Kupiłem kilka dni temu książkę napisaną w 1946 roku i wydaną rok później, pod tytułem „Giełda przestaje notować”. Jej autorem jest Zygmunt Sztaba, najbardziej chyba znany jako autor słów do piosenki „Kuba, wyspa jak wulkan gorąca”, choć napisał w sumie kilkanaście książek. „Giełda przestaje notować” była drugą.

Tytuł był na tyle intrygujący, że gdy dowiedziałem się o jej istnieniu natychmiast zacząłem szukać. Po lekturze muszę przyznać, że to było ciekawe doświadczenie.

Bohaterem jest profesor Marek Dobrzański, który jest genialnym wynalazcą i właśnie wynalazł syntetyczną benzynę. Ma ona postać ciała stałego. Wystarczy kosteczka benzyny i rozpuszczenie jej w wiadrze wody, by uzyskać wysokiej jakości paliwo. Ów syntetyk zostaje nazwany „Wisłą”

Początek jest obiecujący, ale później jest wszystko tak cudownie naiwne, głupiutkie, socjalistycznie ideologiczne, że można się tylko uśmiechać. Bo nie pozostaje nic innego.

Po oficjalnej informacji w agencjach informacyjnych o nowym wynalazku, następuje takie zamieszanie na światowych rynkach, że giełdy przestają notować akcje spółek naftowych.

Zaraz potem mamy zawiązanie całej intrygi. Oto Wielki Kapitał chce odkupić wynalazek, od Dobrzańskiego, oferując mu miliony dolarów. Jednak on oddaje swój pomysł rządowi polskiemu, za 100 000 złotych i coś o wiele cenniejszego – Krzyż Zasługi. Co prawda pojawia się na początku trochę frustracji z tym związanych, ale rząd polski obiecuje mu 5 % od przyszłej sprzedaży i planuje otworzyć fabrykę. Fabryka powstaje w ciągu kilku zaledwie miesięcy, więc Dobrzański staje się milionerem w ciągu niecałego roku. Trochę to głupawe, ale niech tam mamy do czynienia z początkującym pisarzem i może marzeniami o nowej Polsce.

Niestety później mądrzej nie jest. Opis spisku wielkiego kapitału „nafciarzy, królów stali, węgla kauczuku i cementu, bankierów i właściciel amerykańskich towarzystw okrętowych” przypomina nieco spotkanie „możnych” pamiętane z filmu WallStreet2. Zły kapitał sterujący światem, chce zapobiec temu, żeby jakiś tam polski wynalazek zagroził światowemu porządkowi.

Są trzy sposoby zaradzenia złu:

Pierwszy. Przekupić wynalazcę taką sumą przy której honorarium wypłacone mu przez rząd polski wyglądałoby na śmieszny napiwek.

Drugi: Zdobyć obojętnie w jaki sposób wszelkie dane dotyczące wynalazku i nie licząc się aniz  pretensjami wynalazcy, ani z ewentualną interwencją Rządu Polskiego, produkować masowo w Anglii, czy w Ameryce ową „Wisłę”, naturalnie pod zmienioną nazwą, np. „Tamiza” lub „Missisipi”.

W razie, gdyby żaden z tych dwóch sposobów nie zapewnił nam powodzenie, pozostaje jeszcze trzeci sposób:

Pozwolić im wybudować fabrykę, pozwolić produkować „Wisłę”, a potem […] dobrze prosperujące przedsiębiorstwo zmieść z powierzchni ziemi”.

Według tych ustaleń Wielkiego Kapitału toczy się cała akcja. Jest nieudolnie, zabawnie, śmiesznie i bardzo prosocjalistycznie.

Sam profesor okazuje się dość podatnym na wdzięki kobieciarzem. Wśród kobiet, którymi się otacza, mamy pazerną na jego pieniądze Wandę. Krystynę, przyszłą narzeczoną, która trwa przy nim, mimo, że ją zdradzał z Wandą, a za chwilę zdradzi ją z Bożenną. Ta ostatnia okazuje się z kolei szpiegiem.

Przedtem pracowała przeciw Niemcom z ramienia Rządu Zjednoczonego Królestwa, ponieważ Niemcy zagrażali istnieniu jej imperialnej ojczyzny, teraz jest na usługach Wielkiego Kapitału i chce wydrzeć Polsce jej najnowszą zdobycz gospodarczą, bo „Wisła” godzi w światową potęgę finansjery z City i WallStreet”.

Wątek damsko-męski jest wyjątkowo zabawny w swojej naiwności. Kobieta szpieg, zakochuje się w tym, którego ma zmanipulować. Na koniec umiera w jego ramionach, ale prosi o to, żeby ten zadzwonił po swoją narzeczoną, którą ona chce przeprosić.

Pojawiają się jeszcze nasi rodzimi kryminaliści, którzy mają opory przed wysadzeniem fabryki, mającej przynieść sławę Polsce (ale ostatecznie 2000 dolarów wygrywa) i dobry Amerykanin. Amerykanin jest dobry, bo reprezentuje związki zawodowe i walczy z Wielkim Kapitałem.

Książeczka zabawna z perspektywy, bez znaczenia zupełnie jednak trochę mówi o tym jak powstawał PRL, jakie były marzenia i nadzieje.

Pozwolę sobie zamieścić zrzut z dwóch końcowych stron:

Sztaba_1 sztaba_2

[Głosów:32    Średnia:4.4/5]

3 Komentarzy

  1. ekonom polityczny

    Pan Sztaba pewnie by się bardzo zdziwił gdyby poznał rzeczywiste przypadki sytuacji, gdy “Giełda przestała notować!”
    Kilka przypomnień: Jago, Pażur i ś.p. Cysorz wystarczy.

    PS. A ta globalna jednostka monetarna to pewnie rubel transferowy ;-)?

  2. ekonom polityczny

    PS 2 Z ciekawości wrzuciłem “Marek Dobrzański” do wujka Google’a
    oto, co wyskoczyło:
    http://pl.wikiquote.org/wiki/Marek_Dobrza%C5%84ski
    To chyba jakiś daleki potomek MD z książki Sztaby 🙂

    1. trystero

      @ GZalewski

      Wygląda na to, że znalazłeś socjalistyczny odpowiednik Atlasu Zbuntowanego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *