Bogatsi inwestorzy osiągają wyższa stopę zwrotu

Zamożniejsi inwestorzy zarabiają więcej niż ci, którzy mają mniej majątku; pasywni inwestorzy sprawiają, że częściej dochodzi do uzyskania wpływu na zarządzanie firmą przez mniejszościowych udziałowców – to tylko niektóre z wniosków z najnowszych naukowych badań dotyczących rynku kapitałowego.

Ian R. Appel, Todd A. Gormley i Donald B. Kei w pracy „Standing on the Shoulders of Giants: The Effect of Passive Investors on Activism” (Stojąc na ramionach gigantów: Wpływ pasywnych inwestorów na działania aktywnych inwestorów) sprawdzili jak działania pasywnych inwestorów wpłynęły na postępowanie tych inwestorów, którzy chcą uzyskać kontrolę nad spółkami.

http://www.nber.org/papers/w22707.pdf

„The Wall Street Journal” podawał ostatnio, że liczba firm które stały się celem inwestorów chcących uzyskać wpływ na zarządzanie spółką (na przykład otrzymując miejsce w zarządzie) więcej niż podwoiła się w ciągu ostatnich pięciu lat. Co więcej, coraz częściej odnoszą oni sukces. W 2008 r. 57 proc. takich prób kończyło się powodzeniem, w 2014 r. 72 proc.

W tym samym czasie gwałtownie (o 300 proc. w ciągu ostatnich 15 lat) wzrósł odsetek akcji w posiadaniu pasywnych instytucjonalnych inwestorów(należy do nich jedna trzecia aktywów funduszy inwestycyjnych w USA), czyli takich które nie próbują pobić indeksu giełdowego a jedynie go odwzorować jak najniższym kosztem (takie fundusze prowadzą takie firmy jak Vanguard czy Blackrock). Coraz częściej zdarza się, że pasywni inwestorzy są największymi udziałowcami w firmach. Okazuje się, że ma to bezpośredni wpływ na działania inwestorów chcących wywrzeć wpływ na zarządzanie spółką.

Wśród spółek wziętych na cel przez „aktywistów” jedno odchylenie standardowe więcej, jeżeli chodzi o udział pasywnych inwestorów w akcjonariacie, wiąże się ze wzrostem o 0,87 odchylenia standardowego jeżeli chodzi o liczbę prób mających na celu uzyskanie miejsca w zarządzie a także ze zmniejszeniem w podobnym stopniu kampanii mających inne cele (na przykład ‘przepchnięcie” propozycji akcjonariuszy na zarządzie). Tak więc osoby chcące uzyskać wpływ na działania firmy stawiają sobie ambitniejsze cele, gdy w spółce dużym udziałowcem jest inwestor pasywny.

Andreas Fagereng, Luigi Guiso, Davide Malacrino i Luigi Pistaferri w analizie „Heterogeneity and Persistence in Returns to Wealth” (Heterogeniczność i trwałość w stopach zwrotu z majątku) dokonali analizy danych z urzędów skarbowych z Norwegii dla wszystkich podatników w kraju odnośnie osiąganych przez nich dochodów i posiadanego majątku za 20 lat (od 1993 r. do 2013 r.). Co istotne, są to dane zbierane głównie przez same urzędy a nie deklaracje podatników, którzy mogą zaniżać wielkość majątku, wysokości zarobków i wysokość osiąganej stopy zwrotu z inwestycji.

http://www.nber.org/papers/w22822.pdf

Dane zawierają także majątek prywatnych firm, w których bardzo często gromadzą oszczędności prywatne osoby. Z analizy wynika, że stopa zwrotu z inwestycji Norwegów wykazuje dużą niejednorodność tzn. na przykład w 2013 r. ważona wartością średnia stopa zwrotu wyniosła 3,7 proc., ale z odchyleniem standardowym wynoszącym 6,1 proc. Co więcej, zróżnicowanie z stopach zwrotu nie wynika przede wszystkim z różnic w strategiach inwestycyjnych i różnych poziomach ryzyka portfeli inwestycyjnych poszczególnych osób.

Nawet uwzględniając poziom ryzyka portfela inwestycyjnego stopa zwrotu oraz jej zróżnicowanie rośnie wraz z wielkością majątku. Różnica między medianami stopy zwrotu dla osób z 90 percentyla (posiadanie majątku równemu 90 percentylowi oznacza, że 90 proc. ma tyle samo albo mniej warty majątek) i 10 percentyla jeżeli chodzi o wielkość majątku to 180 punktów bazowych (czyli 1,8 punktu procentowego).

Wyższa stopa zwrotu z inwestycji osiągana przez zamożniejsze osoby tłumaczy dlaczego kraje, które mają relatywnie nieduże nierówności dochodowe mogą mieć spore nierówności majątkowe. Na przykład w Danii i Szwajcarii 10 proc. najlepiej zarabiających dostaje 25 proc. wszystkich dochodów, w USA jest to 40 proc. Tymczasem 10 proc. najbogatszych osób w tych krajach ma odpowiednio 76 proc. (Dania) i 71 proc. (Szwajcaria) narodowego bogactwa. W USA to tylko 70 proc.

Podobnie wygląda sprawa jeżeli porównamy USA z Norwegią. 0,1 proc. najlepiej zarabiających w Norwegii ma 3 proc. wszystkich dochodów (dane za lata 1993-2000). 0,1 proc. najbogatszych ma tam z kolei 12,5 proc. całego majątku narodowego. W USA 0,1 proc. z najwyższymi pensjami ma 7,8 dochodów a 0,1 proc. najzamożniejszych dysponuje 13,6 proc. całego majtku narodowego.

http://www.nber.org/papers/w22822.pdf

Itzhak Ben-David, Francesco Franzoni i Rabih Moussawi w pracy „Exchange Traded Funds (ETFs”) dokonali przeglądu literatury na temat funduszy tzw. ETF. Stało się one bardzo popularne na świecie od połowy lat 90. XX w. ze względu na niskie koszty i płynność. ETF-y, które są notowane na dużych giełdach mają najczęściej za zadanie odzwierciedlać zachowania odpowiedniego indeksu giełdowego. W połowie 2016 r. odpowiadały za 10 proc. rynkowej kapitalizacji akcji podlegających obrotowi na giełdach w USA.

http://www.nber.org/papers/w22829.pdf

Z dotychczasowych badań wynika, że z jednej strony ETF sprawiają że dostępne informacje łatwiej zostają uwzględnione w cenach akcji wchodzących w skład ETF-ów. Z drugiej jednak ceny tychże akcji zaczynają uwzględniać więcej „hałasu”, czyli nieistotnych wiadomości. Obydwa te efekty działają jednocześnie i interesujące byłoby ustalić, który z nich jest silniejszy. Jak na razie nikt takiej analizy nie przeprowadził.

To czy ceny ETF-ów będą w stanie odzwierciedlić ceny akcji, które wchodzą w ich skład zależy m.in. od obecności arbitrażystów. Moga oni wywoływać fałszywe poczucie, że jest płynność na rynku tzn. ona jest, ale gdy tylko na rynku zaczynają się problemy znika, ponieważ arbitrażyści zwykle wówczas wycofują się.

Taka sytuacja miała na przykład miejsce 20 czerwca 2013 r. Tego dnia ceny akcji na wielu rynkach krajów rozwijających zanotowały istotne spadki. Ceny ETF-ów, które starają się podążać za indeksami z tych krajów a które są notowane na giełdach w USA także tąpnęły. Ponieważ zagraniczne rynki były zamknięte w czasie gdy działały amerykańskie giełdy arbitrażyści zdecydowali się nie podejmować działań pozwalając cenom ETF-w spaść pod wpływem presji sprzedażowej inwestorów z USA.

[Głosów:2    Średnia:4.5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *