Wpis numer 1000, tradersko-osobisty.

Lekko mnie zadziwił upływ czasu, gdy uzmysłowiłem sobie, że pierwszy mój wpis pojawił się tutaj w marcu 2008 roku.

To ponad 8 lat, ale jako trader i bloger czuję się chyba młodszy niż wtedy. Liczba 1000 to pewnie już jakiś rekord w polskiej blogosferze finansowej, a to wszystko dzięki 2 czynnikom:

1. Michałowi Wojciechowskiemu z bossa, któremu dałem się w to wkręcić, a wszystkim gwarantuję, że można pozazdrościć znajomości z tego typu zarządzającym zespołem+ relacjami + motywacjami i towarzyszem w długich biegach.

2. Czytelnikom! Którym za poświęcony czas, słowa krytyki i komentarze serdecznie dziękuję, jak i za setki maili, na które pewnie nie odpowiedziałem zbyt wyczerpująco, ale musiałbym mieć asystenta, żeby sobie poradzić ze zmieszczeniem się w czasie ze wszystkim. Przez blogi przepłynęło przez te lata kilka fal Czytelników, niemniej jednak z szacunkiem salutuję szczególnie dziś tym wszystkim, którzy są z nami od początku. Specjalne podziękowania dla wszystkich aktywnych, których pewnie nie jestem w stanie nawet wszystkich wymienić bez narażenia kogoś na pominięcie, więc dyplomatycznie tego nie zrobię.

Zamiast celebry i szampanów, zrobię coś praktycznego. Po pierwsze: spróbuję napisać kolejnych 1000 notek i się nie powtórzyć. Po drugie: nawiązując do mojego blogowego cyklu radzenia sobie ze stratami, napiszę kilka słów o tym, jak sam daję sobie z nimi radę.

Zyski na moich rachunkach, nieprzerwanie od kilku lat deklarowane zresztą w PITach, podpowiadają mi, że dysponuję jakąś przewagą nad rynkiem. Chodzi o aktywny trading na walutach, indeksach i towarach, akcjami zarządzam bowiem całkowicie pasywnie i tylko w portfelu IKE, nie interesują mnie one przez najbliższą dekadę, chyba, że spółki zbankrutują, ale kolejne transze wpłat przeznaczę już teraz tylko na indeksowanie za pomocą ETFów.

Skąd bierze się moja przewaga? Takie pytanie zadawałem sobie wielokrotnie. To dość trudne w jednoznacznym określeniu, ale spróbuję wyjaśnić, i pozwolę sobie na owo głośne myślenie również na własny użytek.

Moją bazą wyjściową są zawsze testy mechanicznych strategii transakcyjnych. Nie interesują mnie w nich żadne wskaźniki ani oscylatory, jedynie działania na samych cenach oraz poszukiwanie statystycznych nieefektywności. Wiele z nich publikowałem tu na blogu i nadal będę to robił. Większość opiera się zasadniczo na tzw. patterns, czyli powtarzających się wzorach ruchów cen i położeniu wobec siebie kolejnych słupków cenowych. Poniekąd jest to Analiza techniczna, ale w wydaniu jak najbardziej ilościowym, definiowalnym, obiektywnym. Przyjąłem w pewnym momencie do serca radę znajomego, grającego na opcjach w USA, który stwierdził, że w każdym momencie musi mieć możliwość skutecznej analizy rynku za pomocą ołówka i ekierki, i z tego zrobiłem credo w swoim tradingu. Dziś mogę zostać obudzony w dowolnym miejscu świata i o dowolnej porze, by na pokazanym wykresie w kilka chwil wiedzieć gdzie otworzyłbym pozycję i jak zarządził ryzykiem.

Sam trading jest jednak podejściem hybrydowym w tym, co robię w realu. Gołe systemy mechaniczne stały się w pewnym momencie uwierającym gorsetem, ponieważ trudno w nich uwzględnić dynamiczne rozwiązania, do których dochodzi się po latach treningu i karmienia intuicji, będącej niczym innym jak zborem doświadczeń. Zasadniczą częścią tej hybrydy jest skalowanie pozycji na wyjściu i na wejściu, a więc budowanie pozycji wokół sygnału na raty i wychodzenie z niej również na raty. A także dodanie niekiedy specyficznych rozwiązań kontroli stopów z powodu tego, że rynki działają 24 h i nie zawsze istnieje szansa na reakcję osobistą.

Kolejna część przewagi, a przy okazji znakomicie mnie tonujący sposób odczuwania strat, to inwestowanie na 2-5 rynkach jednocześnie, często w różnych ramach czasowych. Taka dywersyfikacja powoduje, że zwykle straty na jednych pozycjach są częściowo lub całkowicie kompensowane na innych. A przy tym same pojedyncze straty nie stanowią na tyle znacznej części kapitału by mnie dotknąć, choć bywają dni, że rynkowe zyg-zaki nie pozwalają mi się dostroić do tych nagłych zwrotów i bardziej dotyka mnie brak złapania synchronizacji niż sama strata.

Zdarza mi się gra spreadami, czyli wykorzystanie odchylenia między seriami kontraktów czy podobnych rynków. Bywa, że wykorzystuję tzw. hedge, czyli zabezpieczanie jednego rynku za pomocą innego, skorelowanego, jest on dość jednak asymetryczny.

Pozycje przetrzymuję kilka-kilkadziesiąt godzin, a jeśli mam czas to może to trwać jedynie minuty. Krótki termin odpowiada mi najbardziej mentalnie, a także bardziej dokłada się do mojej przewagi, pozwala także grać większymi pozycjami ze względu na relatywnie węższe stop-lossy. W jednej transakcji poświęcam zaledwie 0,1 do 0,3% kapitału inwestycyjnego, a więc straty pojedyncze nie bolą przez to specjalnie. Bardziej doskwierały mi emocjonalnie nocne luki w notowaniach, ale z czasem to kwestia przyzwyczajenia.

Straty od zawsze traktowałem jako wyzwanie kreatywne, nieustannie badając ich przebiegi i rozkłady, a przez to dodając coraz to nowe pomysły i usprawnienia. Nie zawsze były za to wyzwaniem w sensie wejścia po lepszej cenie, ponieważ i tak pozycje moje są skalowane.

Emocje od lat przestały mi przeszkadzać. To znaczy od czasu odkrycia, że zamiast walczyć z nimi trzeba się im przyglądnąć, poddać refleksji, sprawdzić skąd się biorą, ale niekoniecznie zanurzać w nich. Świetnym ćwiczeniem jest tu mindfulness, które wyłącza mnie świetnie na kilkanaście minut i resetuje, a także pomaga oswajać się na chłodno ze stratami, co wszystkim również gorąco polecam.

Jeszcze raz wszystkim serdecznie dziękuję za poświęcany czas!

—kat—

[Głosów:7    Średnia:4.6/5]

8 Komentarzy

  1. Kamilp

    Dobre podsumowanie. Dzieki!

  2. JL

    Gratulacje 1000-ego wpisu! 🙂

    P.S.: Uwazam, ze Twoje aktywniejsze uczestnictwo w dyskusji pod wpisami moze byc wielka wartoscia dodana…

    1. Tomasz Symonowicz (Post autora)

      Cały czas marzę, że będę miał więcej czasu na wszystko, a ostatnie 2 lata miałem naprawdę wypełnione po 25 h na dobę. Wiem,że coś przez to umyka, ale mogę zmienić tylko te rzeczy na które mam wpływ. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł sobie pozwolić na wielowątkowe dyskusje bez presji czasowej.
      Tak czy inaczej, zawsze zachęcałem, że jeśli ktoś zauważy, że coś mi umknęło, że jakieś pytanie domaga się odpowiedzi, może śmiało pisać na kathay(w)interia(kropka)pl. Tą drogą dostaję sporo pytań i powiadomień, co ułatwia mi organizację, a w wielu miejscach inspirowało.

  3. Dtrad5558

    Liczba 1000 robi wrażenie. Chyba nie można przejść obok lekceważąco.
    Ja skromniej . W 2029 będziemy mieli 100 lecie krachu w Stanach Zjednoczonych. Pewnie będzie to znowu dobry moment na ideę fundamentalnego podejścia do rynku o czym wspominam dzieciom a następnie wnukom.
    Kolejna liczba to 25. Tyle lat zaliczam obecnie na rynku kapitałowym. Oczywista wczesny ideowy fundamentalista, / Jeszce gdzieś na działce leżą wywalczone w bm prospekty pierwotniaków GPW /. Wybiórcze podejście fundamentalne / niskie P/E C/WK / dało niezłą emeryturę. / BRE sprzedawany poniżej WK/,
    Kolejna magiczna liczba to 3.
    To ilość potrzeba do powstania prostej całości,
    To najlepsza ilość zleceń ,, mojego skalowania ,, pozycji. GDY zwiększam to przestaje panować. Swoiste błędne koło objawiające się w overtrading-u.Obecny mój sposób zabezpieczenia / mysz z pilotem – po transakcji wyłączana/
    Tak samo zamykanie pozycji jest częściowe i powiązane z ADR danego rynku.
    Także są trzy fazy Dtrading-u. Dla par związanych z Y 5-6 8-9 12-14 , dla e/$ 8:30-9 13-14:35 16:05-17.
    Kiedyś było to bardziej intuicyjne . Obecnie w 75% oparte ma mechanicznym sygnale.
    Z rana mam też swój,,mindfulness,, Chwila skupienia, modlitwy i muzyki.
    W czasie tradingu muzyka. Żadnego telefonu,, od przyjaciela,, i zmiany skupienia.
    O wielkości pozycji do kapitału nie wspominam bo łamie to powszechne zapatrywanie.
    Co do istoty strat, to ostatnio w przeczytanej książce znalazłem takie odniesienie-
    W życiu istotne jest działanie.Gdy pytamy o sens życia . To życie jest sensem. Po prostu działaj i ciesz się chwilą.

    Dla lepszego i pełniejszego określenia celebrowania pięknej rocznicy – czy policzyłeś ilość wpisów adwersarzy pod Twoim 1000 -cem .
    A ile było Twoich ad rem .
    To ,, troszkę lekceważące ,, i niezbyt blogerskie ocierające się o ,,mentorstwo,, o czy delikatnie nadmienił @ JL.
    A może po prostu taki masz sposób bycia.
    Ja uznaję- Każdy na tym świecie jest ,,jedyną jednostką,,. Dlatego błędem jest kategoryczna ocena drugiego człowieka.

    Życzę wszelkiego Dobra i …pisz.

    1. Tomasz Symonowicz (Post autora)

      Dtrad
      Jesteśmy z tego samego pokolenia, które przeżyło na rynku, mamy więc prawo opowiadać o tym innym 🙂 Dzięki! Widzę, że przetarliśmy podobne szlaki.
      Co do dyskutowania – wspominam wyżej. Jeśli gdzieś czegoś zabrakło, uciekło to chętnie odpowiem w "wolnej" chwili. Akurat mam ją ponieważ zwaliła mnie grypa:(

  4. Andrzej

    Nie przeczytałem wszystkich, ale większość. Wszystkie z tej większości miały absolutny wpływ na mój osobisty rozwój inwestora. Dziękuję.

    1. Tomasz Symonowicz (Post autora)

      Bardzo mi to pochlebia, dzięki:)

  5. Alicja

    Tak przegladam wpisy i nasunela mi sie refleksja…. jak to szybko zlecialo. Pamietam dokladnie poczatek blogow…
    Wszystkiego dobrego….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *