Wrócę na chwilę do istotnego pewnie dla wielu Czytelników problemu: czy szukanie wyjaśnień do ruchów rynku każdego dnia ma sens , i jaki, w odniesieniu do wyników inwestowania czy spekulacji?

 

Tym samym nawiązuję do punktu nr. 33 z tego oto niedawnego -> wpisu, będącego tłumaczeniem 50 porad Morgana Housela.

Brzmi ów punkt dla przypomnienia tak oto:

To co rynki robią z dnia na dzień jest przytłaczająco napędzane losowością/przypadkiem. Przypisywanie wyjaśnień do krótkoterminowych ruchów jest jak wyjaśnianie numerów w loterii.

Nie mam zamiaru bronić w żaden sposób poglądów autora, tym bardziej, że jego postrzeganie finansów i giełdy mocno tkwi w klasycznym podejściu od strony wartości, fundamentów i długich terminów, a przy tym nie uznaje choćby timingu. W tym punkcie jednak moje zdanie jest zbieżne, mimo że moje decyzje inwestycyjne są wynikiem całkiem odmiennego rodzaju analizy rynku.

Zmiany kursów z dnia na dzień są, jak w każdym innym horyzoncie czasowym zresztą, wypadkową działania sił podaży i popytu, za którymi stoi z kolei długi szereg motywacji. Od typowo technicznych (jak arbitraż, animacja/market making, indeksowanie, automatyczne działania algorytmów czy zamykanie stopów), przez świadome realizacje typowych celów i strategii inwestycyjnych wszelkiego typu, po skrajnie niestandardowe, których wykrycia trudno dokonać i oszacować (np. manipulacje, błędy, nieracjonalne impulsy). Ich wynikiem są zmiany, których kierunek i zakres ani nie sposób regularnie przewidywać, ani skorelować w sposób dający przewagę informacyjną z poprzednią sesją lub wcześniejszymi. Mówimy więc o losowości zmiany, co wcale nie koliduje z powstawaniem dłuższych lub krótszych trendów cenowych.

Losowość i przypadkowość całkiem naturalnie kojarzymy z grami czy hazardem, stąd bardzo trafne określenie dedukcji jednodniowych ruchów giełdy w przywołanym cytacie jako „wyjaśnianie numerów w loterii”. Każde wytłumaczenie może być bowiem zarówno prawdziwe jak i nietrafione, a choć same działanie inwestujących może zostać łatwo zidentyfikowane po kierunku (np. „większość sprzedaje”) to zazwyczaj motywacje za nim stojące pozostają w sferze dalekich domysłów i poszukiwanie ich często obarcza błąd poznawczy, a czasem i emocjonalny (np. złość: bo ONI znów manipulują). Nie mówiąc o tym, że ich prawdziwość jest zwykle nieweryfikowalna, a zależności często nieliniowe (ta sama przyczyna może wywołać inny skutek zależnie od wielu innych czynników).

Czy w takim razie warto z punktu widzenia własnego rachunku zajmować się tym? Czy pomoże to w zyskowności i podejmowaniu trafniejszych, własnych decyzji? Najkrótsza odpowiedź brzmi: to zależy. Od podejścia decyzyjnego, horyzontu czasowego, przekonań, kompetencji, umiejętności. I choć sam jestem sceptykiem i nie mam potrzeby poszukiwania tego rodzaju informacji, to widzę w tym pewną małą korzyść specyficznego rodzaju.

Wyjaśnień ruchów dokonujemy sami lub/i zdajemy się na pomoc analityków i komentatorów. Nawet jeśli nie wierzymy, że ich kompetencje w tej mierze wyrastają ponad przeciętną, to domyślnie zakładamy, że dysponują oni większym zakresem wiedzy odnośnie aktualnych wydarzeń. Czy to jednak bardziej uwiarygadnia tłumaczenie powodów zmiany cen? Czy mając wiedzę o tym, że 90% zleceń tego dnia pochodziło od inwestora X przybliża nas do prawdy odnośnie jego motywów? Czy nie wystarczy, że cena się zmieniła ponieważ ktoś mocno kupował, i tyle? Czy nie mając tej informacji tracimy cokolwiek z naszej wiedzy?

Wiem, że z wielu gardeł może paść odpowiedź: tak, te informacje są istotne. Wiem również, co motywuje taką odpowiedź, a przyczyn najważniejszych wymienić mogę w tym wypadku kilka:

– gromadząc informacje ulegamy iluzji większej kontroli, choć badania i statystyki sugerują coś wręcz odwrotnego,

– homo sapiens ma w genach potrzebę słuchania i tworzenia historii (ang.stories); one ułatwiają zapamiętywanie i nabieranie doświadczeń za pomocą tworzenia emocjonalnego zaangażowania,

– ciekawość i jej zaspokajanie tworzy w umyśle większy porządek i ułatwia ogarnianie świata,

– potrzebujemy wyjaśnień dla każdych własnych działań, poglądów i przekonań, ale także dysonansów i błędów; bez względu na ich prawdziwość,

– weryfikujemy i konfrontujemy w ten sposób nasze prognozy i przewidywania

Oczywiście nasze własne lub analityków tłumaczenia obciążone błędami, subiektywnymi ocenami i doprawione losowością oraz przypadkowością nie przybliżają nas do prawdy, ale zaspokajają umysłowy głód informacji i pozwalają układać własną wizję postrzegania świata. Jednak najważniejsze pozostaje jeszcze jedno pytanie: jak pomaga to w podejmowaniu decyzji, trafności oczekiwań i predykcji, a co za tym idzie przyszłej zyskowności???

Życzyłbym wszystkim, aby pomagało jak najbardziej! Obserwacje i liczby przekonują jednak, że rzeczywistość jest dużo brutalniejsza. Homo sapiens jest dość ułomną istotą jeśli chodzi o przewidywania, bez względu na to jak wiele informacji mu dostarczyć! Dlatego dokonał dość efektywnego wynalazku: stopów obronnych, automatycznych lub mentalnych, które pomagają zarządzać ryzykiem. Albo owo ryzyko nauczył się poniekąd ignorować za pomocą np. metody indeksowania przy udziale ETF czyli „kup i zapomnij”.

Wyjaśnienia jednodniowych zmian, obojętnie jak bardzo zbliżone do prawdy, w niczym nie pomagają długoterminowym inwestorom. Obecna 5-cio letnia hossa napędzana jest w zasadzie jednym motywem – zalewem taniego pieniądza, a jej przerywnikiem stał się problem zadłużenia krajów lub też perturbacje z OFE u nas. Jednodniowe wytłumaczenia niewiele wnoszą poza niepokojem, są jedynie szumem. Tu potrzeba raczej snucia ‘long term story’.

Krótkoterminowym graczom wyjaśnienia jeśli są potrzebne to albo w czasie rzeczywistym albo z wyprzedzeniem. Historie o tym co było i dlaczego, nie mają praktycznej użyteczności, poza emocjonalnym uspokojeniem jak w wymieniance powyżej. Owszem, bywają wyjątki. Jeśli bankrutuje Lehmann Brothers czy następuje gdzieś zamach lub wojna, to z dużo większym niż zwykle prawdopodobieństwem można użyć tzw. Theory of Mind, która polega na odgadywaniu tego co zrobią i jak zareagują inni. Jednak dla regularnego zarabiania jedynie same, nawet znaczące incydenty, to za mało…

Na koniec proponuję zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną sprawę: wymyślanie powodów ruchów to pewnego rodzaju myślenie a rebours – dopasowywanie faktów do konsekwencji, czyli odwrócenie kolejności. Jaśniejsze będzie to być może na przykładzie:

Załóżmy, że po istotnych, negatywnych danych na dowolnym instrumencie, po stronie sprzedaży i krótkiej sprzedaży panuje spory ruch, a po stronie kupna ustawiła się z ogromnymi zleceniami tylko jedna instytucja, licząca na dużą podaż. W rezultacie kurs idzie w górę, dodatkowo napędzany stop-lossami. Jaką historię dostajemy lub tworzymy po sesji nie znając detali przepływu zleceń i rzeczywistych motywacji obu stron? Często taką, która złe dane uznaje za dobry omen, choć tak naprawdę nie mają one znaczenia dla szerszego obrazu.

Jeden dzień może mieć znaczenie w kontekście, którego składowe wymieniam wyżej. Ale czy odkrywanie stojących za nim intencji ma naprawdę znaczenie dla zyskowności? Być może, nie dysponuję na to dowodami, choć nie wykluczam, że takowe istnieją.

—kat—-

[Głosów:20    Średnia:4.6/5]

9 Komentarzy

  1. investor_ts

    @kathay

    Tak na marginesie:

    “wymyślanie powodów ruchów to pewnego rodzaju myślenie a rebours – dopasowywanie faktów do konsekwencji, czyli odwrócenie kolejności”

    To jest schemat rozumowania abdukcyjnego, które w pewnym sensie stanowi odwrotność rozumowania dedukcyjnego. Oczywiście jest ono, w przeciwieństwie do dedukcji, zawodne: z fałszywych przesłanek mogą wynikać logicznie prawdziwe wnioski. Niemniej stosujemy je powszechnie, np.:

    – Sherlock Holmes, wbrew powszechnej opinii, nie stosował dedukcji, ale właśnie abdukcję. Poszukiwał wyjaśnień, których konsekwencjami byłyby zastane na miejscu zbrodni fakty;
    – Naukowiec stosuje abdukcję akceptując hipotezy na podstawie potwierdzenia wynikających z niej przewidywań.

    Oczywiście to podobieństwo schematów rozumowania nie oznacza, że codzienne komentarze giełdowe mają charakter naukowy. Chodzi raczej o to, aby naszego myślenia nie ograniczać do dedukcji, bo daleko w ten sposób nie zajedziemy :).

  2. NieObliczalny

    Dobry komentarz, zwykle nie mainstreamowy, taki jak ten:
    http://www.nanex.net/aqck2/4660.html
    lub ten
    http://www.zerohedge.com/news/2014-07-01/record-189-billion-injected-market-window-dressing-reverse-repo-unwind
    pozwala zrozumieć więcej. Tylko tyle i aż tyle.

    Zgoda, dla ortodoksyjnego technika nie ma on znaczenia. Dla fundamentalisty z 20 letnim horyzontem inwestycyjnym jest równie bezużyteczny. Ale to między tymi obydwiema skrajnościami plasuje się przecież większość z nas.

    Jasne, że można sobie zaszkodzić nadmiarem informacji w inwestowaniu, co niejednokrotnie również na stronach Bossy było omawiane i cytowane.
    Moim zdaniem do komentarzy (również tych najbardziej obciążonych, czyli mainstreamowych) trzeba mieć po prostu właściwy stosunek. Grzegorz przywołał niedawno przykład swoich początków w Parkiecie, gdy na papierze milimetrowym rysował wykresy. Lektura komentarzy na przestrzeni 1-2 pełnych cykli giełdowych daje IMHO podobne korzyści.

  3. kathay (Post autora)

    @investor
    Ile ja bym dał za twoją wiedzę … 🙂 Jeśli się w jakimś ciekawym miejscu poza blogiem nie marnuje to daj znać gdzie na: kathay w bossa kropka pl

  4. lesserwisser

    “Sherlock Holmes, wbrew powszechnej opinii, nie stosował dedukcji, ale właśnie abdukcję. Poszukiwał wyjaśnień, których konsekwencjami byłyby zastane na miejscu zbrodni fakty;

    – Naukowiec stosuje abdukcję akceptując hipotezy na podstawie potwierdzenia wynikających z niej przewidywań.”

    A ufok stosując abdukcję porywa ludzi i wszczepia im impalanta, a potem człowiekowi się w głowie kiełbasi i chodzi naelektryzowany (przez indujcję), jak niejaki Erg Samowzbudnik.

    Prawdą jest natomiast, że Sherlock nie stosował metody dedukcji tylko przede wszystkim metodę indukcji (rozumowanie “od szczegółu do ogółu”) trochę tylko uzupełnioną dedukcją.

    To tyle mojej obdukcji abdukcji. 🙂

  5. _dorota

    Less, czy Ciebie już ktoś pytał, czy się Twoja wiedza przypadkiem nie marnuje? 😉
    Z tego co pamiętam z kursu logiki, to indukcja jest zresztą rozumowaniem zawodnym.

  6. lesserwisser

    @ Dorota

    “Less, czy Ciebie już ktoś pytał, czy się Twoja wiedza przypadkiem nie marnuje? ;)”

    A pewnie że pytał! Sam się sobie dziwię, skąd to się u mnie bierze?
    Czasem to podejrzewam, że może mi wszczepili jakiegoś impalanta, bo nawet moje żona mówi że jestem nie z tej Ziemi (leń i bałaganiarz). 🙂

  7. kathay (Post autora)

    > – Sherlock Holmes, wbrew powszechnej opinii, nie stosował dedukcji, ale właśnie abdukcję.

    Sherlock stawiał hipotezy po czym dochodził zawsze (?) do jednej prawdziwej.
    Na giełdzie w tym wypadku analityk spośród wielu hipotez wybiera jedną i uznaje ją za prawdziwą bez względu czy taką jest ona na prawdę.

  8. pit65

    Sherlock raczej stosował “obdukcje” bo trup padał gęsto , a że nie był lekarzem to i Watson był jak znalazł 🙂

  9. investor_ts

    @lesserwisser

    Cierpisz na obstrukcję… umysłową ;). Nie masz bladego pojęcia o czym piszesz.

    @kathay
    Jeśli wmieszamy w to “prawdę”, to wpadniemy w takie tarapaty, że nie tylko daleko nie zajedziemy, ale w ogóle nie ruszymy z miejsca :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *