Emocjonalność wykresów, część 2

Zacznijmy od pytania: czy inwestowanie na podstawie wykresu jest wyrazem zbiorowej iluzji?

Niemała część naukowców jak i ekspertów od finansów odpowiada na nie twierdząco. Mimo to popularność takiego właśnie sposobu radzenia sobie z obracaniem środków na giełdzie rośnie. Większość stosujących analizę wykresów nie ma problemów z tego rodzaju dylematem, ma natomiast problem z zyskownym wprowadzeniem Analizy technicznej w czyn.

Może jednak nie tak ważne jest to, jakiego rodzaju narzędzi używamy, tylko to, czy wiemy jak je poprawnie używać by dojść do zysków?

Odniosę się ponownie do wpisu Grzegorza:

https://blogi.bossa.pl/2015/12/14/formacjoza/

w którym cytuje on pogląd Petera Brandta z jego książki Dziennik profesjonalnego gracza giełdowego”:

„Głupotą jest zakładać, że wykresy dostarczają bezstronnej informacji pozwalającej zrozumieć zachowania cen. Nastawienie i przekonania tradera są zawsze wbudowane w jego własną analizę wykresów”.

Odwołując się tylko do samej logiki można by nabrać wątpliwości, czy rzeczywiście profesjonalnym graczem może być ktoś, kto posługuje się Analizą techniczną (AT), której zasadnicze narzędzie, czyli wykres, nie dostarcza obiektywnej informacji pozwalającej zrozumieć proces, w który się inwestuje, i na domiar złego robi się to przy udziale błędów poznawczych. Ale skoro w ten sposób można zarabiać, pomimo tylu przeszkód, to nie ma znaczenia, co myśli się o AT, i jakim głupcem na jej temat się jest.

Brandt jest traderem z sukcesami, technicznym traderem, w takim razie udowadnia w ten sposób, że:

a/ bezstronna informacja techniczna nie jest potrzebna, a więc każdy może mieć dowolną opinię o AT, wyciągać z niej, co chce i jak chce, i nie przeszkadza to zarabiać,

b/ zachowania cen nie można zrozumieć przy użyciu tego rodzaju nieobiektywnych informacji, a więc nie ma więc znaczenia jak bardzo bezstronnie patrzymy na wykres,

c/ zachowanie cen być może da się zrozumieć w inny, może bardziej obiektywny sposób, ale to wykracza w takim razie poza sens istnienia AT; nie o to więc Brandtowi chodziło.

W takim razie, idąc tokiem jego myślenia, nie ma znaczenia dla zyskownego stosowania AT kto i co widzi na wykresie. Nie ma również sensu zajmowanie się interpretacją zmian cen na rynkach przy pomocy wykresu, nie ma bowiem możliwości ustalenia dobrej lub złej granicy bezstronności oraz jej wpływu na rozumienie rynku. Nie ma również znaczenia to, jaki układ widzimy na wykresie, i tak prowadzi on do nieobiektywnej informacji, która jednak pozwala zarabiać.

Apofenia i paternifikacja (ang. patternification), czyli dostrzeganie nieistniejących zależności w losowych lub mało istotnych danych, przestają mieć w tym momencie kompletnie jakiekolwiek znaczenie. Można bowiem znaleźć na wykresie nieistotne zależności i mimo to zarobić, można również odszukać zależności mające istotność, a mimo to stracić. Nawet niewidomy może odnaleźć na wykresie co tylko chce, a i tak ma szansę na zysk

I tu można by w zasadzie skończyć. Wniosek Brandta to bowiem najprawdziwsza prawda. Tylko że … nie cała. O czym niestety Brandt już nie informuje, więc muszę zająć się tym sam.

Otóż jego książkę warto przeczytać z dwóch powodów:

1/ Pysznej zabawy z wykresami.

To mniej więcej zabawa podobnego typu jak oglądnie filmu, którego bohater nie wie czegoś, co my widzimy i mamy ochotę krzyknąć mu ostrzeżenie do ekranu. No więc czasem można się zdumieć tym jak Brandt, intuicyjny trader techniczny, wykrył na wykresie formację taką i owaką, albo nie wykrył w innym miejscu podobnej. Lub jak się męczy z wyjaśnieniem dlaczego wykrył jakąś inną. W sumie nic nowego, tak działa to w przypadku intuicyjnej Analizy technicznej – każdy widzi to inaczej niż widzi ktoś inny i obaj mają swoją własną rację.

2/ Znakomitego zarządzania ryzykiem

I to w zasadzie stanowi clou całej tej zabawy w spekulację! Brandt jest w swojej dyscyplinie stosowania własnych reguł niezłomny niczym prezydent pewnego kraju nad Wisłą. Świetnie operuje ryzykiem i to nie tylko ratuje go od opresji i strat, ale pozwala w długich okresach zarabiać. To cała esencja tych wszystkich zabiegów wokół dziwnych wzorów i formacji na wykresach. Można się mylić w ich wykreślaniu czy interpretacji, ale solidne przygotowanie do zarządzania pozycją, ryzykiem i kapitałem prowadzi do końcowego sukcesu! Jego opinia przytoczona na wstępie jest więc jak najbardziej prawdziwa, tylko nie skończona. Sam udowadnia wprawdzie, że bezstronność czy obiektywność patrzenia na wykres nie ma aż tak wielkiego znaczenia jak wielu techników sądzi, ale nie dodał wyraźnie, że konfitury leżą w ZARZĄDZANIU RYZYKIEM!

I na koniec jedna rzecz, której Brandt nie tyka wcale, a jest KONIECZNA do zrozumienia fenomenu AT. Chodzi o magiczne słowo LOSOWOŚĆ. Ma ona wiele wymiarów w tradingu i po cichu wypacza lub poprawia wyniki na rachunku. To z jej pomocą dowolny wzór na wykresie może okazać się funkcjonalny gdy rynek podąży w wyznaczonym kierunku i da nam zarobić, ale kilka innych podobnych, ale niezauważonych lub zignorowanych, może okazać się klapą (lub odwrotnie). Albo gdy chwila nieuwagi, lub zapomnienia, albo zaniechania, może odmienić wynik transakcji. Czy też gdy wszystkie najgłupsze nawet zauważone na wykresie wzory prowadziły do zysków podczas hossy, dając inwestorowi poczucie nieśmiertelności, podczas gdy rzeczywisty wymiar tych wzorów podczas bessy druzgocze rachunek na strzępy. I tak dalej, i tak dalej…

To nie od wzorów na wykresach zależy więc wynik ostateczny w intuicyjnym inwestowaniu, ale od mieszanki całej gamy innych uwarunkowań: od psychologii, przez wiedzę i umiejętności, po czynniki poza naszą kontrolą (losowość). Interpretacje tych wzorów to w takim razie jedynie ozdobnik, czasem inspirator, może też ćwiczenie z intelektu, na pewno środek wyrazu i komunikacji między inwestorami.

A dodam jeszcze, że ciąg dalszy tego być może zawiłego nieco, ale ważnego tematu nastąpi w kolejnym wpisie. Wiele się zmienia bowiem, kiedy kwestię ową zaczynamy traktować systematycznie.

—kat—

[Głosów:8    Średnia:3.9/5]

3 Komentarzy

  1. GZalewski

    Myślę, ze w stosowaniu AT są zasadniczo dwie szkoły.
    Jedna, która nawet dopuszcza losowość (i istnienie serii, czyli trendów) i właściwie nie szukająca na siłę nazwy dla każdej możliwie zauważonej formacji. Jej zwolennicy – jak Brandt – koncentrują się na jak najszybszym uciekaniu z rynku, gdy coś idzie nie tak (czyli zarządzamy ryzykiem).
    Druga szkoła to idealiści, którym wydaje się, że na rynku istnieje jakiś wyższy porządek, pozwalający na opisanie najmniejszego ruchu, prognozowanie na wiele miesięcy naprzód z dokładnością do kilku miejsc po przecinku.
    Cała reszta kręci się wokół tych dwóch podejść.

  2. pit65

    “Niemała część naukowców jak i ekspertów od finansów odpowiada na nie twierdząco.”

    Jeżeli zdefiniować naukę jako badanie rzeczywistości poprzez stawianie twierdzeń i dowodów tych twierdzeń to śmiem twierdzić , że niemała część naukowców i prawie wszyscy eksperci odpowiadający twierdząco bez żadnego dowodu w tej sprawie to mega iluzjoniści.
    NAuka jest więc metodą i jeżeli dany adept AT zastosuje w swojej strategii twierdzenia i dowody /czyli naukowo wg definicji/ ontologicznie i posługując się aksjomatyką pojęć wywodzących się z AT nie ma przeciwskazań by traktować to jako metodę naukową, a przynajmniej nie jest to mniejsza nauka niż ta serwowana przez tzw. autorytety naukowe .
    TAm gdzie zaczynają się autorytety kończy się nauka.

    GZ

    Szkół to jest wiele i te dwie możliwośći oparte na “ucieczce z rynku” tudzież popadnięcie w zbytnią szczegółowość chyba zawężają skrajnie podział .

    1.O ile pierwsza oparta jest na jakimś szczątkowym pojęciu zarządzania ryzykiem zdefiniowanej jako ucieczka czyli z definicji czymś co wymusza wyjście z rynku gdy coś nie idzie tak.
    To małe pytanie co warta taka strategia gdy nic nie idzie tak jak trzeba.
    No i mamy problem z taką definicją “szkoły” opartej na ucieczce wycieczce donikąd.

    2.Zbytnie uszczegółowienie to nie jest szkoła IMO , ale pewna anomalia czyli utożsamienia poznania naukowego do mnożenia bytów co tylko to poznanie utrudnia.

  3. Gzal

    Ja bym może raczej widział to jako dwa ekstrema w pewnym spektrum. I pomiedzy mnóstwo wariantów pośrednich

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *