Czy straty da się lubić? Część 10

I jeszcze kilka technicznych zagadnień w temacie tego jak radzić sobie ze stratami.

Wypracowanie sobie w miarę stabilnej statystycznej przewagi w tradingu (pozytywnej wartości oczekiwanej), prowadzącej do zyskowności, to ukoronowanie ciężkiej pracy i osiągnięcie właściwego celu, czyli nabycie świadomej kompetencji, równej wielu zawodom wymagającym umiejętności. To nobilituje, ale wcale nie wyzwala od stresów i złych emocji, pomaga jednak przeżywać je w odpowiedniej perspektywie. Wielu prominentnych traderów pomimo swych doświadczeń nie stroni od wizyt u psychologów, lub ich zatrudnia. Przewaga nie jest czymś uzyskanym na stałe, a nawet jeśli już, to zawsze wiąże się z okresowymi stratami, czyli wymaga przyzwyczajenia się do ich permanentności, stają się one niemal domownikiem. Ale sama przewaga wzmacnia poczucie wartości, dodaje mocy i zaufania, jest więc jednym z mentalnych czynników okiełznania strat.

Wiele osób pyta mnie jak osiągnąć ową „mityczną” przewagę. Nie ma jednak na to jednego dobrego przepisu, a wiele zależy od cech charakteru, doświadczeń, wiedzy, przekonań. Pokrótce o tym właśnie.

Lubiący porządek, dyscyplinę myślową, programowanie, matematykę mogą się od razu sprawdzać w kodowaniu strategii. Szukać samemu powtarzających się wzorów w danych, albo potrenować działanie pomysłów z Analizy technicznej, a także fundamentalnej, bez konieczności nadawania im etykiet, bądź sięgnąć do gotowych algorytmów dostępnych w sieci. Większość z tego przebogatego repertuaru nie działa w czasie rzeczywistym i w zasadzie ustalenie tego, DLACZEGO tak właśnie jest, oswaja ze stratami i jest istotnym celem edukacyjnym pracy z algorytmami.

W zasadzie jakąkolwiek formę obcowania z mechanicznymi systemami polecam wszystkim, w tym przede wszystkim początkującym. To znakomicie uczy znaczenia statystycznej przewagi, sprawdza wartość wielu metod, oswaja z losowością rozkładów zysków i strat, uczy zdyscyplinowanego myślenia.

W tym miejscu zrobiłbym jedno mocne zastrzeżenie: kupowanie gotowych systemów transakcyjnych, lub sygnałów pochodzących z systemów, może okazać się sporym rozczarowaniem i nie pomoże w odrabianiu strat. Część bowiem tych produkcji to niestety kody z parametrami dopasowanymi do danych z przeszłości, i w czasie rzeczywistym rozłażą się one w szwach, generując obsunięcia. W innych przypadkach sprzedający może mieć jak najlepsze intencje, ale rynek wpada w okres takich ruchów, których system nie potrafi efektywnie złapać, ale nie wykluczone, że po miesiącach nastąpi synchronizacja. Rozpoznanie wartości systemu bez zaglądania do jego środka, bo takie się sprzedaje (tzw. black box) może być trudne nawet dla doświadczonych traderów. Zwykle to czas weryfikuje ową wartość, pod warunkiem oczywiście, że oferujący sprzedaje ten sam algorytm bez zmian, czego nigdy nie można być pewnym.

Z tego podejścia czysto mechanicznego, gdy pozna się wszystkie dobre i złe jego strony, blisko do tzw. tradingu hybrydowego, co jest bardzo częstym wyborem. W ten sposób zmienia się nieco przewagę systemów, dodając własne, intuicyjne, ale za to dużo bardziej elastyczniejsze rozwiązania, choćby w zakresie zarządzania ryzykiem. Modeli łączenia intuicji i systemów jest kilka, nie gwarantuje to jednak pozytywnej wartości oczekiwanej. Pozwala jednak korzystać z rozwiązań, które w systemach się nie sprawdziły, a są dobrze akceptowalne mentalnie przez gracza. Np. można zrobić to Analizą techniczną. Jak?

Otóż Analiza techniczna podawana w podręcznikach jest zwykle pozbawiona przewagi gdyby używać narzędzi i parametrów statycznie (np. przecięć średnich ruchomych o ustalonych długościach typu 50-cio dniowa z 200-stu dniową). Systemy mechaniczne łatwo to wykryją. Tak samo zresztą jak dowolne metody statystyczne czy inne obudowane rygorem naukowych. W takim układzie wyszukać przewagę w narzędziach technicznych można by jedynie przy użyciu decyzji intuicyjnych, a więc stosując dynamiczne podejście, takie które korzysta z całej palety możliwości mózgu, doświadczenia, obserwacji, adaptacji do zmienności rynków. Wówczas zamiast 2 ustalonych średnich, można korzystać z szerokiego repertuaru technicznych wspomagaczy oraz decyzji intuicyjnych, generowanych przez umysł inwestora.

I tak dochodzimy do czysto intuicyjnego myślenia decyzyjnego. Tutaj przewaga w całości pochodzi z umiejętności, wiedzy, doświadczeń, kompetencji człowieka, na które działa odkształcająco losowość. Ustalenie istnienia przewagi nie jest ani proste ani oczywiste. Historyczne transakcje nie są bowiem najlepszym wskaźnikiem, chyba że istnieje w nich jakiś powtarzalny pomysł, który można ubrać w jakieś reguły. Intuicyjny trading ma to do siebie, że aby dojść w nim do stabilnej zyskowności potrzeba najpierw obycia, doświadczenia, próbowania, setek nieudanych transakcji, co łącznie kumuluje się w stosowny zestaw umiejętności.

Poza tymi rodzajami przewag istnieją też takie, o których mniej się mówi. Jak choćby mentalna (psychologiczna), czyli umiejętność czytania ruchów rynku na podstawie zachowań, sentymentów czy błędów inwestorów, co bierze się wprost z ekonomii behawioralnej. Albo przewaga wynikająca z samego, mechanicznego operowania wielkościami pozycji – np. wspomniany wcześniej martyngał, czy też grid trading.

Gdzie szukać przewagi w typowym inwestowaniu, które nie opiera się na regularnym timingu (zmianie pozycji zależnie od koniunktury)? Przede wszystkim z selekcji akcji lub rynków (ang. stock/market selection). Szacując wartości wewnętrzne i potencjał ich zmian, bo tak się to najczęściej robi. Teoretycznie to ekonomiści, finansiści, księgowi czy bankowcy mają ku temu największe predyspozycje, w praktyce wcale tak nie musi być. Fundusze inwestycyjne, zatrudniające najlepszych fachowców tego typu, w większości przypadków nie generują zysków wyższych niż wynika z pasywnej inwestycji w indeksy. Może więc oszczędzić sobie czasu oraz nerwów i sięgnąć po najprostszą pod słońcem przewagę: właśnie indeksowanie rynków, czyli niemal pasywne zakupy instrumentów naśladujących indeksy giełdowe. Ma to pewną słabą stronę związaną ze stratami – zjazdy kapitału podczas dekoniunktury są bardzo dotkliwe, sięgają nawet dziesiątków procent. Akademicy udowadniają, że większość pasywnych inwestorów nie jest odporna emocjonalnie na tego typu obsunięcia.

Na szczęście wymyślono na to rozwiązanie: taktyczna lub strategiczna alokacja. To nic innego jak aktywne lub pasywne łączenie w portfelu wielu aktywów. Idealne do tego są ETFy. Zmniejszają one obsunięcia poprzez dywersyfikację i pozwalają na łagodniejsze przechodzenie przez okresy strat, część bowiem aktywów w tym samym czasie zyskuje.

W ostatnim numerze pisma „Charaktery” przeczytałem, że w realnym świecie to sukces generuje poczucie wartości, w drugą stronę działa to znacznie słabiej. Wszystkim życzę, by działało to w obie strony.

CDN

—kat—

[Głosów:3    Średnia:3.7/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *