10 mitów giełdowej psychologii, część 10

Kolejny z mitów prawdopodobnie będzie dla wielu Czytelników dość kontrowersyjny.

Ponownie jednak odwołam się do istotnego źródła oceny prawdziwości tych przekonań: traderzy, którzy zyskownie potrafią radzić sobie na rynku, mają często mocno odległe odczucia w porównaniu do tych, którzy nadal swojej drogi szukają lub już się poddali.

Jest czy nie jest prawdą, że:

Mit 10. Trading jest stresujący

???

Na zdrowy rozum odpowiedź twierdząca byłaby całkiem na miejscu, w takim razie – cóż to za mit?

Tu ponownie czarne przeplata się z białym, nie ma za to odcieni szarości, nie można być bowiem tylko w części zestresowanym, tak jak nie można być tylko trochę w ciąży.

Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę, że bycie skutecznym traderem oznacza posiadanie określonych kompetencji psychologicznych, sposobu myślenia, nastawienia i nieco grubszej skóry niż mniej doświadczeni. To się wykuwa w setkach transakcji a umysł po jakimś czasie adoptuje się do stresogennego środowiska, uznaje je za normalność a nie wyjątek, pewne poziomy zagrożenia uważa za powszedniość, a przez to stają się one nieodczuwalne. A przy tym wie mniej więcej co go czeka, wie jak sobie radzić z różnego rodzaju negatywnymi bodźcami, zaczyna działać w trybie automatycznym i nie buduje niemiłych obrazów i skojarzeń, jeśli już to pozytywne. A poza tym wystawianie się na ryzyko jest tutaj przecież zasadniczym motorem działania! I tak jak w wielu zawodach, umysł do pewnego poziomu przestaje reagować w płochliwy sposób, już nawet bez udziału świadomości.

Ale nie jest to oczywiście aż tak proste jak się wydaje.

Na poziomie pojedynczej transakcji problem stresu przybiera akceptowalne, często właśnie niewyczuwalne rozmiary. Wejście do gry to chleb powszedni, naturalny odruch, część nieuchronnego, ale dobrze znanego procesu. Ryzyko jest z góry wiadome, wymierne, a mózg jest wyuczony tego, co może się stać gdy strata się zmaterializuje. Zmienność nie jest demonem, ponieważ do niej dopasowuje się właśnie wielkość ryzyka przez dobór skali pozycji. A przy tym w razie zwiększonych zawirowań ryzyko można zmniejszyć, uspokajając umysł. Kiedy wiadomo czego w najgorszym razie się spodziewać, jak reagować, jaką przewagą się dysponuje i mając zaplecze w postaci pozytywnych doświadczeń, stres znika.

Istnieją jednak przynajmniej 3 sytuacje, podczas których parcie nieuchronnie rośnie i potrafi niewygodnie trwać. Przypomnę, że stres to automatyczna, wielowymiarowa reakcja organizmu na bodźce z otoczenia, które powodują zachwianie wewnętrznej równowagi, co wystawia nas na próbę i domaga się skutecznego przeciwdziałania, nie zawsze leżącego w obszarze możliwości zaradczych. W tradingu bodźce te wiążą się przede wszystkim z NIEPEWNOŚCIĄ, czyli stanem takiego ryzyka, którego nie da się z góry określić, zmierzyć, przewidzieć ani natychmiast skutecznie na nie zareagować. Wówczas pewien stopień stresu nieuchronnie się pojawia u każdego zdrowego człowieka. Owe 3 sytuacje to:

1.   Zjazd kapitału

Obsunięcia, szczególnie takie na poziomie wcześniejszych, najgłębszych spadków środków, siłą rzeczy stwarzają presję. Skala i rozkład strat są losowe, nie do przewidzenia, a co za tym idzie ich głębokość również. Poza dalszym tradingiem z nadzieją na powrót ponad kreskę niewiele da się zrobić. Okresowa strata jest wliczona w koszt działań, ale znaczna utrata podstawowego narzędzia pracy staje się istotnym stresorem. Do czasu jednak, nawet do trwania w stracie idzie przywyknąć.

2.   Rozjechanie się strategii

Związane z punktem poprzednim, ale tylko częściowo, nie wszystkie straty to wynik źle działającej strategii. Problem ma znaczenie wówczas, gdy trader dysponuje tylko jedną strategią, lub kilkoma ale znacznie skorelowanymi. Naprawa jej/ich leży w oczywistym zasięgu tradera, ale czas remontu to okres częściowych zaburzeń pewności siebie, negatywnych emocji i perturbacje wizji działania. Stres można wyeliminować przez użycie kilku niepowiązanych strategii i/lub na kilku rynkach jednocześnie.

3.   Chaos na rynku i „czarne łabędzie”

Sytuacje kompletnie poza zasięgiem możliwości skutecznej reakcji tradera. Powstają w chwilach wyjątkowego zamieszania na rynkach, co powoduje brak płynności, brak ofert czy przeskakiwanie stopów obronnych, jak np. podczas tąpnięcia z frankiem w 2015 roku czy typowe krachy na rynkach. Bezradność w takiej sytuacji jest największym powodem stresu, nawet jeśli takie sytuacje trzeba brać pod uwagę na podstawie historii. Plusem jest to, że trwają krótko, ale potrafią być za to zabójcze

Poza tym trzeba sobie uświadomić, że stres w niewielkich dawkach jest korzystny dla organizmu, co udowadnia psychologia! Staje się wówczas cennym sygnałem ostrzegawczym, ale przede wszystkim wyzwalaczem energii i kreatywności, daje więc napęd do działania. Dopiero przejście stresu przez poziom kulminacyjny staje się szkodliwe (tzw: dystres), powoduje wyczerpanie i zaburzenia w ocenie, myślach, decyzjach i paraliż w działaniu. Częścią traderskiego rzemiosła jest poznanie wszystkich źródeł i objawów stresu, a także środków zaradczych, wszystkich „what if” dających siłę i pewność siebie. Ale to już opowieść na inne wpisy.

Na koniec pozwolę sobie wrzuć link do oryginalnej wersji mitów, z której korzystałem w tej serii – > tutaj

Nie zrobiłem tego wcześniej celowo, nie chcąc psuć zabawy. Uważałem za celowe znaczne rozbudowanie ich i częściowe skrytykowanie, mam nadzieję, że udało mi się to w tych 10 wpisach. Ale oryginalne 10 mitów nie wyczerpuje wcale puli wszystkich innych fałszywych psychologicznych przekonań, które można spotkać na giełdzie, ale i o tym więcej w przyszłości.

—kat—

[Głosów:4    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *