Forexowi milionerzy: ukłony dla analityków, część 4

Analityków ocenia się za trafność prognoz, a ja chciałbym przekonać, że istnieją ważniejsze powody, dla których ta profesja ma jakiś sens istnienia.

A może właśnie warto wyrzucić z głowy ową trafność i skoncentrować się na innych rzeczach, bardziej przydatnych? Zresztą i sami analitycy stają się czasem niewolnikami owej trafności, składając na jej ołtarzu niepotrzebne ofiary kosztem wartościowszych elementów analiz.

Dla mnie naprawdę sporym zaskoczeniem było wyznanie przez trzech bosiowych Milionerów tego, że wszyscy oni obowiązkowo korzystają z publicznie dostępnych w sieci analiz. Zastanawiałem się ile tego rodzaju outsourcing wnosi do ich i tak imponujących wyników. Z jednej strony bowiem analitycy jako zawód nie mają generalnie najlepszej opinii wśród inwestorów, głównie z powodu wielu wpadek  w przeszłości; z drugiej – większość zaawansowanych inwestorów i traderów zasadniczo nie czuje potrzeby i nie czytuje publicznie dostępnych analiz, do czego sam się też przyznam; z trzeciej – jakość analiz publicznych pozostawia czasem sporo do życzenia. W przypadku Milionerów w grę wchodzi jednak przynajmniej jedna istotna korzyść: czas. Wszyscy bowiem poza forexem prowadzą jeszcze podczas dnia swoje własne biznesy. W takim razie ulubiony i w miarę sprawdzony analityk oszczędza im sporo cennego czasu, którego nie stracą na poszukiwanie informacji, czytanie raportów, sprawdzanie zmian na rynkach i w otoczeniu, rysowanie złożonych wykresów (w jednym przypadku fale Elliota), tworzenie syntez czy grzebanie w kalendarzach w poszukiwaniu nadchodzących zdarzeń. Tego rodzaju oszczędność przekonuje mnie, choć sam nie posiadałem potrzeby z niej korzystać. Domyślam się jednak, że analityk w tej roli jest dla wymienionych trzech panów jedynie przetwornikiem informacji, a nie suflerem transakcji, bowiem ostateczną decyzję i zarządzanie ryzykiem Milionerzy przejęli w swoją gestię dość efektywnie.

Nigdy nie przewidywałem, że sam stanę się konsumentem analiz, dopóki nie stworzyłem swojego rachunku IKE. Nie mam specjalnie czasu zajmować się nim aktywnie, więc przyszedł czas na to by poszukać swoistego rodzaju informacji, za które potrafię docenić rolę analityków. Chodzi o podpowiadanie okazji inwestycyjnych. A więc wybieranie spółek, w których można się spodziewać tego CZEGOŚ. Wiem wówczas, że analityk odrobił za mnie lekcję choćby wstępnego sprawdzenia kondycji spółki i zaproponowania jakiegoś motywu do zawarcia transakcji. Ja te informacje i tak przefiltrowuję potem przez swój system analizy wykresu, ale kiedy dostaję na tacy gotowce, doceniam je i przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza jako produkt wielogodzinnych starań analityka, który stara się w ten sposób zapracować na swoją pensję i próbuje zbudować swój prestiż. Nie potrzebuję jednak analityka-prognostyka ani opowiadacza o przeszłości, lecz solidnego i dociekliwego poszukiwacza.

Cóż, nie jest wielką tajemnicą, że korzystam z najbliżej dostępnego mi miejsca -> rekomendacje bossa. Analityczka tego działa – Sylwia Jaśkiewicz – wygrała TVN-owski „Milion w portfelu” z 3-cyfrową stopą zwrotu. Stawiam na MiSie więc jest mi z nią po drodze. Na głównej stronie bossa.pl wisi obecnie ankieta na temat użycia rekomendacji wśród inwestorów. Wg niej na ten moment 38% głosujących nie korzysta z nich wcale. Szczerze mówiąc stawiałem, że będzie to wyższy odsetek. Ale 12% korzysta z tych podpowiedzi w transakcjach. Nawet jeśli osiągają dzięki temu dużą trafność, choć sam tego nie sprawdzałem, wskazana jest większa samodzielność w przyszłości. Plusem takiego korzystania z podpowiedzi jest niższy stopień żalu przy przegranej, a to dlatego, że za decyzję można obarczyć kogoś innego. To oczywiście nie rozwiązuje problemu, ale satysfakcjonuje i koi podświadomość.

Szczególnie ostrożnie do zbyt bezkrytycznego pochłaniania analiz powinni podejść wszyscy początkujący. Często to właśnie analitycy są pierwszymi przewodnikami po świecie inwestycji, co powoduje, że można nie dostrzec wyraźnego rozdziału ról, o których wspominałem wcześniej– posiadania racji i zarabiania. A w pogoni za racją zapomina się o czymś ważniejszym: zarządzaniu ryzykiem non stop. Analityk może żonglować argumentami, swobodnie dobierać je czy przemilczać w wygodny dla siebie sposób, który realizuje pewną linię i strategię pisania, typowania i kształtowania swoich hipotez, ale w warunkach braku rozliczeń go z ryzyka. może on pozwolić sobie na wszelkie licentia poetica. Ściganie się z nim na racje i trafienia nie ma dla inwestora większego sensu, tu potrzebna jest własna strategia gry z rynkiem. Szczególnie w sytuacjach podbramkowych, kiedy portfel zaczyna krwawić, szukanie wówczas prognoz u analityków do niczego nie prowadzi. Na rynku akcji ich ton jest zwykle przesadnie optymistyczny, na rynkach pochodnych ich trafność nie różni się od przeciętnej rynkowej, tu trzeba samemu wziąć więc odpowiedzialność za swoje działania.

Gdyby spojrzeć na lekturę analiz akcji w liczbach, to spadki i wzrosty czytelnictwa pokrywają się w dużej mierze ze zmianami koniunktury na rynku. Kiedy trwa hossa analitycy stają się zbędni, kiedy rynek się wali zainteresowanie lekturą rośnie. W pewnej mierze przeglądanie opinii analityków podczas bessy ma sens od jednej przynajmniej strony: o ile bowiem nie są sami zaangażowani własnymi pieniędzmi na rynku, ich opinie są pozbawione emocjonalnej gorączki, która chwyta za gardła tracących inwestorów. To może być nieco kojące i przywrócić głowie chłodne myślenie.

Trzeba jednak pamiętać, że w takich trudnych chwilach można wpaść w pułapkę tzw. efektu potwierdzenia. Powoduje on mocno selektywny odbiór informacji i opinii, umysł poszukuje wówczas tylko tych, które potwierdzają pozycję inwestora na rynku i jego rozgorączkowane przekonania, odrzuca natomiast wszystkie kontrargumenty i fakty, które nie pasują do przyjętego obrazu. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z obiektywnym i racjonalnym podejściem. W takiej chwili warto uświadomić sobie, że analityk wcale nie musi być wrogiem i pewne rzeczy widzi nieco bardziej trzeźwo, i nawet jeśli sprawia to czytającemu dodatkowy ból emocjonalny, warto na serio rozważyć jego argumentację. W takim razie analitycy spełniają pożyteczną funkcję dyskutantów, nic lepszego niż rzeczowy spór myślowy nie pobudza logiki i krytycznego, konstruktywnego myślenia. A przy tym kreatywności, byle równie krytycznej! Uwaga jednak: metody używane w analizach nie muszą być wcale efektywne, lub są takie jedynie dla celów piszącego, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zweryfikować je na własny użytek. A zawsze podchodzić do nich z dystansem.

Zawodowcy traktują większość analityków jako rozrywkę, infotainment, szczególnie owe gadające głowy w kanałach biznesowych typu CNBC. W dużej mierze mają rację, to akurat bowiem tzw. wata, wypełniacz między reklamami. Nic nie zastąpi samodzielnego myślenia, planowania i decydowania. Ale świat analityczny to ogromna paleta barw i tak jak pić, trzeba się tego nauczyć czytać. Zawsze z dystansem. I z myślą, że analitycy po prostu mylą się równie często jak reszta śmiertelników.

—kat—

[Głosów:28    Średnia:3.3/5]

3 Komentarzy

  1. Wojtek S.

    Z ciekawości spojrzałem na rekomendacje Bossy i ze zdziwieniem zauważyłem, że 1 lutego analityczka Bossy wydała rekomendację KUPUJ dla Puław. Wszystko byłoby OK, bo papier zyskał przez ostatni miesiąc, ale jednocześnie tego samego dnia wydała rekomendację SPRZEDAJ dla Azotów Tarnów. To mnie trochę zaskoczyło, bo zawsze wydawało mi się, że Puławy i Azoty są skorelowane ze sobą. Korelacja utrzymała się w ostatnim miesiącu – Azoty też zyskały od 1 lutego (+15%), nawet mocniej niż Puławy (+10%).

  2. Felippe

    Wiesz, z tymi rekomendacjami to różnie bywa… Dają jakiś tam pogląd, ale raczej nic poza tym. Natomiast masz rację co do tego że to co się dzieje w Grupie Azoty ma pewien wpływ na Puławy i odwrotnie, oczywiście mówimy tu o kontekście giełdowym. To się wszystko wiąże, w końcu Puławy to jest spółka wchodząca w skład GA. Natomiast nigdy nie będzie to przełożenie 1:1, bo wiadomo że każda spółka ma trochę inne otoczenie, inne zmienne które mają wpływ na kurs etc.

  3. astanczak

    Tylko drobny dopisek. Analityczna praca wcale nie oznacza występowania w telewizji. Występowanie w TV to karykaturalna część pracy na tym polu.

    W dużych instytucjach wygląda to tak, że zarządzający ma analityków do swojej dyspozycji, czyta analizy i z analitykami rozmawia, ale w finale sam dokonuje ponownej analizy i – co ważniejsze – decyzji o inwestycji.

    Pisanie o analitykach na postawie ich występów w telewizji jest, jak pisanie o pracy polityka na podstawie tego, co mówi w kropce nad i. Politykę i analizy robi się po cichu, bez medialnego szumu.

    To praca dla ludzi z tendencjami introwertycznymi, lubiącymi siedzieć w liczbach, arkuszach kalkulacyjnych i danych, a nie zamiłowanych w bieganiu po telewizjach.

    Oczywiście, część musi to robić, ale powiedzmy szczerze w samym środowisku analityków gadające głowy nie wzbudzają najwyższego szacunku. Wszyscy traktują to z mocnym przymrużeniem oka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *