Kiedy powstała warszawska giełda, wydawało mi się, że jako student Akademii Ekonomicznej posiadam w ręku wszystkie atuty by szybko zbić fortunę.

 

Co było oczywistą mrzonką, o której wtedy nie wiedziałem. A i dziś nie wie o tym wielu potencjalnych chętnych na inwestycyjne frukta. Kolejnym odkryciem było to, że w zasadzie wybór takiej właśnie uczelni podświadomie był sterowany mirażami giełdy (leciał wówczas w Polsce serial „Capital City”, który niesamowicie działał na wyobraźnię, potem doszła książka, na której był oparty). Ekonomia tak czy inaczej mnie zafascynowała, choć potem ją zdradziłem w sensie zawodowym, lecz nie sercem.

Notabene – w latach 90tych majątki robiło się na giełdzie stojąc w kolejkach po akcje i najważniejszą szkołą, jaką trzeba było wówczas skończyć, była szkoła machania bejsbolem. Tylko pierwsi przy okienku dostawali bowiem akcje i dziwnym trafem zwykle były to ogolone na łyso osiłki, a więc kwiat inwestycyjnej elity.

Wszystko to przypomniało mi się podczas czytania tego oto-> wywiadu, który jest zapowiedzią świetnej, jak przeczuwam, książki p.t. Ekonomia. Instrukcja obsługi.

A ten oto passus zaczerpnięty stamtąd stał się bezpośrednią przyczyną niniejszego wpisu:

“To czemu ekonomia uchodzi za trudną?

Bo ekonomiści wymyślili, że ten hermetyczny żargon i wciskana wszędzie – często na siłę – matematyka im się bardziej opłacają. To z resztą nie jest przypadłość wyłącznie ekonomistów. Każdy zawód bazujący na pewnej technicznej kompetencji radzi sobie w ten sposób. Dzięki tej hermetyczności piloci, hydraulicy czy lekarze sprawniej się z sobą komunikują. Nie bez znaczenia jest również to, że jeśli profesja uchodzi za skomplikowaną, to świadczący ją profesjonaliści mogą łatwiej usprawiedliwiać wysokie ceny swoich usług. Akurat w przypadku ekonomii – najlepiej opłacanej nauki społecznej – widać to bardzo dobrze.”

I jeszcze jeden chwilę dalej:

„Gdy rozmowa wchodzi na tematy ekonomiczne i wyjdzie na jaw, że w gronie dyskutujących jest ekonomista, wszyscy kładą uszy po sobie. A często ludzie w ogóle nie chcą się wypowiadać na tematy ekonomiczne. „To jakieś trudne, techniczne wyliczenia” – myślą i oddają ekonomię ekonomistom.”

Nie wiem czy autor tych słów zaliczył do ekonomistów całą tę armię pracujących na szczytach Wall Street, opłacanych niebywałymi stawkami i często pochodzących z najlepszych uczelni ekonomicznych. Nieważne, to temat na inną okazję. Dziś chciałem pokazać, jak giełda zdemokratyzowała świat i spowodowała, że ludzie prosto z ulicy mogą mierzyć się właśnie z tymi bajecznie wyedukowanymi i opłacanymi absolwentami tak trudnej nauki jak ekonomia. Co sprawia z kolei, że nie ma potrzeby kłaść po sobie uszy.

Świat inwestorów i traderów również, jak w przytoczonej rozmowie, posługuje się hermetycznym słownictwem, które ułatwia komunikację i utrudnia odbiór osobom z zewnątrz. Poznanie go to kwestia czasu potrzebnego do oswojenia się ze środowiskiem i może kilkoma podstawowymi lekturami. Czy jest to jednak potrzebne? Niekoniecznie, zależy od celu obranej drogi. Inwestowanie czy trading to jednak ścieżka wiodąca przez samotność, w której nie ma konieczności prowadzenia debat, udowadniania innym racji i podtrzymywania interakcji z otoczeniem, co wszystko razem wręcz utrudnia często autonomiczne decyzje. Zasadniczym jednak problemem jest właśnie znalezienie w tym świecie swojej własnej drogi. W przeciwieństwie jednak to ekonomii, to nie z operowania hermetycznym słownictwem i żonglowaniem teoriami naprawy świata biorą się tu pieniądze. Tutaj to czysta praktyka decyduje o sukcesie.

Inwestowanie giełdowe przejęło z ekonomii wiele pojęć, część aparatu badawczego i opisowego, choć w zasadzie dotyczy to tylko jednej ze szkół inwestycyjnych, których zresztą również i tu mamy wiele. Podobnie jak w ekonomii, prowadzą one ze sobą esencjonalne spory o metody, modele i sposoby realizacji wizji, jednak efekt końcowy jest dużo bardziej wymierny. W zasadzie więc po co te spory skoro prościej jest porównać same efekty, które w większości przypadków mają łatwą do zdefiniowania przyczynę decyzyjną?

No dobrze, żargon przejęliśmy w dużej mierze z ekonomii bo była to konieczność. W przypadku zarządzających funduszami rzeczywiście się on opłaca dla uzasadnienia kosztów jakimi obciąża się klientów. A ogromna część społeczeństwa nie ma pojęcia, że wyniki większości z owych menadżerów można pokonać w bardzo prosty sposób, indeksując własny portfel.

Matematyka natomiast przyjęta została z konieczności i jest drugą nogą całego fundamentu inwestowania.

Co jest pierwszą nogą? Otóż nie wystarczy samo prognozowanie, które w ekonomii stało się niezbędnym elementem działania i doboru narzędzi. Tutaj potrzeba bardzo konkretnego planu, strategii czy pomysłu na osiąganie przewagi nad resztą rynku, czemu służą umiejętności, wiedza dużo szersza niż ekonomiczna, ogląd dużo szczegółowszy niż „big picture” oraz predyspozycje psychologiczne.

Co ciekawe, klasyczna teoria, zwana Hipotezą Efektywnego Rynku, odmawia wiedzy ekonomicznej takiej siły, która jest w stanie pokonać rynkową średnią, w związku z czym właśnie szkoła Analizy Fundamentalnej, oparta w dużej mierze na ekonomicznym aparacie, staje się w tym świetle mało użyteczna. Wyjątki potwierdzają tę regułę – to, że niektórzy sławni inwestorzy są ekonomistami wcale nie przesądza o skuteczności samej ekonomii w inwestowaniu. Trzeba by bowiem spojrzeć szerzej i policzyć również tych ekonomistów, którym się na giełdzie nie udało. Podejrzewam, że rozkład ów nie będzie zanadto odbiegał od normalnego. Nic nie wskazuje na to, że największymi krezusami są właśnie ekonomiści, i to dzięki swej unikalnej wiedzy. (Nieco lepiej być może sprawa wygląda z Finansami, czyli praktycznej dyscyplinie wyrosłej z ekonomii, tkwiącej z kolei głęboko w teoriach.)

Oddanie ekonomii ekonomistom w żadnym razie nie przeszkadza w osiąganiu sukcesów na giełdowym polu. To zjawisko nadal czeka na odczarowanie wśród społeczeństwa. Czemu wcale nie pomagają oficjalne przekazy z giełdy, funduszy i z mediów.

Zatem jeśli nie ekonomia, to co? Przede wszystkim nieco szersza edukacja, choćby -> http://bossa.pl/edukacja/

O pewnym paradoksie prostoty inwestowania wkrótce.

—kat—

[Głosów:36    Średnia:3/5]

2 Komentarzy

  1. ekonom polityczny

    Najlepszy interes świata?
    Kupić Zarządzającego dużym funduszem po Harvardzie za cenę, jaką faktycznie jest wart, a następnie sprzedać go po cenie, na którą sam się wycenia 🙂

  2. _dorota

    Zakładasz silną nieefektywność rynku na używanych Zarządzających.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *