Obserwatorzy poczynań banków nie mogą się nudzić. Wczorajsze protokoły z posiedzenia FOMC pozwalają zadać pytanie, czy w 2015 roku, którykolwiek z ważnych banków centralnych odważy się na podwyżkę stóp procentowych.

Na początku warto poczynić zastrzeżenie. Wczorajsze protokoły FOMC odnoszą się do spotkania z końca stycznia i obejmują wizję gospodarki amerykańskiej sprzed lutowego, bardzo mocnego raportu z rynku pracy. Niemniej, w protokołach pojawiają się zmienne, które trudno uznać za zdezaktualizowane danymi Departamentu Pracy. Pierwszym jest odnotowanie przez Fed zadyszki, jakiej doznał amerykański sektor paliwowy, po spektakularnym spadku cen ropy. Z punktu widzenia Fed problemem jest nie tylko oczywisty wpływ na PKB – dobrze pokazały to wczorajsze dane o produkcji przemysłowej – ale również spadek zatrudnienia w sektorze, który był jednym z mocniejszych segmentów pokryzysowego świata. Można spierać się na ile spadek cen ropy jest pochodną rewolucji łupkowej, ale nie można pominąć problemu mocnego dolara.

W istocie, umocnienie dolara było jednym z głównym tematów, z jakim musiał zmierzyć się Fed na styczniowym posiedzeniu FOMC. Oczywiście, amerykańska gospodarka jest dziś zbudowana raczej na konsumpcji niż eksporcie, więc mocniejszy dolar nie jest największym problemem, z jakim musi mierzyć się Fed, ale ignorowanie tego faktu nie jest łatwe. W praktyce okazało się bowiem, iż relatywnie prosto było dać gospodarce zastrzyk luzowania ilościowego, którego konsekwencją było – intencjonalne lub nie – osłabienie dolara, ale znacznie trudniej jest wyjść z tego świata ignorując potężne umocnienie waluty. Fed musiał odnotować, iż w końcu stycznia Dollar Index – a więc wycena dolara do koszyka walut największych partnerów handlowych USA – miała za sobą siedem miesięcy nieprzerwanego wzrostu, co przekładało się na przeszło 10 procentowe umocnienie USD do konkurencji.

Naprawdę dolar jest mocny na całej tablicy. Na dziś para EUR/USD jest przeszło 17 procent niżej niż przed rokiem. Porównywalnie wygląda roczne umocnienie dolara do jena, ale przesunięcie perspektywy na trzy lata pokazuje, iż dolar umocnił się do jena o blisko 50 procent. Analogicznych przykładów można znaleźć więcej, z których godną uwagi jest relacja pomiędzy dolarem i chińskim jenem. Para USD/CNY miała za sobą dziewięcioletni trend spadkowy, który złamał się zeszłorocznym umocnieniem dolara i znajduje prostą kontynuację w zaczętym właśnie roku. Inaczej mówiąc Fed jest w położeniu, w którym pośpiech do pierwszej podwyżki ceny kredytu zderza się z globalnym, intencjonalnym osłabieniem innych walut do dolara, co samo w sobie sprzyja dalszemu umocnieniu amerykańskiej waluty.

Dłużej obecni na rynku gracze pamiętają, iż nieoficjalnym modelem działalności Fed jest powstrzymywanie się od komentowania kursów walutowych. Wczorajsze protokoły FOMC wskazują jednak, iż po latach ignorowania wpływu słabego dolara na świat, czy raczej przymykania oka na fakty, Fed znalazł się w środku wojny walutowej, którą sam rozpoczął wprowadzając swoje trzy programy luzowania ilościowego. Kijek w postaci QE okazał się mieć dwa końce, z którego drugi właśnie zaczyna pukać do drzwi amerykańskiego banku centralnego. Dlatego poważnie rozważyłbym tezę, iż zamieszanie wokół kursów walut spowoduje, iż sporo czasu minie zanim jeden z ważnych banków centralnych świata odważy się na bycie pierwszym, który złoży broń w globalnej wojnie walutowej. Zwycięzcami w tej wojnie będą głównie rynki akcji, gdzie będzie manifestował się wpływ taniego pieniądza.

[Głosów:20    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *