Czy straty da się lubić? Część 6

To przede wszystkim właśnie straty są przecież powodem odejścia inwestorów od giełdy, albo przynajmniej źródłem złego nastroju, emocjonalnej blokady i zniechęcenia w trakcie trwania inwestycji.

Nie zawsze jednak odejście załatwia wszystkie problemy. Jeśli wiążą nas nadal z giełdą choćby portfele emerytalne czy wszelkiego rodzaju usługi powiernicze (fundusze, lokaty powiązane z rynkowymi instrumentami, asset management), to nadal skazani będziemy na cykle zysk-> strata-> zysk. Nie mówiąc o tym, że wiele osób odchodzi od samodzielnych działań bezpośrednio na rynku z niewłaściwych lub źle rozpoznanych powodów, co naznacza już na dalsze życie. A tego przecież żal… Więc dla nich i dla pozostałych, którzy ze stratami nadal próbują się oswoić, kolejnych kilka podpowiedzi.

Wewnątrz nas toczą nieustanną walkę „dwa mózgi”. Ten „finansowy” składa się z racjonalnych przekonań, oczekiwań, ocen i rozwiązań, wie zależnie od doświadczenia i wiedzy jak powinno wyglądać w swej strukturze inwestowanie lub trading, orientuje się w tym, co jest w tym procesie naganne a co pożądane, ostrzega kiedy robimy coś niezgodnego z założeniami, zna też doskonale rolę straty w tym procesie. Drugi mózg – emocjonalny – ma zupełnie inne cele: ma za zadanie wyprowadzać nas z przykrych, naznaczonych bólem nieprzyjemnych sytuacji w strefę komfortu, działać na skróty, zastępować gdy trzeba dyskomfort nadzieją i po cichu łamać w tym celu własne przepisy. Ta walka rozstrzyga się na korzyść jednego z nich zależnie od wielu czynników. Jeśli jednak chcemy by wygrywał jak najczęściej ten racjonalny, należy dostarczać mu paliwa, czyli jak najwięcej wiedzy, nie tylko typowo technicznej i analitycznej, ale również takiej do poznania samego siebie.

Gdybym spytał każdego Czytelnika z osobna o jego cel inwestowania na giełdzie, prawdopodobnie większość odpowiedzi krążyłaby wokół kwestii „dla pieniędzy”. Gdybym jednak poprosił o rozdanie owych pieniędzy, spotkałby mnie sprzeciw. Bo jednak nie dla pieniędzy?! Gdyby były celem samym w sobie, ich zdobycie oznaczałoby koniec zadania, a więc stałyby się zbędne. W takim razie to wszystko może bardziej „dla posiadania pieniędzy”? Tylko że samo ich posiadanie oznacza tak naprawdę pustkę w środku i dookoła. One są jedynie narzędziem do realizacji zupełnie innych celów. Dla każdego nieco innych, zależnie od pozycji w piramidzie potrzeb Masłowa. Z tym łączy się idąc dalej różny stosunek do pieniędzy i różny odbiór strat.

Dla kogoś znajdującego się w fazie walki o zaspokojenie podstawowych potrzeb strata jest niemal jak odbieranie sobie kawałka chleba, ma wymiar niemal egzystencjalny, a niewielkie zainwestowane środki generują niewielkie nominalnie zyski, więc presja na wynik rośnie. Dla kogoś majętnego, zaspokajającego raczej potrzeby uznania czy samorealizacji, straty mają bardziej wymiar wizerunkowy i podkopują ego. O ile inwestowanie wynika z potrzeb zapewnienia przyszłych potrzeb bezpieczeństwa (emerytura), do strat można podejść na dużo większym luzie, tym większym im dalej do okresu emerytalnego. Jeśli trading to tylko zabawa, baw się również gdy tracisz, a więc naucz się przegrywać. Jeśli natomiast cierpienie cię uszlachetnia, masz okazję się ubogacić celebrując straty na najwyższym oddechu. Jeśli to tylko potrzeba adrenaliny, strata powinna dmuchnąć ci wiatrem we włosy. Nie jest więc to zwykle walka o pieniądze, lecz różne potrzeby, które za nimi stoją. Prawidłowe ich rozpoznanie ma znaczenie dla:

MOTYWACJI

które wymagają wzbudzenia we wszystkich działaniach wymagających długotrwałego wysiłku, poświęceń i cierpliwości. Nie mam zamiaru zastępować zawodowych motywatorów, tak popularnych w obecnych czasach, sam zresztą tego fenomenu nie ogarniam, zwrócę jedynie uwagę na pewne elementarne szczegóły w tej kwestii.

Aby nie zrezygnować zbyt szybko pod wpływem strat, aby nauczyć się je znosić, odnalezienie prawidłowej motywacji i pielęgnowanie jej nie polega na powtarzaniu sobie co chwilę „Jestem zwycięzcą!”. Psychologowie ostrzegają, że tego rodzaju stymulant działa jedynie na tych ludzi, których cechuje mocne poczucie własnej wartości. Dla całej pozostałej reszty taki doping w ostatecznym rozliczeniu staje się wręcz gwoździem do psychologicznej trumny, ponieważ świadomość i podświadomość wchodzą w konflikt, obnażając w pewnym momencie dysonans między tym co krzyczą usta a tym co rzeczywiście panuje wewnątrz, a to obniża w finale samopoczucie jeszcze bardziej.

Zamiast tego potrzebne są choćby elementarne ćwiczenia motywacyjne, dostępne na wyciągnięcie ręki, niekoniecznie na wykładach za kilka tysięcy złoty. Polegają one choćby na wyznaczaniu sobie celów, realizowanych w kolejnych, małych krokach. Zamiast skoku na główkę od razu po forexowe miliony trzeba najpierw poznać dostępne techniki inwestycyjne czy tradingowe, zasady zarządzania ryzykiem i pozycją, kwestie psychologiczne, potem po kolei budować swoje strategie małymi stawkami. Fachowcy radzą wszystkie cele i plany w detalach zapisywać, rozliczać efekty, koniecznie okraszać korzyściami oraz obudowywać zamierzeniami krótko i dalekosiężnymi. Pomocą przy tym są wizualizacje, nagradzanie się za drobne nawet sukcesy, pozytywne nastawienie, zrewidowanie własnej mowy wewnętrznej (ang. self-talk), nieustannie przez nas prowadzonej i często wypełnianej czarnymi wizjami. Elementem motywacyjnym może być również tak banalna sprawa jak muzyka, widok, jedzenie czy zapach.

To wszystko ma być świadomą i planową drogą aktywnego przeciwdziałania depresjom, zniechęceniom i czarnym myślom generowanym przez straty. A przy okazji pewnym istotnym psychologicznie zadaniem – nadaniem stratom sensu, tak by nie tylko mechanicznie, ale i w najgłębszym przekonaniu rozumieć i zaakceptować sens niektórych cierpień, żeby móc nadal oddychać gdy się przytrafią. Zarządzanie stratami, finansowe i przede wszystkim emocjonalne, to:

– esencja tradingu,

–  wyznacznik klasy inwestora i jego zasobów psychologicznych,

– miernik kompetencji, wiedzy, umiejętności (stabilny i długoterminowy sukces w tradingu pozwala porównywać się z zawodem lekarza czy pilota),

– generator kreatywności,

–  prawidłowy detektor sygnałów ostrzegawczych,

– weryfikator jakości strategii

– miara rozumienia i dopasowania do cykli giełdowych,

– wykorzystywanie nowych szans.

Strata więc to naprawdę potężne narzędzie rozwojowe. Zysk potrafi wygenerować nawet szympans rzucając strzałkami, nie jest więc to powód do wielkiej dumy. Czego jednak szympans za żadne skarby świata nie potrafiłby zrobić, to właśnie panowanie nad ryzykiem. Strata nie jest ochłapem ewolucji. Podobnie jak zło pozwala na odróżnienie dobra, tak strata inwestycyjna dookreśla i uszlachetnia zysk. Wymaga więc należnego miejsca w umyśle, niekoniecznie obok wszystkich plag egipskich. Gwarantuję, że wówczas staje się pobudzającym wyzwaniem.

CDN

[Głosów:3    Średnia:4.7/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *