Inwestorom na rynku polskim trudno mówić o kolejnych latach hossy, ale na progu nowego roku gracze szukający swojej szansy na rynkach zagranicznych muszą zadawać sobie poważne pytania.
Powoli zbliżamy się kolejnego rozliczenia naszych blogowych prognoz i rzucenia nowymi, więc na podsumowania roku przyjdzie jeszcze czas po świętach. Dziś jednak spójrzmy na ciekawe dane, które sygnalizują, iż hossa w USA może wchodzić raczej w kolejną fazę niż w finałową część. Mowa o jednym z najlepszych gwarantów przyszłości rynku byka, jakim jest wzrost PKB. Wprawdzie w przeszłości zdarzały się bessy bez recesji, ale bywały płytkie i okazywały się głównie okazjami do zakupów. Tym razem nieco zaniepokojenia może wzbudzać fakt, iż kontynuacja ożywienia gospodarczego musiałaby wiązać się z nieco agresywniejszą polityką banku centralnego i ryzykami inflacyjnymi.
Przeglądając ostatnio prognozy na przyszłość trafiłem na dane, które sygnalizują, iż w końcówce przyszłego roku annualizowana dynamika PKB USA może przekroczyć 2,5 procent i oscylować wokół 3 procent przez cały 2018 rok. Zgrubnie licząc giełdy miałyby przed sobą dwa lata albo osiem kwartałów operowania w kontekście ożywienia gospodarczego, które – chyba i wreszcie – pozwoliłoby skończyć z pokryzysową rzeczywistością i wyjść z cienia ostatniej recesji. Oczywiście mówimy o skrajnie optymistycznym scenariuszu, w którym gospodarka amerykańska nie zderza się z jakimś innym kryzysem – europejskim, chińskim czy na rynkach wschodzących – które mogą przynieść nie tylko krachy, ale i kolejne recesje.
Optymistycznie załóżmy, iż faktycznie nowa probiznesowa administracja w USA zmieni gospodarkę amerykańską w biznesowy raj, ożywi inwestycje, inflację i konsumpcję na tyle, by pojawił się wyczekiwany przez wszystkich boom gospodarczy, który ostatecznie zamknie temat pokryzysowej rzeczywistości. Idąc dalej tym tropem powiedzmy, iż renesans gospodarczy w USA rozlewa się optymizmem po całym świecie i w perspektywie kolejnych dwóch lat stajemy przed perspektywą nowego, globalnego boom’u gospodarczego, który rozlewa się po głównych gospodarkach niczym… zostawmy porównania literatom. W takim wypadku założenie, iż indeksy na Wall Street wzrosną po 10 procent w każdym z kolejnych dwóch lat nie wydaje się szczególnie optymistyczne.
Pytanie są takie: czy po tylu latach wzrostów inwestorzy będą mieli wiarę w kolejną odsłonę rynku byka i powiedzmy kilkunastoprocentowe zwyżki cen większości akcji? Starczy powiedzieć, iż przy obserwowanych obecnie 20000 pkt. na wykresie DJIA dwa lata kolejnych zwyżek po około 10 procent rocznie daje DJIA na poziomie 24200 pkt. i pytanie o 25000 pkt. Analogiczna zwyżka w przypadku S&P500 rzuci indeks z dzisiejszych okolic 2300 pkt. nad 2750 pkt., a w przypadku Nasdaqa Composite z 5500 pkt. w rejon 6650 pkt. Oczywiście na liczbach można dokonać każdych działań, ale warto doceniać psychologiczne konsekwencje faktu, iż w perspektywie kolejnych dwóch lat hossa może trwać dziesiąty rok. Uwierzysz – dzisiaj – Szanowny Czytelniku w dziesięcioletnią hossę i kolejne dwa lata marszu byków bez poważnego cofnięcia? Inni zdają się nie tyle wierzyć, co właśnie kupować zarysowany wyżej scenariusz.

