W świeżym opracowaniu napływu środków do funduszy inwestycyjnych możemy przeczytać, iż dużą popularnością polskich inwestorów cieszy się oferta inwestowania na rynkach zagranicznych. Dla zwolennika większej obecności inwestorów indywidualnych na rynkach zagranicznych to dobra wiadomość, która musi być jednak uzupełniona o drobną wątpliwość.

Wedle wyliczeń analizy.pl w lutym bieżącego roku funduszom oferującym ekspozycję na rynkach zagranicznych przybyło blisko pół miliarda złotych. Autorka opracowania stawia tezę, iż korzeniami zainteresowania inwestujących są hossy na rynkach rozwiniętych. W tym samym czasie – jak mówi dalsza część opracowania – funduszom akcji oferującym ekspozycję na spółki warszawskie, z uwzględnieniem blue chipów, ubyło środków na kwotę 160 mln złotych. Stąd już tylko krok od tezy, iż obniżenie stóp procentowych i zwyczajne wypychanie przez NBP pieniędzy z lokat nie przekłada się na popularność polskich akcji.

Oczywiście łatwo wyjaśnić sprawę brakiem hossy indeksu spółek o największej kapitalizacji i fantastyczną – zwłaszcza z punktu widzenia amatora inwestującego w fundusze – postawą giełd światowych, z akcentem na europejskie, które w niespełna pół roku zyskały ponad 30 procent. Znajomość technik sprzedaży produktów finansowych podpowiada, jak łatwo było sprzedać fundusze zagraniczne, które w ostatnim czasie podłączyły się pod trendy wzrostowe na rynkach akcji. Jeśli dołożyć do tego fakt, iż żądze kupującego można podsycić osłabieniem złotego, to w pełni zrozumiały staje się ten pęd do wysyłania pieniędzy na rynki zagraniczne.

Ciekawostką takiej strategii jest to, że polski inwestor kupujący fundusze zagraniczne – niezabezpieczane – zdaje się dziś masowo popełniać ten sam błąd, który wcześniej popełniali nieszczęśnicy kupujący mieszkania w Polsce za waluty. Dla jasności, sam wysłałem niemal całość swoich środków na rynek niemiecki, który w ostatnim czasie płacił mi nie tylko zwyżkami cen akcji, ale jeszcze osłabieniem złotego. Niemniej, kilka lat obecności poza rodzimym podwórkiem uwrażliwia na różnice kursowe ze zdwojoną siłą. Dlatego z pewnym zdziwieniem oglądam popularność niezabezpieczonych funduszy zagranicznych, gdy złoty tak mocno osłabił się do dolara.

W skrócie mówiąc problem polega na tym, iż inwestujący z Polski na rynkach zagranicznych musi brać pod uwagę fakt, iż w średniej perspektywie potencjalne zyski z dalszego wzrostu cen akcji mogą i zwyczajnie muszą, zderzyć się z banalnym faktem, jakim jest zmiana wartości inwestycji w złotych. Przerabialiśmy to wcześniej na rynku złota, który podniecał zwyżkami w dolarach, ale przeliczenie kursu na złotego dawało wynik zwyczajnie słaby. Nie przeszkadzało to oczywiście teoretyzującym wykazywać atrakcyjności złota. Dlatego, zwyczajnie trzeba o tym pamiętać, żeby później nie być rozczarowanym, iż hossa na świecie nie przełożyła się na hossę w portfelu.

Dla zobrazowania problemu polecam tekst lub proste liczenie, jak będzie wyglądał zwrot ze 100 euro ulokowanych, gdy kupimy zagraniczne akcje przy kursie EUR/PLN=4,00. Jeśli nasza inwestycja wzrośnie o 10 procent, a złoty będzie stabilny do euro, to nasz zysk wyniesie 10 procent. Bułka z masłem. Starczy jednak, by w tym samym czasie, kurs euro obniżył się do 3,60, by nasze 100 euro ulokowane na rynku zagranicznym przełożyło się na stratę o 1 procent. Chcemy tego, czy nie paradoks inwestowania na rynkach zagranicznych polega również na tym, iż zakładamy się ze światem o to, iż w tym samym czasie globalny kapitał nie zapała miłością do złotego.

Na koniec rzućmy okiem na wykres WIG20, który obrazuje wartość indeksu przez kurs dolara i euro. Z pomocą przyjdzie nam serwis stooq, który robi to dla nas w czasie rzeczywistym. Jak widać poniżej, WIG20USD jest dziś niemal równie tani, jak na dołku 2012 roku, a teoretyczna pięcioletnia strata WIG20USD wynosi blisko 30 procent. Jakby na to nie patrzeć warszawskie blue chipy są dziś zwyczajnie tanie, gdy chcemy kupić akcje za dolary. Nie muszę dodawać, iż drugą stroną takiego układu musi być pytanie, czy zagraniczne akcje kupowane za dolary nie są jednak zbyt drogie, by właśnie teraz rzucać się w wir inwestycji na rynkach amerykańskich.

wig20eurusd

(źródło: stooq.pl)

[Głosów:24    Średnia:5/5]

5 Komentarzy

  1. pit65

    Taka mnie naszła refleksja niekoniecznie w 100% zgodna z treścią wpisu.

    Paradoks inwestowania , a także i oszczędzania , emerytur lub budowy kapitału /wszak kapitalizm bez kapitału jest niczym/ w Polsce polaga na tym , że waluta bazowa miejscowa nie trzyma wartości i nie ważne w jakim systemie przyszło nam żyć.

    BY sie o tym przekonać wystarczy porównać w jakim trendzie przez ostatnie lat 40 kwotowano złoto w złotówce.

    stooq.pl/q/?s=xaupln&c=50y&t=l&a=lg&b=0

    Surowiec , pieniądz czy relikt nieważne jak zwał jest tu papierkiem lakmusowym (nie)utrzymywania jako takiej siły nabywczej w porównaniu z innymi walutami nie wspominając o premii za wzrosty.
    20 lat po “zmianie ustroju” nic się nie zmieniło w tym temacie .
    Najwieksze “umocnienie” notowano na przełomie wieków i było związane jak mniemam z kulminacją wyprzedaży prywatyzacyjnej , ale wyprzedaż jest aktem jednorazowym.
    O tym jak zaprocentowała ta wyprzedaż ekonomicznie możemy się przekonac teraz patrząc jak od roku 2008 złotówka na “zielonej wyspie” czyli pochodna pochodnej waluty rezerwowej Nr1 osłabiła się o prawie 100% mając za nic pijarowską zieloność plus rekordowa emigracja za chlebem pewnie od XIXw. tudzież rekordowe zadłużenie.
    Chocholi taniec – miałeś bracie złoty róg ostał…..
    MAmy ogromną szansę by znów powtórzyć Nasz Narodowy Dzień Swistaka i świętować jeszcze jeden upadek, zryw czy temu podobne.
    NA takie święta “pracuje się” od podstaw takimi 20 leciami jak minione i czasami jakis zaborca “ulituje się biorąc tak niefrasobliwy naród” w jasyr.
    Oczywiście lewicujący ekonomiści trąbią w fanfary ,że OK bo konkurencyjnośc wzrasta pracujemy dla Europy, ale ta droga zostaje Ci sie tylko “praca” do kresu dni Twoich czyli taki lewicowy Raj obiecany, którego karykaturą czy też przestrogą były dawniej “obozy pracy”.
    Tak więc czekamy dalej na Godota by zapałał miłością do naszej waluty bo sami nie umieliśmy stworzyć dla niej jako takiego oparcia .

    Puki co w długim okresie biorąc pod uwagę powyższe nam nie grozi co najwyżej jakies krótkoterminowy ruch korekcyjny więc może dalej najgorszy możliwy produkt inwestycyjny czyli złoto będzie dalej wygrywała z rodzima lokatą czy rynkiem tak jak na tym wykresie za lat 25 przeszło odkłądając co roku jedną srednią krajową wirtualnie w lokatę , złoto i indeks wig20 czyli wycenę awangardy przemian ostatnigo 20 lecia.

    www.bankfotek.pl/view/1869434

    Wniosek inwestujmy za granicą puki mamy jeszcze jakiś kapitał denominowany w złotówkach 🙂
    Swoją drogą w polskich warunkach złoto nieźle przechowuje wartość 😉

  2. _dorota

    Wykres, który podałeś taki jest ładny w perspektywie 30 lat, bo widać na nim wielką inflację, którą skończył się ustrój miniony (jakże słusznie).

    Jeżeli porównać złoto w PLN i złoto w dolarach wyrażone, przez ostatnie 10 lat, to nie wygląda tak dramatycznie:
    http://stooq.pl/q/?s=xaupln&d=20150312&c=10y&t=l&a=lg&b=0&r=xauusd

    (Szkoda, że tam nie ma funkcji 20 lat).

  3. astanczak (Post autora)

    # pit65

    Za takimi wykresami powinieneś pracować dla jednej z mennic, jako specjalista od marketingu 🙂

    W sprawie złotego nie potrafię być optymistą. Niby czeka nas napływ euro z UE, Polska jest na ścieżce wzrostu, wcześniej czy później pojawi się jakaś bańka spekulacyjna obejmująca nasze aktywa, ale jakoś nie widzę w perspektywie dekady Polski w strefie euro, marzenia o byciu w G20 (tak na poważnie, a nie przez manipulowanie statystykami) uważam za marzenia i raczej oczekuję jednak słabszego złotego. Dlatego myślę, że dla Polaka każda inwestycja na rynkach zagranicznych jest po części ucieczką do bezpiecznej przystani. Dobrze to było widać w ostatnim kryzysie, kiedy słabość złotego amortyzowała straty z zagranicznych akcji.

    @ _dorota

    Cały czas pamiętajmy, że na wykresie łatwo udowodnić każdą tezę. Dlatego traktowałbym takie rzuty okiem raczej, jako inspiracje do własnych poszukiwań.

    >(Szkoda, że tam nie ma funkcji 20 lat).

    Mi też brakuje tam kilku funkcji – np. 6 miesięcy. Nie wiem, czy Tomasz Kulawik, który przed laty był pierwszym poruszycielem serwisu stooq, jeszcze ma coś wspólnego z tym, co tak ładnie wyrosło z jego działań w przeszłości, i nie wiem, czy nas czyta. Jeśli odpowiedź jest 2xtak lub ktoś może coś z tym zrobić, to apelujemy o dodanie do wykresów innych interwałów czasowych.

  4. pit65

    @_dorota

    Bardzo lubię te wykresy korelacji wzrostów procentowych , które sugerują oku , że w zasadzie nie odstajemy od kierunku w jakim podąża hegemon natomiast nic nie mówią o wartości.
    W takich wykresach najważniejsze są te nieliczne momenty gdzie tej korelacji brak bo to one określają miejsce w szeregu.
    Mówisz i masz 20 lat :
    XAUPLN

    http://www.bankfotek.pl/view/1869666

    XAUUSD

    http://www.bankfotek.pl/view/1869667

    W 1990 PLN startował od 350,-/uncje towaru.Usd 400 .

    Wynikowy stosunek inflacji zielono wyspowej PLN do szmaconego dolara przy tym samym mianowniku w postaci złota na dzień dzisiejszy od roku 1990 to jak 13:3.
    Przy czym od roku 2001 gdy PLN startował z 1000,-/za uncje w Usd było to 260. do dnia dzisiejszego mniej więcej jest po równo około 4.5 krotny wzrost na obu.
    Tylko ,że po równo w warunkach wysokiego wzrostu gospodarczego u nas w stosunku do szmaconego dolara to żaden wyczyn to jest oddawanie owoców tego wzrostu za friko komuś innemu w malejącej sile nabywczej.

    Wynikiem czego ten który tutaj pracował na ten wzrost za średnie wynagrodzenie miesięczne w roku 2001 mógł sobie pozwolić na kupno 1.9 uncji towaru, a w roku 2015 odpowiednio 0.9 uncji przy zbliżonych ratio usd/pln dla tych lat.

    Taki jest niewidoczny mechanizm eksportu inflacji poprzez USA, przy wydatnej pomocy naszych niekumatych rządzących , którzy skoczą w ogień by przypodobać się za wszelką cenę Panu.
    Taki kraj będący dominium innego kraju i mający to za ambicję zawsze będzie eksportował tylko swoich bezrobotnych, ponieważ nie zatrzyma w żaden sposób wypracowanego kapitału na miejscu, a ten jest potrzebny do budowy dobrobytu , a każda próba stworzenia emerytur kapitałowych skazana jest na casus OFE.

  5. pit65

    “Za takimi wykresami powinieneś pracować dla jednej z mennic, jako specjalista od marketingu”

    Pustego PR-u nie cierpię 🙂
    Dokończyłęm w odpowiedzi dla _doroty.
    Poproszę o zmoderowanie komentarza ze względu na linki.

    Potraktuj złoto tutaj /bezideologicznie/ jako synonim towaru bo w końcu po to zarabia się pieniądze między innymi poprzez dodruk by wymienić je na towar , jakikolwiek towar.
    Puki istnieje jakiś “murzyn” tfu… afroamerykanin w jakimś bantustanie, któremu za rozcieńczony papier będzie opłacało się pracować na kogoś jak nie uwłaczając Polakowi póty status quo trwać będzie.
    To, że wynaleziono coś takiego jak pieniądz to nie znaczy, że nie ma w tej transakcji barteru jest on częścią najważniejszą każdej transakcji z użyciem pieniądza , nawet tej gdzie wszelkie znaki na niebie mówią coś odmiennego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *