Ucieczka od zatracenia, część 8

Z góry przeproszę, jeśli ktoś poczuje, że sprawę percepcji strat jeszcze nieco bardziej pogmatwam w poniższym wpisie.

Zakładam jednak, że tam, gdzie chodzi o pieniądze, analiza i opis nawet nieco trudnej i złożonej rzeczywistości są lepsze niż złudzenia i stereotypy.

W kwestii prawidłowego postrzegania nie można zapomnieć o czymś najprostszym – gdzie matematycznie zaczyna się strata? Okazuje się, że nie jest to wcale banalny problem.

Myślę, że tam gdzie spotka się trzech Polaków, tam powstaną cztery zdania na temat tego, co oznacza słowo ‘strata’ na giełdzie. Akurat w tym przypadku mieliby rację. Uściślijmy więc na czym stoimy, aby przynajmniej pojęcia stały się zrozumiałe bez potrzeby każdorazowej interpretacji. Mamy więc 4 stany ujemnych zmian na rachunku:

Aktualna wartość kapitału mniejsza niż łączny jego poziom wniesiony do rachunku z własnych środków inwestora. Liczone bądź to jedynie po cenach (1) wszystkich zamkniętych transakcji, bądź z uwzględnieniem (2) zmian z pozycji nadal otwartych.

Lub

Wartość kapitału mniejsza niż najwyższy do tej pory osiągnięty jego poziom, z uwzględnieniem wcześniejszych zysków. Również można liczyć go tylko po (3) cenach jedynie transakcji już zamkniętych lub też (4) dodać/ująć zmiany wynikające z otwartych nadal pozycji.

We wszystkich przypadkach mamy do czynienia z ubytkiem, choć każdy może go liczyć w odniesieniu do innej wartości bazowej. Istnieje błąd poznawczy zwany „efektem pieniędzy kasyna” (ang. House money effect), który powoduje, że wygranych pieniędzy nie traktuje się jako własnych, stąd stratę liczy się tylko wobec osobistych środków wniesionych do gry. Ten sam efekt dotyczy inwestorów giełdowych. Z jednej strony to daje większy margines negatywnym emocjom, które wzbudzą się dopiero, gdy rynek zaczyna zabierać nasz własny kapitał. Z drugiej strony to powoduje, że zyski traktuje się bez należytego szacunku i uwagi, przez co błędom pobłaża się bez wysiłku. A to właśnie jest błędem największego kalibru.

Zysk to nagroda za własną, ciężką pracę, cel działań, premia za ryzyko i wiele poświęceń. Strata to więc każdy ubytek mający miejsce od ostatniego szczytu kapitału. Proszę zauważyć, że w konsekwencji jako inwestujący żyjemy w stanie niemal permanentnej straty, szczyty kapitału to bowiem wyjątkowe i rzadkie okazje.  Nie ma się też co oszukiwać, że strata na papierze nie jest nią tak naprawdę. Pozorne uspokojenie rozleniwia umysł, ale skoro to jedynie papierowy zapis, to dlaczego w czasie bessy spora rzesza tracących emocjonalnie nie wytrzymuje, chowając negatywne odczucia bardzo głęboko i nie patrząc na ceny akcji tygodniami bo to dotkliwie boli? To oczywiście odruch obronny, ale niepowodujący, że strata, nawet tymczasowa, znika.

A czym różni się pojęcie obsunięcia od straty?

Obsunięcie (ang. Drawdown, albo w skrócie DD) to po prostu eleganckie ujęcie spadku wartości kapitału, liczone od najwyższej jego wartości do minimum jego zjazdu w danym okresie, ujmowane w procentach do owego poziomu maksymalnego. A więc po prostu okresowa strata, która trwa do momentu wyjścia kapitału ponad poprzedni jego szczyt. Ujęcie tego w precyzyjne, liczbowe formaty ma na celu przede wszystkim pomiary, opis i porównanie ryzyka. Strata to w pewnym sensie spadek uchwycony w pojedynczym momencie. Obsunięcie to tymczasowy, limitowany w czasie i wysokości ubytek.

Jeśli kapitał z 10.000 PLN spada do 9.000 PLN, a potem rośnie do 9.500 PLN, to obsunięcie wynosi 10%, a aktualna strata 5%. I chociaż w zasadzie pojęciem straty możemy operować na wiele dowolnych sposobów i w odniesieniu do dowolnych poziomów bazowych, a także używać ją zamiennie wobec obsunięcia, to jej emocjonalna siła oddziaływania na psychikę ma spore znaczenie, którego nie sposób pominąć. Proszę rozważyć jak reaguje umysł na słowo strata, a jak na obsunięcie. To drugie jest łagodniejsze, przyjaźniejsze emocjonalnie i zawiera w sobie ową dawkę tymczasowości. Użycie więc tego pojęcia staje się emocjonalnie łatwiejsze wszędzie tam gdzie ma to uzasadnienie.

Trudne pytanie, jakie chciałbym zadać na koniec brzmi:

Jak odróżnić czy stosowana metoda/strategia działa i przechodzi właśnie okres naturalnego obsunięcia, czy jednak jest po prostu nieskuteczna lub w ogóle istnienie jej jest tylko pozorne, a spadek permanetny?

Odpowiedź pociąga bowiem za sobą dość istotne skutki:

Jeśli to jedynie obsunięcie, to od strony merytorycznej nie ma powodu do zmartwień, należy skupić się na dyscyplinie realizacji założeń i wyrobić w sobie siłę dostosowania psychiki do takich właśnie okresów stratnych.

Jeśli natomiast jest to po prostu objaw nieskutecznej lub nieistniejącej tak naprawdę metody/strategii, to jedynym logicznym i rozsądnym krokiem jest zaprzestanie jej używania.

Myślenie o aktualnym zmniejszeniu się kapitału jako jedynie o tymczasowym obsunięciu w działającej strategii jest wygodniejsze, mniej frustrujące i nie powoduje tyle lęków i niepewności. Co jednak tak naprawdę mówi o rzeczywistości? Odpowiedź wcale nie jest łatwa, prosta i jednoznaczna, a przede wszystkim wymaga sporo miejsca i pojęć. Zostawiam ją więc na przyszłe wpisy.

—kat—-

[Głosów:3    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *