Rynek giełdowy, jak wiele innych branż, ma swoje powiedzenia, mądrości i zalecenia, które zwykle więcej mówią o tych, którzy po nie sięgają niż o naturze samych rynków. Jednym z popularniejszych jest idea, iż na rynek trzeba wchodzić, kiedy leje się krew, a nie wówczas, gdy inni tryskają optymizmem. W ostatnich latach jeden z rynków wypełnił cytowaną mądrość dosłowną treścią.

Moment, w którym zaczyna się szukać swojej szansy na rynkach zagranicznych jest ciekawy poznawczo również z tego powodu, iż operuje się w pewnej samotności. Kiedy pojawia się jakiś pomysł na egzotyczne zagranie, to zwykle nie znajduje się osoby, z którą można byłoby na ten temat porozmawiać. Każdy oczywiście – lepiej lub gorzej – potrafi spojrzeć na wykres jakiegoś rynku i wypowiedzieć swoje opinie o układzie technicznym, ale jak przyjdzie analizować konkretną gospodarkę, to zwykle okazuje się, że wiedza jest marginalna lub zerowa. Dla testu spróbujcie sobie Państwo przypomnieć, jaką dynamikę PKB zanotowała Rosja w 2015 roku i jaką zmianę zanotował wtedy rubel do dolara?

Zawsze uważałem, że Polscy inwestorzy mają w sobie coś z obywateli Izraela, którzy otoczeni morzem Arabów, Persów i innych – postrzeganych za wrogów – ludzi skupiają się raczej na odległych lądach niż bliskich sąsiadach i nawet nie chcą się już uczyć arabskiego. W istocie, niechęć do Rosji w Polsce powoduje, iż trudno zainteresować polskiego gracza rynkiem moskiewskim mimo tego, iż rewolucja ETF-owa czyni inwestycje na rynku rosyjskim relatywnie bezpiecznymi, jeśli chodzi o same aktywa i faktycznie pozwala eksponować się na blisko położony rynek wschodzący bez wysyłania bezpośrednio pieniędzy do Moskwy.

Dobrym przykładem takiej furtki jest ETF Market Vectors Russia ETF, który był jednym z pierwszych funduszy indeksowych dedykowanych rynkowi rosyjskiemu. Dzięki temu spełnia dwa kryteria, które są kluczowe w inwestowaniu w takie wehikuły – niskiego kosztu i dobrej płynności. Kiedy w styczniu WIG20 kreślił dno blisko rocznej fali spadkowej korelacja pomiędzy indeksem warszawskim i RSX była tak czytelna, iż naprawę można było kwestionować wszystkie elementy, którymi próbowaliśmy tłumaczyć naszą rodziną bessę. W istocie, blogi bossy były jednym z nielicznych miejsc, które podkreślały, iż rodzima polityka jest ważna, ale nie wolno zapominać o nastrojach globalnego kapitału.

Rzut oka na wykres RSX na tle WIG20 nie pozostawia wątpliwości, iż część siły warszawskiego rynku, okazanej od połowy stycznia, jest w największym stopniu elementem tego samego zbiegu okoliczności, który pozwolił RSX na dynamiczny spadek i imponujące odbicie. Jeszcze ciekawiej, wygląda sam wykres RSX z dostępnej dla naszych klientów aplikacji Infront, który pokazuje, iż bessa na rynku rosyjskim dobiegła końca – jeśli definiujemy ją skalą odbicia od dna lub przełamaniem trendu – i to niezależnie od tego, czy ropa, z którą RSX koreluje z racji obecności spółek paliwowych, będzie dalej szukała spadków.

rsx

Zachowanie RSX od styczniowego dołka – zwyżka o około 40 procent – jest prostym wskazaniem, iż czasami okazje inwestycyjne i ekspozycja na rynki wschodzące nie muszą polegać na szukaniu modnych lub skrajnie egzotycznych zagrań, jak giełdy brazylijska czy chińska. Starczy rzucić okiem na boki i okazuje się, iż niemal pod nosem są giełdy, o godnej szacunku kapitalizacji i naprawdę wartej uwagi dynamice wzrostów. Jak zawsze, w przypadku inwestowania kapitału w pewnych państwach może pojawić się jakiś element wątpliwości etycznych, ale czy tankowanie paliwa lub kupowanie podkoszulek z Bangladeszu nie ma w sobie elementu wspierania ekonomiczne państw, rządów i spółek, które nie zawsze ładnie pachną?

[Głosów:7    Średnia:3/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *