10 mitów giełdowej psychologii, część 4

Kolejny z mitów wydaje się być najprostszy do weryfikacji pośród wielu fałszywych przekonań.

Boleśnie odsiewa tych, którzy w niego uwierzyli, ale czy rzeczywiście jest mitem?

Mit 4. Trading jest łatwy

W oryginale „trading is easy”. Samo słowo ‘easy’ tłumaczyć można zarówno jako ‘prosty/nieskomplikowany’ w sensie konstrukcji czegokolwiek, jak i ‘łatwy/nietrudny’ w sensie wykonywanej czynności. Spójrzmy na niego przez pryzmat obu przekładów.

Najpierw należałoby sięgnąć do genezy samego mitu. Ta ‘łatwość’ to nic innego jak po prostu chwytliwe hasło reklamowe, produkt marketingowych strategii.

Szanujący się broker nie będzie szafował tego rodzaju komunałem i to nie tylko z obawy o reputację w dzisiejszych czasach, ale już niższa liga, wszelkiego rodzaju butiki, „kotłownie” i firmy „znikąd” nie mają przed tym oporów. W polskiej wersji znamy to w dość prymitywnej wersji forexowej, w USA natomiast tradycja ta jest dłuższa i sięga głębiej, ale wcale slogan ów nie musi brzmieć tam żenująco, nie takie rzeczy przecież obiecuje się we wszelkiej maści reklamach, a kontekst komercyjny ma tam inne osadzenie w kulturze.

Drugie źródło tej propagandy to wszelkie serwisy doradcze, u nas wprawdzie nadal w powijakach, ale za oceanem biznes sprzedaży „prostoty” pod postacią poradników, książek, kursów, newsletterów, strategii czy softu i systemów mechanicznych to potęga.

Trzeci generator owego sloganu to media. Bądź to w sensie przekaźnika reklamowego, bądź komercyjnej maszyny totalnej typu „Mango”, ale też jako produkt podtrzymujący istnienie branżowego ekosystemu. Mamy przecież całe kanały telewizyjne czy gazety, w których sprawienie wrażenia „łatwości” ma za zadanie przyciągnięcie i związanie odbiorców.

Kiedy jednak przyjrzeć się z bardzo bliska temu, co owa „łatwość” może oznaczać, nie musimy od razu węszyć kłamstwa czy manipulacji, nie wszystko białe jest od razu czarne. Ten slogan reklamowy można wbrew pozorom bardzo łatwo obronić.

Po pierwsze – nigdy w historii amatorzy i zawodowcy nie mieli tak łatwego dostępu do tylu rynków jednocześnie, do tylu narzędzi ich analizy i realizowania zleceń oraz tylu informacji. Postęp technologiczny pozwala nie ruszając się z domowej kanapy przerzucać w sekundy dowolne aktywa na całym świecie.

Po drugie – nigdy wcześniej próg dostępu do tych wszystkich cudów nie leżał tak nisko. Praktycznie można posiadając już dosłownie kilka złotych i bez zbędnych formalności spekulować walutami, indeksami czy towarami na forexie.

Po trzecie – tak naprawdę wystarczy tylko kliknąć by kupić i albo przetrzymać pozycję do realizacji zysków, albo jak ktoś ma potrzebę – zamykać straty. Nie trzeba w najprostszej wersji nawet określać kierunku (spekulując choćby akcjami – tam zawsze tylko kupujemy), nie trzeba również kasować strat w najbardziej radykalnej wersji. Proces decyzyjny zaczyna się więc już u progu przeciętnej inteligencji i wcale nie jest udowodnione, że skomplikowane analizy przeważają nad nim.

Po czwarte – nie istnieją żadne bariery wejścia, nie potrzeba więc etatów, biur, kontaktów biznesowych, zapasów magazynowych, nie potrzeba pozwoleń, logistyki, zależności od innych, ubezpieczeń, ZUSów; samemu jest się bossem, ustala godziny, miejsce i zasady. Wystarczy tani tablet czy smartfon z połączeniem do internetu.

Po piąte – nie istnieje konieczność kończenia szkół, studiów, specjalistycznego wykształcenia; nikt nie dopuści nas bez dyplomów do stołu chirurgicznego czy za stery helikoptera, ale do platformy transakcyjnej jak najbardziej; i wcale nie musi się to skończyć katastrofą. Jeden z rozdziałów książki dopiero co przeze mnie wspominanej, jej autor Jason Williams poświęca człowiekowi, który pod względem profilu psychologicznego jest bliski ideału. Od lat radzi sobie wyśmienicie na rynku, używając przede wszystkim systemów transakcyjnych robionych przez siebie. Nie przeszkadza mu w tym brak skończonej szkoły średniej. Pomaga natomiast to, że w młodości zajmował się łapaniem krokodyli 😉 Nie, nie jest żadnym psychopatą.

Dopiero biorąc to wszystko pod uwagę dostajemy pełen punkt widzenia, a oponowanie w dyskusji pod tytułem „trading jest prosty” może skończyć się w takim razie porażką. Dwuznaczność domaga się w tym układzie doprecyzowania, tym bardziej, że rozmawiamy o psychologicznej stronie. Zdajemy sobie bowiem sprawę, że tak naprawdę chodzi o to, że to ZYSKOWNY trading nie jest być może wcale taki prosty i łatwy. Proszę jednak nie mierzyć tego ilością tych, którzy z rynkiem przegrali!

Ci ostatni bowiem często nie wyszli poza 5 punktów wymienionych wyżej. Traderem w teorii i z nazwy może być każdy, ale nie każdy doszedł do magicznego miejsca, w którym znaczenie ma optymalna jakość procesu decyzyjnego, przewaga, poprawne i efektywne zarządzanie pozycjami, ryzykiem, kapitałem i emocjami. Jeśli ktoś siądzie bez gruntownego przygotowania za sterami samolotu to zawsze będzie twierdził, że pilotaż jest trudny. Podobnie wygląda to z tradingiem – ktoś, kto nigdy nie doszedł do poziomu stabilnego w miarę zyskiwania, zawsze stwierdzi, że to trudne, bez względu jak daleko w swojej nieskuteczności udało mu się zajść. Ale czy jego opinię na pewno mamy traktować rzetelnie? Czy jeśli komuś uda się odpalić co najwyżej silnik odrzutowca, to może mówić o lataniu i oceniać jego trudność gdy cała jego wiedza to intuicja i zasłyszane historie?

Tak naprawdę więc o łatwość i prostotę należałoby zapytać tych, którzy w tradingu sobie skutecznie radzą. Najprostsza z odpowiedzi brzmiałaby: gdyby było to łatwe, świat zajmowałby się spekulacją na potęgę. Ale to w żadnym razie nie wyczerpuje pełnej oceny tej kwestii. Pokuszę się o tezę, że najtrudniejszy jest proces dochodzenia do zyskowności. I choć utrzymanie się na pewnym poziomie stabilności również nie jest łatwe, ostateczna opinia wcale nie jest tak oczywista jak wszystkim może się wydawać. Profesjonalny trading niczym się nie różni od profesjonalnej gry w tenisa, zarządzania własną firmą czy skomponowania opery. Pewne działania stają się automatyczne a przez to oczywiste i zarazem niezauważalne. Dla kogoś trudne wydaje się być może związane z tym emocje, na przykład gdy pojawia się głębokie obsunięcie kapitału, dla kogoś innego to metodologia staje się ciężarem kiedy np. system przestaje działać. Ale to wcale nie musi być trudniejsze niż dziesiątki innych działań w każdej innej branży. Mnie np. mniej przeraża obsunięcie kapitału, wiem bowiem jak mogę sobie z tym radzić i jaki oraz na co mam wpływ, za to może mnie przestraszyć sytuacja stricte biznesowa, gdy bankrutuje największy odbiorca a konkurencja wchodzi z tańszym produktem. Wszystko co przekracza naszą strefę komfortu i pojęcie limitu ryzyka może wydawać się trudne, ale po to właśnie cyzelujemy nasze umiejętności, wiedzę i doświadczenie, by tego typu sytuacje potrafić opanować i nie bać się ich.

I ponownie na koniec pytanie: czy może inwestowanie jest łatwe? W sensie decyzyjnym może takie rzeczywiście być jeśli zamiast skomplikowanymi analizami zająć się indeksowaniem rynków, co w znaczącej większości przypadków jest dużo efektywniejsze niż aktywne podejście techniczne czy fundamentalne. Trudne mogą być nadal emocjonalne sprawy, ale to przecież cecha każdej działalności zarobkowej związanej z ryzykiem.

CDN

—kat—

[Głosów:6    Średnia:5/5]

1 Komentarz

  1. Rob

    Niestety Tomku, coś z tym mitem nie tak – mówi się iż : “Trading Is Simple But Not Easy” – co w wolnej interpretacji znaczy czym prostsza (SIMPLE) strategia/metoda tym lepiej ale niestety dla populacji traderów >90% to (EASY) nie jest takie łatwe.

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *