewaga tkwi w samej konstrukcji tego rodzaju „strategii”, ale to inwestor jest wartością dodaną, podejmując najważniejsze decyzje o wielkości i miejscu zwiększenia zaangażowania.

Testowanie tego podejścia na danych historycznych obarczone jest solidnym błędem iluzoryczności. Pewne przybliżenie można uzyskać biorąc pod uwagę częstotliwość i sposób bankructw spółek, problem w tym, że wypadają one z baz danych, nie dając stosownego poglądu. Dużo łatwiej zaplanować grę po stronie kupna na pozostałych akcjach (i indeksach) na danych z przeszłości, ale już wszelkie inne instrumenty nie pozwalają na taki luksus, historyczne poziomy mają często małą wartość użytkową (jak choćby funt ostatnio).  Ryzyko można zredukować przez działanie na kilku nisko lub przeciwnie skorelowanych instrumentach, jednakże jedna mocno zanurzona pozycja i tak będzie zjadać większość kapitału, blokując działania na reszcie rynków.

Praktyka wstępna na demo czy papierze może wprawdzie przynieść pewne poczucie dynamiki tego podejścia, jednak nigdy nie odda realnego zagrożenia, gdy to ruchy MAE (przeciwne do kierunku pozycji) o większych niż wyobrażalne zasięgach, demolują rachunek na wielokrotnie uśrednianej pozycji, w której straty kumulują się w sposób nieliniowy, zależny od szybkości i stopnia uśredniania na kolejnych poziomach. Uśredniać można przy użyciu coraz większych albo malejących stawek. Większe stawki to szybsze zmniejszenie średniej ceny wejścia na rynek, ale znacznie szybciej rosnące ryzyko.

Nie każde uśrednianie posiada ten sam sens i cel, pomimo wrażenia identyczności dla kogoś, kto patrzy na to z zewnątrz, a więc ponownie może nastąpić tutaj stworzenie psychologicznego alibi. Istnieje kilka działań strategicznych o podobnej mechanice, ale o przewadze leżącej w nieco innym miejscu:

1. Skalowanie

To budowanie normalnej wielkości pozycji na raty z pełną kontrolą ryzyka, używane jako usprawnienie w wielu innych strategiach (np. technicznych), podczas gdy uśrednianie to cel sam w sobie, oparty o ponadnormatywne powiększanie pozycji przy nieliniowo zwiększającym się ryzyku.

2. Piramidowanie

To wprawdzie zwiększanie normalnej wielkości pozycji, ale w kierunku zysków jedynie i z kontrolą wielkości ryzyka za pomocą stopów.

3. DCA i jej modyfikacje

DCA (Dollar Cost Averaging), czyli systematyczne wydatkowanie zawsze tej samej kwoty na zakupy zarówno po stronie zysków i strat; jest rodzajem skalowania, zakłada bowiem cykliczne budowanie na raty pełnej pozycji przy okresowych dopływach kapitału; nie używane na instrumentach lewarowanych; dokonywane z długookresowymi założeniami.

4. Powiększanie pozycji o podłożu fundamentalnym

Dokupowanie np. akcji, które zostają przecenione nie z powodów fundamentalnych, ale cyklicznych korekt (impuls cenowy), z długoterminowym celem, dużymi szansami na wzrosty i kontrolą ryzyka.

5. Arbitraż i inne strategie o znanej przewadze i ryzyku (np. opcyjne).

Jest nawet takie powiedzenie: „double in trouble” (podwój pozycję w razie kłopotów).

Co ciekawe, uśrednianie pozycji w celach typowo mechanicznych jest stosowane (i udowodnione) przez profesjonalistów, głównie w funduszach hedgingowych. Jednakże ma ono nieco inne podłoże. Zdarza się zasadniczo wówczas, gdy zarządzający ryzykuje swoją karierą i w próbie obrony decyduje się na nieco pokerową zagrywkę z dokupieniem przecenionych mocno akcji posiadanych w portfelu, które rokują jednak szanse na powrót do jakichś wzrostów.

Akcje mają tendencje do bankructw i przejścia do rankingu śmieciowego, nieco bezpieczniejsze pod tym względem jest mechaniczne uśrednianie instrumentów opartych na indeksach. Ilość niepowodzeń wskazuje jednak, że tego rodzaju „przewaga” szybko może ulecieć pod wpływem rosnącej zmienności rynku i braku limitów na rozsądek.

CDN

—kat—

[Głosów:5    Średnia:4.2/5]

1 Komentarz

  1. Marcin

    Wśród "działań strategicznych o podobnej mechanice" brakuje rebalancingu, który jest też rodzajem uśredniania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *