Jak zdobywano giełdowy dziki zachód

Na spekulacjach giełdowych zgromadził majątek większy od fortuny Bill Gatesa, Warrena Buffeta i Henry Forda a jednak w Polsce prawie nikt o nim nie słyszał. Mowa o Jay-u Gouldzie XIX w. amerykańskim rekinie giełdowym. Doskonałą biografię Goulda wydał w USA Edward J. Renehan Jr. Jej tytuł to „Dark Genius of Wall Street: The Misunderstood Life of Jay Gould, King of the Robber Barons”.

Tytuł publikacji można przetłumaczyć na polski jako „Ciemny geniusz Wall Street. Niezrozumiane życie Jaya Goulda, króla „baronów rozbójników””. Termin „baron rozbójnik” „ang. robber baron” został wymyślony w USA jako określenie XIX w. biznesmenów, którzy – zdaniem autorów terminu – bezwzględnie, wręcz „po trupach” dążyli do bogactwa. Tym mianem określano m.in. Johna Rockefellera, Andrew Carnegie, J.P. Morgan i właśnie Jaya Goulda. Czy słusznie?

Gould faktycznie dorobił się olbrzymiej fortuny, dziesiątej największej w historii USA i to mimo tego, że żył zaledwie 56 lat (dla porównania John D. Rockefeller zmarł gdy miał 97 lat) co pozwala przypuszczać, że gdyby pożył dłużej miałby szanse zawalczyć o miano najbogatszego Amerykanina w historii. Oczywiście mówimy o majątku w stosunku do PKB USA w momencie śmierci (bo inaczej trudno by było porównywać majątki zbite w XIX w. do fortun uzyskanych w XXI stuleciu).

Przy takich założeniu można przyjąć, że majątek Jaya Goulda to odpowiednik dzisiejszych 78,3 mld USD. Dla porównania Bill Gates zgromadził 74 mld USD, Henry Ford 67 mld USD a Warren Buffet 63,8 mld USD. Kariera Goulda to faktycznie historia od pucybuta do milionera, bo urodził się 27 maja 1836 r. w stanie Nowy Jork jako syn ubogiego farmera (miał także pięć starszych sióstr). Rodzina do tego stopnia był biedna, że je członków nie stać było na kupowanie ubrań (matka je szyła).

Od dziecka Gould wyróżniał się jednak ambicją. Nie znosił życia na wsi i robił wszystko, by wyrwać się z rodzinnej farmy. Pilnie się uczył (był w szczególności dobry z matematyki) a kiedy skończył 13 lat zaczął prowadzić rachunkowość miejscowemu kowalowi. Gdy miał 15 lat ojciec wysłał go na praktykę do sklepu z metalowymi rzeczami w pobliskim miasteczku Roxburry. Liczył, że chłopak zainteresuje się prowadzeniem podobnego biznesu. Tymczasem Jay mierzył znacznie wyżej.

Pożyczył od właściciela sklepu narzędzia do pomiarów terenu i zaczął się uczyć jak ich używać. Następnie, przez znajomego, zdobył zlecenie na zrobienie mapy sąsiedniego hrabstwa Ulster. Mając 16 lat i 5 USD w kieszeni wyprowadził się z domu. Niedługo później młody Gould był już nauczycielem geodezji w Roxbury. Kiedy skończył 19 lat miał w banku 2000 USD oszczędności wartych tyle co 56 tys. współczesnych dolarów, czyli 210 tys. zł. Cztery lata później, w 1859 r. 23-letni Gould miał na koncie 80 tys. USD kapitału (wartych 2,3 mln USD), które zgromadził m.in. zakładając garbarnie z bogatym biznesmenem Zadockiem Prattem (w spółce on, w zamian za udziały, wnosił pracę a biznesmen kapitał), którego poznał przy okazji robienia mapy.

To wtedy właśnie uznał, że chce spróbować swoich sił na amerykańskiej giełdzie:”Na Wall Stret można nauczyć się magicznych sztuczek i zamierzam je wszystkie poznać” – pisał w liście do przyjaciela. Przez trzy lata metodą prób i błędów uczył się inwestować. Analizował także działania najlepiej radzących sobie graczy i czekał na dogodną okazję do pomnożenia kapitału. Ta nadarzyła się jesienią 1863 r. gdy zgłosił się do niego niejaki D.M. Wilson, biznesmen z którym wcześniej robił interesy. Zaproponował on Gouldowi kuno wartych 50 tys. USD obligacji linii kolejowe Rutland&Washington Railroad.

Firma przynosiła straty i biznesmen chciał za wszelką cenę pozbyć się papierów wartościowych żądając za nie 10 proc. ich nominalnej wartości. Gould zauważył jednak, że prawo z 1850 r. zezwalało na zamianę takich obligacji na akcje. Dokonując tej operacji w stosunku tylko do części obligacji mógłby przejąć kontrolę nad spółką. Przyszły miliarder wykorzystał swoje wolne środki oraz pożyczkę od teścia i przejął władze w spółce mianując się jej prezesem. Jednocześnie zrestrukturyzował firmę ucząc się prowadzeniu biznesu kolejowego. W maju 1865 r. sprzedał akcje Rutland&Washington Railroad zarabiając na nich 100 tys. USD.

Następnie wykorzystał ten sam manewr, by zaatakować interesy samego Corneliusa Vanderbilda także jednego z najbogatszych Amerykanów w historii. Dzięki współpracy z innym inwestorem z Wall Street, niejakim Danielem Drew dostał się do zarządu kolejnej spółki kolejowe Erie Railroad (nazwa pochodziła stąd, że na początku łączyła ona Nowy Jork z jeziorem Erie). Firma miała problemy finansowe, ale chciał ja przejąć wspomniany wcześniej Cornelius Vanderbild.

Gould ze wspólnikami emitowali obligacje spółki, które następnie zamieniali na akcje. W efekcie udziały Vanderbilda w spółce malały choć ciągle dokupywał on nowe akcje. Jednocześnie ze zwiększaniem podaży akcji na rynku przyszły miliarder dokonywał krótkiej sprzedaży udziałów. Gould doskonale wykorzystywał to, że nie było żadnych obostrzeń jeżeli chodzi o manipulowanie cenami akcji.

Potrafił na przykład ogłosić, że Erie Railroad zerwie kontrakt z firmą United Express Company (UEC), która korzystała z jej pociągów do przewozu przesyłek wcześniej dokonując krótkiej sprzedaży jej udziałów. Niedługo później kupował akcje UEC i dementował informacje o zerwaniu z nią współpracy zarabiając tym razem na wzroście kursu akcji spółki.

Jednak chyba najbardziej „bezczelną” akcją Jaya Goulda była próba manipulowania prezydentem USA dla własnych korzyści finansowych. Wykorzystał do tego fakt emisji przez rząd USA tzw. greenbacków, czyli papierowych dolarów, których nie można było w każdej chwili zamienić na złoto a które amerykański rząd wyemitował po to, by sfinansować wojnę secesyjną. Kiedy wojna w 1865 r. się skończyła władze zaczęły powoli wycofywać greenback-i z obiegu skupując je za złoto.

Każda taka transakcja sprawiała, że kurs tej waluty gwałtownie się zmieniał. Gould wpadł na pomysł, by wylobbować u ówczesnego prezydenta USA Ulyssesa S. Granta, by wstrzymał albo istotnie spowolnił skupywanie waluty, tak by wartość greeback-ów, wyrażona w złocie, spadła. Pretekstem do takiego działania miała być troska o farmerów, dla których tańszy dolar oznaczał łatwiejszą sprzedaż zboża za granicę (przy okazji Gould zarobiłby na transporcie zboża linią kolejową Erie, którą ciągle kontrolował).

Ostatecznie nie udało mu się manipulować prezydentem USA i na całej operacji nic nie zarobił (choć także nie stracił, bo zdążył na czas sprzedać kontrakty na złoto). Jednak cała historia jest tak pasjonująca, że warto ją poznać ze wszystkimi szczegółami.

Książka Renehena to nie jest nowość na rynku, ale zdecydowałem się ją zrecenzować ze względu na to jak duża przyjemność sprawiło mi jej czytanie. Jest pełna soczystych anegdot, ciekawostek i historii z życia ludzi rządzących na Wall Street w XIX w. Pokazuje kulisy zbijania fortun na parkiecie w tym okresie. A są one tym bardziej ciekawe, że wówczas nie działała Komisja Papierów Wartościowych i Giełd i na amerykańskim parkiecie panował dosłownie dziki zachód.

Publikacja Renehena to więc taki western dla pasjonatów giełdy. O tyle jednak niezgodny z regułami gatunku, że „czarny charakter” nie tylko nie zostaje w nim ukarany, ale dostaje nagrodę w postaci jednej z największych fortun w historii Ameryki. Pod koniec książki nie będzie nam to przeszkadzało. Gould to bowiem jeden z tych „złych”, którego nie sposób nie lubić.

[Głosów:8    Średnia:5/5]

2 Komentarzy

  1. kamilp

    Taki sam dziki zachod teraz jest w kryptowalutach.. z samego 2016 roku mozna kilka takich historii pokazac. Tylko ciezko polaczyc to z konkretnymi osobami bo wszystko anonimowe itd

  2. Deo Gratias

    Ktoś powinien u nas napisać książkę o "znanym inwestorze MP" drukującym miliardy akcji w swojej sieci wzajemnie powiązanych spółek, które nic nie robiły oprócz drukowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *