Po raz pierwszy „Pokera kłamców. Wspinaczka po ruinach Wall Street” przeczytałem gdzieś około 2001 roku. Ponownie sięgnąłem latem 2008 roku. Upadek Salomon Brothers, krach na rynku obligacji hipotecznych – wszystko to wydawało mi się znane, w kontekście zawieruchy, która właśnie opanowała cały świat finansów. Na skalę wielokrotnie większą.

Gdy usiadłem do pisania książki, nie przyświecał mi żaden wielki cel, chciałem opowiedzieć historię, która w moim odczuci była ciekawa. […] sądziłem, że opisuję Amerykę lat 80., kiedy wspaniały naród zatracił finansowy rozsądek. […] Nie przypuszczałem, że pod względem finansowym lata 80. Potrwają jeszcze dwie dekady,[…] że zrodzony na parkiecie Salomon Brothers rynek obligacji hipotecznych, które wydawały się w tamtych czasach całkiem pożytecznym wynalazkiem spowoduje największą jak dotąd katastrofę gospodarczą, o czysto finansowym podłożu.”

Tak pisze we wstępie Michael Lewis, do kolejnej swojej książki „Wielki Szort”, która ukazała się u nas już pięć lat temu. W tej chwili na ekranach kin wyświetlany jest film „Big Short”, nakręcony na jej podstawie. Książka jest fantastyczna (dla osób z branży, zainteresowanych pewnymi mechanizmami). Ale jak na jej podstawie nakręcić coś więcej niż dokument? Sprawa wydaje się prosta – bierzemy plejadę gwiazd (Christian Bale, Ryan Gosling, Brad Pitt), dodajemy kilka smaczków w rodzaju Anthony Bourdaina tłumaczącego na przykładzie zupy rybnej o co chodzi w instrumentach finansowych. Ponieważ film cierpi na brak ról kobiecych dodamy dwie atrakcyjne aktorki, które przez chwilę pojawią się na ekranie (Margot Robbie i Selena Gomez) w rolach nieoczywistych i już… Do tego mocna muzyka, szybki montaż i gotowe.

Film jest fantastyczny. Choć książka o wiele lepsza. A jednak…, wydaje mi się, że ludzie na bieżąco niezwiązani ze światem finansów wynudzą się na nim. To znaczy wyrobią sobie zdanie o tym, jaka ta Ameryka i Wall Street w szczególności jest chciwa i skorumpowana, ale cała akcja to przede wszystkim rozmowy.

Krótka – chyba mniej niż 5 minutowa scena – podczas której na ekranie pojawia się przedstawicielka agencji ratingowej, pozwoli sobie wyrobić sporej części zdanie na ten temat tych instytucji. Szczególnie w kontekście niedawnej decyzji o obniżeniu ratingu Polsce. I to właściwie wszystko. Nie jestem pewien, czy zrozumieją cały przekaz. Bo oczywiście jest on krytyczny wobec rozpasanego świata wielkich pieniędzy. Sam Lewis w przedmowie do Big Short pisze, że po upadku Salomn Brothers w latach 80., nie wierzył, że wszystko pójdzie dalej o wiele dalej. Ale gdzieś w tle jesteśmy my wszyscy. Zwykli ludzie, którzy chcą konsumpcji. Bierzemy kredyty, na które nas nie stać, bo musimy mieć większe mieszkanie, lepsze meble, nowe ipody, wakacje w coraz to odleglejszych zakątkach świata.

Jedna z najlepszych scen w filmie, dla mnie osobiście to rozmowa z dwójką brokerów zajmujących się sprzedażą domów i mieszkań i pośrednictwem w udzielaniu kredytów. Dwóch sprzedawców, w Polsce mawiamy na nich doradcy finansowi. Przekonani o swoim geniuszu kolesie, tylko dlatego, że prowizje jakie zarabiają są liczone w tysiącach dolarów. Prawdopodobnie kilka lat wcześniej sprzedawali odkurzacze albo używane samochody. Dziś sami siebie uznają za gwiazdy. Patrzyłem na tę scenę i sam się do siebie uśmiechałem. Ja tych ludzi widziałem również u nas. Gwiazdorów mówiących „pan weźmie większy kredyt hipoteczny, i zainwestuje nadwyżkę w fundusze małych i średnich spółek, samo się będzie spłacało. To ci sami, którzy nawciskali ludziom „polisy inwestycyjne”, od sprzedaży których mieli po kilkadziesiąt procent prowizji. Oni się nie zastanawiali skąd biorą się te pieniądze. „Płacą nam, bo jesteśmy najlepsi”. Aż przychodzi czas, gdy musimy za to zapłacić. W różny sposób.

O innych książkach M. Lewisa https://blogi.bossa.pl/tag/michael-lewis/

[Głosów:6    Średnia:4.5/5]

8 Komentarzy

  1. trendfollowerpl

    czytałem kilka lat temu – polecam. Przy okazji o wiele lepsza wg mnie pozycja :
    “Jak stworzyliśmy demona”Richarda M. Bookstabera.

  2. pit65

    Film OK.LEpszy IMO niż ten robiony “na haju” “Wilk z WS”.

    To co mnie najbardziej zainteresowało w kontekście tradingu to jak “umoczone słonie” są zafiksowani w systemie by bronić swoich stratnych pozycji by zdobyć sobie czas na odwrócenie stratnych.
    NA początku kolapsu ceny zakładów rosły w przeciwnym kierunku, innymi słowy słonie chciały wyrzucić z rynku zakłady przeciw nim wykorzystując swoją wielkość i pozycję.
    Piękna lekcja “niewidzialnej ręki” .
    MAło brakowało by “big short” sie nie udał.

    U nas w wersji “mini” widać ten mechanizm na futkach , jak synonim “grubasa” się zafiksuje w jakiś kierunek z błędem , i korelacja staje się ujemna względem rynków bazowych często zakłady przeciw “grubasowi” sa przez niego bronione i cena w początkowym okresie przez jakiś czas idzie w odwrotnym kierunku.

    1. Grzegorz Zalewski (Post autora)

      Wilka nie byłem w stanie obejrzeć. Znudził mnie. Inna sprawa, że w ogóle nie miałem ochoty go oglądać. Ot film o bogatych i zdegenerowanych (z dowolnej branży).
      Obrona własnych pozycji – kluczowe wyjasnienie to obrona własnych premii na koniec roku

  3. Dtrad5558

    A ja pozostanę przy późnowieczornym ,, The Pursuit of Happyness,,
    z ,,tulipankiem,, Aberlou 12YO
    i zapachem Cohiba Esplendidos

    W tle poproszę Johna Coltrane’a

  4. Adam Stańczak

    @ GZalewski

    “Ale gdzieś w tle jesteśmy my wszyscy. Zwykli ludzie, którzy chcą konsumpcji. Bierzemy kredyty, na które nas nie stać, bo musimy mieć większe mieszkanie, lepsze meble, nowe ipody, wakacje w coraz to odleglejszych zakątkach świata.”

    Zawsze w takich momentach należy przypominać jedną scenę z innego filmu – Margin Call, który też był za trudny na polskie ekrany, a dostał kilka nagród i nominację do Oskara za scenariusz:

    https://www.youtube.com/watch?v=2f2kGHcdJYU

    1. pit65

      Wiesz. ale to jest rozgrzeszenie z gatunku nie moja wina “ona poprzez swoje zachowanie , ubiór etc. spowodowało ,że zrobiłem co zrobiłem” przenosząc to na grunt innej patologii , a mianowicie dewiantów seksualnych.

      A jeśli chodzi o film to IMO film słaby.
      NIe wiesz o co chodzi /z gatunku mystery 🙂 to Tween Peaks był lepszy też nie wiedziałeś o co chodzi , ale klimat był lepszy/ równie dobrze może to być korpo sprzedająca papier toaletowy.
      Dylemat moralny jak odkryć prawdę która z punktu widzenia korpo stała się nagle złem, a przedtem lata tego samego to było “dobro” budujące kariery w “dobrych” czasach bo nie było przymusu tego “dobra” nazywać po imieniu nie trafiają do mnie tak samo jak nie trafia do mnie pani Basia siedząca na kasie skubiąca firmę delikatnie z każdej wpłaty urastającej do milionów w lat naście.
      Nikt o niej filmów nie robi i dobrze nie ma się czym chwalić.

      1. Dtrad5558

        Polecam JOY.
        Przede wszystkim wiara w siebie i … to co najistotniejsze . NIE poddawać sie choć -nawet-Najbliżsi- nie wierzą.

  5. Adrian

    Czytałem obie książki Bradforda oraz oglądałem film Wilk z Wall Street. Bradford może i był bogatym dysfukncyjnym, ale miał swoje zasady, klasę, marzenia, ludzi traktował z szacunkiem. Co prawda później jak już dorobił się milionów to nieźle woda sodowa mu odbiła. Idę o zakład że większość śmiertelników znalazłszy się w sytuacji Wilka zrobiłaby podobne rzeczy, staczając się na samo dno, z tym że 90% z tego dna nigdy by już się nie odbiło. Film jest dobry, ale książki jeszcze lepsze (czyta się jednym tchem) dają pełniejszy obraz wydarzeń i osobowości Wilka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *