Wrócę na chwilę do wpisu sprzed 2 dni, w którym na wykresie indeksu niemieckiego rynku akcji DAX wskazywałem niebezpieczeństwo zejścia w techniczny obszar bessy.
No i stało się. Indeks zamknął się po kursie 9648,43, czyli poniżej granicy 9899 wyznaczającej nowy trend – bessę. To zmiana dekoracji rynkowej i fakt, wobec którego spora część nie tylko niemieckich inwestorów zapewne będzie chciała dopasować swoje portfele inwestycyjne. Ale nie będę tym razem nic zapowiadał czy podpowiadał, sam nie jestem ani o krztynę mądrzejszy od tego co widać na wszystkich obrazkach, chciałem jedynie przez moment odnieść się do samego wykresu wspomnianego indeksu.
Otóż grający na platformach forexowych, jak w bossafx, mogą okazać się skonfudowani tym, co widać co widać na przebiegu samego indeksu DAX, a tym jak kwotowany i rysowany jest instrument pochodny oparty na nim czyli CFD DAX (tzw. kontrakt na różnice kursowe), na którym robią transakcje. Wspomniane wyżej poziomy tam nie występują w roli zamknięć sesji, różnice są znaczne. Dlaczego? Ano dlatego, że forexowy DAX nie jest zbudowany na notowaniach samego indeksu lecz opartego na nim kontraktu terminowego, który nie odwzorowuje dokładnie samego indeksu z jednego zasadniczego powodu – różnej długości czasu notowań.
Wszedłem więc na stronę giełdy we Frankfurcie i zrobiłem 2 zrzuty ekranowe obu wymienionych instrumentów i zestawiłem je w jednym oknie jak niżej:
źródło: http://www.boerse-frankfurt.de
Kontrakt na DAX, czyli podstawa forexowych CFD, jest notowany już od 8:00 rano, czyli godzinę przed otwarciem giełdy i rozpoczęciem wyliczenia indeksu DAX (start o 9:00), natomiast kończy się o 22:00 czyli wiele godzin po zamknięciu notowań indeksu. W związku z tym powstają różnice, które widać w lukach między sesjami, w poziomach otwarcia/zamknięcia/max/min, jak i w kolorze oraz wielkości świec. Na wykresie powyższym zaznaczyłem 2 tego rodzaju, mocno wyraźne różnice. Coś, co na jednym rysunku wygląda jak sesja wzrostowa, na drugim okazuje się być spadkiem.
Generalnie jednak trendy są na obu zbieżne. Problem może się rodzić w interpretacji, czyli przede wszystkim w Analizie technicznej.
Sam indeks jest używany przez instytucje i media w analizach. Natomiast kontrakt jest dużo dokładniejszy ponieważ pokazuje wpływ wydarzeń zagranicznych na rynek niemiecki. Stąd przed zasadniczą sesją inwestorzy pilnie mu się przyglądają i uwzględniają w swoich decyzjach. Choć zasadniczo w czasie dnia to indeks nadaje ton rynkowi, jako że do jego wyliczenia bierze się aktualne kursy 30 największych spółek na parkiecie we Frankfurcie. Zresztą podobna sytuacja ma miejsce na naszym parkiecie. Poza przypadkami gdy to ogon macha psem czyli kontrakt indeksem.
Jak to sensownie ugryźć? Odpowiem w Salomonowym stylu: jeśli grasz na CFD DAX na platformie forexowej, kieruj się w A.T. właśnie jego wykresem. Jednak staraj się monitorować istotne rozbieżności w sesjach i w razie czego powstrzymaj się przed transakcją jeśli sam indeks wskazuje co innego niż sądzisz. Instytucje bowiem opierają się w swych ocenach przede wszystkim na indeksie i przebicie „istotnych” poziomów na kontraktach może okazać się nie tak istotne. To kwestia praktyki. A przy okazji może wykryjesz ciekawe zależności pomiędzy oboma…
Na marginesie: czy ktoś zorientował się, WIG20 również wpadł w poniedziałek w techniczną bessę zamknięciem poniżej 2100? Cóż, nie jest to powód do żadnego rodzaju dumy, ale też jeszcze nie tragedii… Amerykanie pilnie ściągnęli z urlopów tysiące pracowników działów zarządzania aktywami, a telefony zrobiły się gorące od ilości rozmów jakie doradcy musieli obyć z zaniepokojonymi klientami. Jednakże atmosfera jest mniej więcej taka:
Mamy dobrą okazję do kupna. Gospodarka jest stabilna, choć rynek nieco drogi. Chińska gospodarka jedynie zwalnia, a nie wchodzi w recesję, natomiast ich giełda od dawna domagała się spuszczenia powietrza z nadmuchanego balona. Stopy są bliskie zera, pieniądz tani, brak alternatyw zarabiania w postaci depozytów, obligacji czy towarów.
Ironiczne uśmiechy nie są wcale nie na miejscu, ale to czas pokaże siłę popytu. Powody tego wszystkiego przestają być już istotne, ważne jest to jak o ryzyku myślą największe instytucje.
Dwie ciekawostki na koniec:
1/ Kiedy rynki się waliły, Euro było kupowane. W chwili kryzysu świat uciekał od dolara. Podobnie na jenie. Na parze najbardziej zmiennej GBP/JPY przydarzyła mi się natomiast satyryczna sytuacja, która króluje w przekazach forexowych zwykle: poszedłem do toalety a rynek obsunął się o 500 pips w kilka minut. Przypomniał mi się krach w 2007-2008 roku. Na szczęście miałem krótką pozycję, po prostu małe deja vu.
2/ Po tzw. Flash Crash w 2010 roku w USA wprowadzono limity na dzienne zmiany kursów. Gdyby nie zadziałały wczoraj na CME i NYSE kto wie gdzie wylądowałyby indeksy. Na NYSE 1728 instrumentów skończyło na limitach, w tym niecały tysiąc to były mało płynne ETFy. Ale gdy Dow Jones spadł na otwarcie 1000 punktów, zapanowała konsternacja…
Czarny Poniedziałek ? Bez przesady… Giełdy zrobiły piękne sesje tzw. odwrotu. Pytanie tylko na ile skutecznie?
—kat–



Dodaj komentarz